Varia, Życie

Podróże w historię z misiami (II)

Mój pierwszy miś

Jest koniec roku 1956, może 1957. Dostałam misia z Nicei. Misia Francuza – tak go nazwałam. Mruczał, miał cudowne nylonowe, jasne, kudłate futerko i filcowe łapki. I był tak bardzo inny od twardych, żółtych lub brunatnych misiów, jakie dotychczas widziałam. Ale czy lepszy?
Nicejski misio ląduje w objęciach małej dziewczynki w Mielcu. Działa tam sektor lotniczy socjalistycznego kraju i jego narodu. Rodzinny Poznań mojego ojca liże rany po wypadkach czerwcowych, a Warszawa – już po marcu i po przemówieniu Gomułki w październiku 1956.
Świat tej dziewczynki to socrealistyczne bloki małego miasta i kapitalistyczny misio. (Obecnie ma zoperowane, pocerowaniem łapki, bo mole je poraniły). Czytaj dalej

Standard
Kultura, Muzyka

„Dû bist mîn, ich bin dîn” – muzyczne opowieści rycerzy ze Szwarcwaldu

Początkowo chciałam napisać Wam notkę o iluminowanych manuskryptach, które są dla mnie esencją piękna średniowiecza… początkowo. I to było wczoraj. Bo dziś rano przypomniałam sobie, wpatrując się w foldery swojej biblioteki muzycznej, że przecież pewien czas temu obiecałam pisać o niemieckiej tradycji Minnesängu… Ta rozwijana od XII stulecia, umuzyczniona forma liryki dworskiej fascynuje mnie od dość dawna, a współcześnie doczekała się wielu wspaniałych interpretacji – pozwólcie więc, że połączę oba tematy, a dźwięki zilustruję pięknem starych ksiąg.

Codex Manesse Czytaj dalej

Standard