Spacerownik londyński (4): Nunhead Cemetery

Okruchy Kultury - Spacerownik Londyński - Nunhead Cemetery

Zlokalizowany w południowej części Londynu, zwany niegdyś Cmentarzem Wszystkich Świętych, Nunhead Cemetery został konsekrowany w 1840 roku. Idę tam początkiem stycznia, bo tylko ta pora pozwala cieszyć się zapachem gnijących liści i nagimi konarami drzew, na których przysiadają kruki. Czytaj dalej

Spacerownik londyński (2): Tea o’clock

Październik wyznacza pół roku odkąd zamieszkałam w Londynie. Czy da się poznać miasto w tak krótkim czasie? Nie, oczywiście że nie – inna odpowiedź byłaby tu koniecznie kłamstwem. Przez pół roku można jednak stworzyć sobie mapę swoich ulubionych miejsc, punktów, do których się wraca – i to udało mi się w dwojakim wymiarze: księgarń oraz miejsc, w których można napić się herbaty. Czytaj dalej

Jesień zaczyna się w Cambridge

– To miasto najlepiej oglądać jesienią. Popatrz: jest brązowo-złote. I ta czerwień starych cegieł – mówię i w miarę tego mówienia zdaję sobie sprawę, że chyba nie potrafię bardziej i lepiej opisać Cambridge. Właśnie tam zaczyna się dla mnie angielska jesień. Piękna, jeszcze ciepła od ostatnich promieni zniżającego się słońca, choć miejscami już pochmurna, wietrzna, niepokojąca deszczem. Czytaj dalej

Na marginesie: Powtórzenia, odkrycia

vorfreude

(rzecz.) radosne, intensywne oczekiwanie
na zbliżające się doświadczenie wyobrażonych przyjemności

***

Wrzesień zaczyna się subtelnością. Spokojnie, niezauważenie. Pewnego dnia budzisz się i zaczynasz rozumieć, że to już. Że powietrze pachnie inaczej. Bez szczególnego powodu (w końcu to Londyn; nikt nie pali tu liści, nikt nie piecze w ognisku ogromnych ziemniaków nadzianych na znaleziony patyk). Niebo pokrywa się ołowiem i marzę o tych wszystkich deszczach, które już za chwilę przyjdą, uwolnią miasto od unoszącego się wszędzie pyłu i kurzu, przepędzą ludzi z parków i wydobędą na powierzchnię cienie. Czytaj dalej

Spacerownik londyński (1): Zielone płuca miasta

Okruchy Kultury - spacerownik Londyński

Mieszkanie w Polsce przyzwyczaiło mnie, że park to miejsce, do którego lepiej nie chodzić. W latach ’90 i w początku pierwszej dekady XXI wieku można tam było znaleźć przede wszystkim puszki po piwie, walające się na trawnikach śmieci, a wieczorem – podpitych panów stanowiących niebezpieczeństwo nie tylko dla dziewczyn. Od tego czasu sytuacja znacznie się zmieniła – może z wyjątkiem „elementu” zalegającego na parkowych ławeczkach – Polska wreszcie zdała sobie sprawę, że zieleń miejska jest ważna. W Anglii jednak ta świadomość przyszła znacznie wcześniej. Parki są ważnym elementem brytyjskiej urbanistyki, dla wielu z nas – znakiem rozpoznawczym kraju mgieł i popołudniowej herbaty. I właśnie o nich będzie ten tekst – pierwsza część nieregularnego „Spacerownika Londyńskiego”. Czytaj dalej

Brexit. Jaka piękna katastrofa

Londyn w połowie czerwca to wrząca mieszanina śmiechu, krzyków (mecze mistrzostw Europy w piłce nożnej), zapachu jeszcze nie przejrzałych, zielonych liści rosnącej za oknem lipy. Mieszkam w najpiękniejszym kwartale Camden, upajam się tym miastem, na wyciągnięcie ręki mam wszystko, o czym zawsze marzyłam – antykwariaty księgarskie, pyszną, świeżą kawę i ogrody, w których można zapomnieć o całym świecie. Z radością obserwuję ludzi, przeróżnych, przepięknych, którzy w swojej wzajemnej odmienności są nieodłączną częścią tego miasta. Tworzą je, formują – bo o Londynie powiedzieć można wszystko, ale nie to, że jest bezkształtny i bezsensowny. Czytaj dalej