Książki

Marek Szymaniak „Zapaść. Reportaże z mniejszych miast”

Czytanie książek poświęconych polskiej prowincji to osobliwy fetysz. Ma w sobie coś masochistycznego, jest jak syndrom sztokholmski. Z książek tych bowiem dowiadujemy się, jak bardzo nam w gruncie rzeczy nie wyszło. Jak kulawa okazała się nasza transformacja w pogoni za mitycznym „Zachodem”.

Jak Warszawa – ten moloch, ta symulacja miejskości, zbudowana na wzór i podobieństwo wielkiego świata (bądź polskiego wyobrażenia na jego temat) wessała energię innych miast – niegdyś mocno stojących na nogach lokalnego przemysłu, rzemiosła czy choćby handlu. Zresztą – nie tylko Warszawa. Metropolitalny model rozwoju Polski czknął się miastom i miasteczkom w każdym regionie.

Książka Szymaniaka to nieco chaotyczna wycieczka po polskiej prowincji ostatnich lat. Rozmówcy i rozmówczynie autora z rozrzewnieniem wspominają pracę w wielkich zakładach PRL-u, emigranci, którzy wrócili do Polski (dlaczego? Tak naprawdę nigdy nie poznamy prawdziwych powodów) na kartach „Zapaści” żałują, a ci, którzy mieli marzenia, po które nigdy nie odważyli się sięgnąć – dokonują rachunków sumienia i liczą się publicznie z rzeczywistością, która głośno skrzeczy.

Mimo tego „Zapaść” jest jednowymiarowa. Pokazuje nieprawość samorządów, które zamiast walczyć z władzą centralną o swoich mieszkańców, stają się kolejnym siedliskiem układów. Pokazuje problemy – ale nie mówi, z czego one wynikają. Nie dostrzega, że źli włodarze, kiepskie zarządzanie, z którym mamy do czynienia w Polsce i to na każdym poziomie, to wybór obywateli i obywatelek – dokonywany co kadencję w wolnych wyborach.

W „Zapaści” nie ma też żadnego przełomu, żadnej konkluzji. To niedokończona praca semestralna na studiach, która mówi: „jest źle”, ale zabrakło badaczowi czasu i środków na analizę. Dlaczego? Nie wiem. Zobaczyć, jak jest, nie jest żadną sztuką. Dzięki internetowi wszyscy i wszystkie to wiemy, chyba, że bardzo mocno chcemy nie wiedzieć.

Aby stawiać diagnozę, wystarczy się przyjrzeć. Aby wskazać przyczyny i wystawić choć jedną receptę – trzeba odwagi i odpowiedzialności. I to jest ogromny problem polskiego reportażu, widoczny również u Szymaniaka.

To nie jest zła książka. To poprawny technicznie opis rzeczywistości zastanej, z którego jednak – jak z większości debat o tym, dlaczego jest tak źle na tej prowincji i w tej Polsce – nic nie wynika.

Standard

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.