Varia

Raport o stanie świata

Zmęczenie uświadamiam sobie dopiero, kiedy wieczorem włączam telewizor, żeby zobaczyć nadawane codziennie o tej samej porze dwa serwisy informacyjne dwóch różnych stacji. To mój rytuał. Dzięki niemu jestem w stanie określić, na ile rzeczywistość przedstawiona różni się od tej, w której na co dzień funkcjonuję. Wiedza ta jest przydatna na wielu płaszczyznach. Czytaj dalej

Standard
Zapiski z podróży

Moja Warszawa

Pierwszego sierpnia wysiadam późnym wieczorem z pociągu, który sunie przez Polskę aż z Drezna. Warszawa wita mnie złotym światłem, smakiem różowego wina i uczuciem niepokoju, które tak mocno jest wyczuwalne w stolicy tylko tego dnia. Nie wiem jeszcze, czy się polubimy. Wiem, że muszę tu zostać przez chwilę. Bogatsza o wiele innych miast, wielu ludzi i inne kraje, muszę stworzyć tu sobie – choćby na moment – dom. Czytaj dalej

Standard

Uprzedzam – to będzie jeden z tych tekstów, po przeczytaniu których część z Was złapie się za głowę, odlubi stronę Okruchów na Facebooku, a mnie będzie wyklinać na lewo i prawo za poglądy, trochę zbyt mało popularne, by można o nich było słuchać w radiu, lub czytać w popularnej prasie. Nie mówi się dziś o upadku, a może raczej degeneracji estetyki zbyt wiele; temat raczej się pomija. Powiem nawet więcej: nie tyle pomija, co w ogóle się go nie zauważa (a wiadomo powszechnie, że jeśli czegoś nie widać, to nie istnieje). Continue reading

Filozofia, Kultura, Sztuka

Zdegenerowana estetyka współczesności

Uprzedzam – to będzie jeden z tych tekstów, po przeczytaniu których część z Was złapie się za głowę, odlubi stronę Okruchów na Facebooku, a mnie będzie wyklinać na lewo i prawo za poglądy, trochę zbyt mało popularne, by można o nich było słuchać w radiu, lub czytać w popularnej prasie. Nie mówi się dziś o upadku, a może raczej degeneracji estetyki zbyt wiele; temat raczej się pomija. Powiem nawet więcej: nie tyle pomija, co w ogóle się go nie zauważa (a wiadomo powszechnie, że jeśli czegoś nie widać, to nie istnieje).

Obrazek
Zapiski z podróży

Warszawa. Miasto rozproszone

Warszawa, ul. Mokotowska, luty 2010.

Warszawa, ul. Mokotowska, luty 2010.

Gdy do niej wracam kilka dni temu, wita mnie mgłą i wilgocią zakradającą się niepostrzeżenie pod prochowiec. Jest południe, a niebo nie wygląda inaczej, niż te trzy i pół roku temu, kiedy w październiku przyjechałam do kogoś w odwiedziny, a w mojej głowie powstała myśl, że przecież można tu zostać; wysoka, przepaścista bladość, śmiertelny odcień żółci przebitej srebrem. Warszawa. Miasto rozproszone, miasto bezładne, miasto moje wymarzone, a potem znienawidzone. Czytaj dalej

Standard
Zapiski z podróży

@Warsaw1944 – Muzeum niezwykłe

Wielu z Was zapewne dziwi, dlaczego tekst o Muzeum Powstania Warszawskiego tytułuję nickiem, pod którym ta instytucja obecna jest na Twitterze. Nie dzieje się to bez powodu; mówiłam Wam w poprzednim poście, co mnie najbardziej wkurza w obchodach powstańczych rocznic. Twitter w tym roku okazał się miłą odtrutką na te „niemiłe” rocznicowe doznania, bo wierzcie mi – dawno nie widziałam takiego ogromu serdeczności, bezpretensjonalnej i ciepłej, jak tam. Czytaj dalej

Standard
Varia

Krótko o Powstaniu ’44

Co roku powtarzam sobie, że nie dam się sprowokować do wzięcia udziału w dyskusji o Powstaniu Warszawskim. Co roku dochodzę do wniosku, że Powstanie jest coraz bardziej przedmiotowo traktowane… i przez władzę, i przez opozycję, i przez media, i przez zwykłych obywateli, mieszkańców Warszawy, ale i nie tylko; tu i ówdzie, na kilka dni przed kolejnymi rocznicami, dają się słyszeć porykiwania: to wszystko bez sensu! Idiotyzm! Albo: kto nie rozumie decyzji o wybuchu Powstania, ten niegodzien nazywać siebie Polakiem! – oba te style, te maniery, bo trudno, bym nadawała temu większą wartość, obrzydzają mi Pierwszy Sierpnia.

Muzeum Powstania Warszawskiego

Muzeum Powstania Warszawskiego

W tym roku jednak puściły mi nerwy… i notkę o Powstaniu piszę. Wkurzył mnie Bartoszewski mówiąc, że nie pójdzie pod pomnik Gloria Victis. Wkurzyła mnie okładka „Wprost” z pretensjonalną Myszką Miki (nawet, jeśli jest adekwatna do artykułu o popkulturowym wykorzystaniu motywu PW’44, uważam ją za niezdrowe przegięcie). Wkurzyli mnie ludzie, którzy dziś, ale nie tylko – to zaczęło się już dzień, dwa wcześniej – wypisują na Facebooku i Twitterze „A dlaczego miałbym zatrzymywać się na minutę o 17.00?”.

Nie lubię Warszawy. Mieszkając w niej trzy lata, męczyłam się każdego dnia; z ludzką obojętnością, z własnym, niskim statusem materialnym, który wówczas uniemożliwiał mi funkcjonowanie w Warszawie na takim poziomie, by nie było to miasto bolesne. Wreszcie, z brakiem planu, pomysłu na stolicę: często miałam, mam wrażenie, że przez to, że słoiki i wieczna chwilowość, to tak naprawdę nikt Warszawy nie przemyślał, nie zaplanował, nie rozrysował w czasie, gdy było to potrzebne, a wielkie inwestycje lat ’90 i początku XXI wieku bardziej przypominają samowolkę budowlaną i urbanistyczną, niż jakikolwiek sensowny koncept. Mimo to, wiem jednak, że dla Powstańców Warszawa była marzeniem. Sensem. I sercem Polski. Polska to z kolei był szereg wartości, które dziś najwidoczniej są niezrozumiałe. Bo gdyby były, nikt nie miałby odwagi pytać o sens Powstania. I nie chodzi tu o decyzję dowódców – one były takie, jakie były. Skazały na śmierć tysiące ludzi, którzy do walki szli z gołymi rękami. Ale sens Powstania leży gdzie indziej. Leży w świadomości tożsamości. Tego, kim się jest i skąd. I w byciu razem. Tak opowiedziałabym Powstanie… właśnie tak. I wydaje mi się, że to jedyna narracja, która pozwala uniknąć kłótni.

Muzeum Powstania Warszawskiego

Muzeum Powstania Warszawskiego

Czasami pytają mnie, czy poszłabym do Powstania. Odwołują się przy tym do mojego racjonalizmu, do tego, że niemal każdą decyzję w życiu podejmuję kalkulując wszelakie „za” i „przeciw”, wreszcie – mówią mi – przecież chcesz wyemigrować. Oczywiście, chcę. Ale nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że gdyby Powstanie było dziś, mogłabym do niego nie pójść. Po prostu, pójście do Powstania jest jedną z nielicznych oczywistości w moim życiu. A dlaczego? Bo to była walka o jedność tożsamości. O jej spójność. O każde przedtem potem każdego z Powstańców, którzy walcząc, pisali kartki do bliskich i marzyli o tym, co zrobią, gdy wojna dobiegnie końca. To była walka o normalność. O nadzieję na normalność, której każdy tak bardzo pragnie. Jak mogłabym zatem nie pójść do Powstania? A Wy? Moglibyście?

Nie chce mi się czytać wywiadów w jednym z poczytniejszych polskich dzienników, w których padają nieadekwatne, a rzekomo uprawnione wiekiem wypowiadającego słowa. Nie chce mi się oglądać oficjalnych, państwowych obchodów. One niczego nie wnoszą. To tylko oficjalna pamięć, o której dobrze, że jest – ale „moje” Powstanie jest w Warszawie. Na jej ulicach, w każdej jednej tablicy pamiątkowej. I w Muzeum Powstania Warszawskiego, o którym opowiem Wam jutro.

A teraz, możecie mnie wybuczeć.

P.S. Generał Ścibor-Rylski jest dziś moim prawdziwym bohaterem. Tak, ze względu na jego przemówienie.

Standard