Na marginesie: tyrania metropolii

Okruchy Kultury - na marginesie - tyrania metropolii

czułem jak wyzwalam się 
od zbędnego nadmiaru energii 
w którą wyposażyła mnie młodość 

możliwe 
że mógłbym użyć jej inaczej 
np. napisać 4 reportaże 
o perspektywacz rozwoju małych miasteczek 

ale 
…….mam w dupie małe miasteczka 

Andrzej Bursa, Sobota

***

Otwierając korespondencję z sz. pp. pracownikami działów PR można pozwolić sobie na wrażenie, że przestrzeń implodowała. Zapraszają mnie na spotkanie, które ma odbyć się w placówce księgarni z pretensjonalną nazwą i pomarańczowym logotypem, która znajduje się przy ulicy W., jednakże nie sprecyzowano, w jakim mieście. Nie podano nawet części naszego pięknego kraju, którą powinnam brać pod uwagę chcąc wybrać się na to wydarzenie, które z pewnością zrzeszyć ma grono zacnych ludzi kultury. Czytaj dalej

Na marginesie: Powtórzenia, odkrycia

vorfreude

(rzecz.) radosne, intensywne oczekiwanie
na zbliżające się doświadczenie wyobrażonych przyjemności

***

Wrzesień zaczyna się subtelnością. Spokojnie, niezauważenie. Pewnego dnia budzisz się i zaczynasz rozumieć, że to już. Że powietrze pachnie inaczej. Bez szczególnego powodu (w końcu to Londyn; nikt nie pali tu liści, nikt nie piecze w ognisku ogromnych ziemniaków nadzianych na znaleziony patyk). Niebo pokrywa się ołowiem i marzę o tych wszystkich deszczach, które już za chwilę przyjdą, uwolnią miasto od unoszącego się wszędzie pyłu i kurzu, przepędzą ludzi z parków i wydobędą na powierzchnię cienie. Czytaj dalej

Na marginesie: po zamachach w Paryżu

Pantin, niegdyś samodzielna jednostka administracyjna położona nieco ponad 6 kilometrów od centrum Paryża, dziś – przedmieścia świetlistej metropolii. Przy stacji metra – przedostatniej dla linii numer 5 – kościół, którego historia sięga XII wieku. Zaniedbany, szary, z wnętrzem pachnącym wilgocią. Wokół – wielojęzyczny, wielokulturowy tłum przybyszów z Bliskiego Wschodu oraz Czarnej Afryki. Czytaj dalej

Na marginesie: o dostrzeganiu barw

Pierwsze tygodnie 2011 roku. Chrupiący od mrozu śnieg pod stopami, na których mam czerwone, lekkie tenisówki z delikatnej skórki. Za zimno, by w nich chodzić, w końcu to początek lutego, który w Warszawie bywa zimny, bardzo; co chwila więc spuszczam wzrok i pilnuję, by nie zamoczyć butów – ale przecież wyszłam tylko po chleb. Niemal biegiem. W pewnym momencie jednak zatrzymuję się i ze zdumieniem dostrzegam; ten śnieg jest biały. I skrzy się w słońcu jak drobno pocięte diamenty. Czytaj dalej