Tag Archives: feminizm

Dlaczego świat nienawidzi kobiet?

To nie będzie tekst o aborcji, antykoncepcji i edukacji seksualnej. Nie będzie też dotyczył w swojej istocie debaty, która teraz przetacza się przez Polskę – chociaż #czarnyprotest popieram i choć nie wierzę, by cokolwiek zmienił, uważam że jest bardzo potrzebny – bo dotyczy nie tyle problemu aborcji, a tego, czy kobieta ma prawo samodzielnie podejmować decyzje dotyczące swojego życia. W skrócie: dotyczy wolności. Wygranej częściowo wcale długą i męczącą walką, którą kobiety przeszły w społeczeństwie (nie tylko europejskim). Bo świat nienawidzi kobiet. Dlaczego? Czytaj dalej

(Nie)nazywam się Ona

Jacek Malczewski - Artysta i chimera
Jacek Malczewski – Artysta i chimera

Podobno nazywając świat, dookreślamy, oswajamy rzeczywistość, w której żyjemy. Wszystkiemu nadajemy imię; to jest ginko biloba, a to – hedera helix. Niedoskonałym, ludzkim językiem nazywamy swoich bogów i państwa, w granicach których żyjemy – pradawne Noricum – obco brzmiąca nazwa, złowroga i tajemnicza, określająca ziemię chłodnokrwistych ludzi żyjących po drugiej stronie granicy – limes – wytyczającej ramy starego świata Cesarstwa. To, co nazwane, jest nasze – tożsame, oswojone, zbadane.

I sobie samym nadajemy imiona; bo tylko mając imię, zyskujemy tożsamość, odcinając się wyraźnie od Innego – wyznaczając granice siebie i swojego panowania, opowiadając światu: patrz, oto Ja i wszystkie moje dokonania. Nadając sobie imiona, ludzie stworzyli fascynujące uniwersum symboliki, zaklinając w niej wszystkie swoje marzenia o sile, potędze i długotrwałości własnego istnienia… Stało się też tak, że przynajmniej część z nich się wypełniła; bo czy jest coś, co idzie za człowiekiem przez stulecia bliżej jego istoty, niż imię właśnie – więcej – niż jego nazwisko? Czy bez nazwisk cytaty miałyby tę samą moc…? A wynalazki? A punkty zwrotne w historii świata, traktaty, wojny, akty…?

Nie. Nie… i może dlatego właśnie tak trudno jest mi pogodzić się z tym, że w świecie, w którym imię i nazwisko jest ponadwidzialną reprezentacją tego, że jestem, nie mam własnego. Jestem kobietą; jestem Ona. Nie nazywam się, bo wszystko, co mam, to nazwisko ojca. Niewiele mam w swoim imieniu; jest powtarzalne, jest jak nieistotność nadana mi ot, jedynie po to, bym nie była to. By można odróżnić mnie od inwentarza na starość, by za młodu można było przez chwilę wymawiać to imię z odrobiną tylko słodyczy.

Dlaczego kobiety nie mają nazwisk? Dlaczego – przez tysiąclecia – przynależymy wpierw do ojca, potem zaś do męża? I czy nie jest tak, że ta semantyczna nierówność, to pierwotne, zapomniane niemal dookreślenie podległościwłasności na zawsze zdefiniowało wynik wszelkich potyczek o miejsce, które zajmujemy w świecie…? Inaczej wręcz: o to, jaką częścią świata jesteśmy?

I co stanie się, gdy pierwsza z nas postanowi nazwać się sama?