Homo viator Na marginesie Spacerownik londyński

Londyn. Zbyt szeroka rzeka

Drogi nas w inne drogi prowadzą – i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi

Robert Frost, Droga niewybrana

***

– Jestem obywatelem świata. Włochem, Anglikiem! Jestem europejczykiem! Mogę mieszkać, gdzie chcę. W cholerę z nimi wszystkimi! – gestykuluje mocno, rozkładając ramiona w geście odgarniania od siebie „ich wszystkich”, by poszli tam, gdzie im kazał. Trzęsie się jego siwy, imponujących rozmiarów wąs. Tubalny głos – włoski, bez śladu angielskiego akcentu – przez chwilę rozbrzmiewa niemal na całej ulicy. Rozchełstana, różowa koszula niebezpiecznie napina się na wysuniętej w przód piersi. Jego rozmówcy – stary, zasuszony Włoch opierający się o drewnianą laskę i człowiek, który zdaje się nie mieć ni wieku, ni kraju pochodzenia – kiwają ze zrozumieniem głowami.

Przyglądam się temu zafascynowana, bo oto kilka dni po referendum, w którym Brytyjczycy zadecydowali o wyprowadzeniu swojego kraju z Unii Europejskiej, w centrum Londynu, w mikrokosmosie obskurnej, włoskiej kawiarni tworzy się ośrodek moralnego oporu wobec rzeczywistości.

Wśród gości lokalu nie ma Brytyjczyków, a oprócz mnie nikt nie mówi tu po angielsku. Dyskutuje się tu po włosku. Po włosku pije się kawę. Po włosku przeżywa się mistrzostwa Europy w piłce nożnej, po włosku się okazuje uczucia.
Kiedy grono zajętych sobą dyskutantów orientuje się w końcu, że słucham ich rozmowy – a więc najpewniej ją rozumiem – zagadują mnie, zapraszając do siebie. Nie ruszam się od stolika, stygnie mi kawa i mówię, że mój włoski jest beznadziejny, ale słucham – i jestem zbulwersowana. Tak bardzo sprawić, byśmy czuli się nie-w-domu. Nie-u-siebie. Niech głosują, nad czym chcą. Nie wyjeżdżam.

– Ja też nie wyjeżdżam. Przyjechałem tu 46 lat temu. To zdecydowanie za mało, żebym wyjechał. Chcą, żebyśmy czuli się źle? Przestaniemy sprzedawać im kawę! Oni nigdy nie będą potrafili pójść do takiej pracy. Widziałaś kiedyś, żeby Anglik zrobił porządne espresso?!

Jedna z etymologii nazwy „Londyn” wywodzi jej znaczenie od rzeki tak szerokiej, że niemożliwe jest znalezienie na niej brodu, dzięki któremu można by przedostać się na drugi brzeg. Istotnie, miasto to rzeka szeroka, pełna wirów, brudna, niespokojna, z prądem rwącym i śmiertelnie groźnym. Metropolia, dom dla niemal 9 milionów ludzi wszystkich wyznań i ras. W Londynie jest jednak coś, czego nie widziałam w innych wielkich miastach Europy; mikrospołeczności. Moja ulubiona Fitzrovia to przede wszystkim Włosi, ale też Hiszpanie, Hindusi i przebłyski Francji. Spotykamy się, przenikamy, poznajemy – i właśnie dzięki temu co nas różni wciąż mamy sobie tyle do opowiedzenia, wciąż coś nas porusza i zdolni jesteśmy przetrwać nie tylko polityczną zawieruchę, ale i stawić czoło przewlekłej niemocy, która już pewien czas temu pozbawiła Brytyjczyków chęci wpływu na rzeczywistość własnego kraju.

Migranci to nie tylko poszukiwanie „lepszego życia” pod kątem zarobkowym. To przede wszystkim historie. To kultura, którą zabieramy ze sobą, często w kieszonkowej formie, zminimalizowana do tego, co najdroższe sercu i najbardziej wyraziste. Lubię obserwować to, jak wszyscy poszukujemy swojej tożsamości obserwując nawzajem swoje światy, jak próbujemy odnajdywać się w nowo utworzonych przez spotkania przestrzeniach, jak wymieniamy się doświadczeniem i życiem – to właśnie dzięki temu wszystkiemu możemy rozwijać się, wbrew mitowi o dobroczynnej homogeniczności społeczeństw.

– Trzeba będzie uważać, bo słyszałem, że komuś rozbili szybę, a Polakom – ty jesteś z Polski, prawda? – zabazgrali okna w centrum kultury. Dbaj o siebie. Zwłaszcza wieczorami może być różnie. Uważaj, gdzie chodzisz. I nie chodź sama. It’s never good for a lady – i nagle czuję się cieplej.

Nad Charlotte Street zachodzi słońce i mimo tego, że kilka dni wcześniej przeżyliśmy referendum, które okazało się generalną próbą końca świata w mikrokosmosie – nie brakuje nam chęci do życia. Wychodzę ze świadomością, że to właśnie dzięki nam – ludziom zbyt obcym, by mogli być w kraju pochodzenia i zbyt obcym (jeszcze? a może wciąż?), by stali się częścią rzeczywistości, do której przybyli – nieważne, jak dawno temu – Londyn jest i pozostanie jednym z najbardziej wyjątkowych miast Europy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *