Kultura, Życie

„Ciemności kryją ziemię” albo etyka spełniania marzeń

Gdybyś nie kochał ludzi dzisiaj,
nie mógłbyś nimi pogardzać jutro

Jerzy Andrzejewski, Ciemności kryją ziemię

***

A cóż to jest prawda…?

Piłat w rozmowie z Nazarejczykiem

***

Powiatowy Urząd Pracy to najsmutniejsze miejsce, jakie w życiu widziałam. Znajduję się tam przypadkiem, towarzysząc komuś i po kilku minutach rozumiem, że radośniejszą i bardziej energetyczną placówką jest hospicjum, które zwykłam mijać na granicy pomiędzy Sopotem i Gdańskiem (to ziemia niczyja, umieralnię usadowiono tam w sposób niesamowicie celowy – nikt, dokładnie nikt nie chce mieć “Pól Nadziei” w swoich granicach administracyjnych).
PUP – jego zielono-grylażowe korytarze, jego beżowe kafelki podłogowe, jego smutne, wypełnione makulaturą stojaki na ulotki oferujące kurs składania stroików bożonarodzeniowych (“stabilna praca w młodym zespole”) – instytucja zajmująca się profesjonalnie upokarzaniem ludzi. Dociskaniem ich do ziemi. Odbieraniem im perspektywy poprzez umieszczenie ich w bagnie zaczynającym się od słów: “Czy gotów jest pan podjąć pracę poniżej swoich kwalifikacji?” – stąd krótka droga do tego, żeby rozpocząć życie polegające na chwilowym wystawianiu głowy po to, żeby zaczerpnąć powietrza na powierzchni (wiedząc dobrze, że z bagna już wyjść nie można), pooddychać jeszcze chwilę. Życie, które jest życiem “pro forma”. Dla przyzwoitości, że coś się robi i że się pracuje. Że wpisuje się w system (obecność w systemie definiuje dziś nasza zdolność kredytowa, a nie to, co mamy do zaoferowania intelektualnie). Życie, w którym nie mówi się dużo. Życie jak w Germinalu u Zoli (tępy, przygodny seks po powrocie z pracy, bez pieszczot, bez atencji, bez nawet jednego spojrzenia sobie w oczy).

***

Gdzie patrzę lewym okiem tam widzę: jest Polska

Rafał Wojaczek, Ballada bezbożna

***

Od bardzo dawna nie wierzę już w równe szanse pomiędzy ludźmi (na wykształcenie, na osiągnięcie czegoś, na bycie “kimś”). Ciemności kryją ziemię czytam po raz pierwszy od ośmiu lat nie dalej jak trzy tygodnie temu i rozumiem więcej: mierność połączona z wiernością, ślepe zapatrzenie w autorytety, bezmyślna wiara w doktrynę i posłuszeństwo – to są przymioty, których potrzebuję, by odnieść sukces w dzisiejszym świecie. By znaleźć się na kierowniczym stanowisku i rozciągać swoją władzę nad ludźmi, którzy będą mi zagrażać, a ja większość czasu poświęcę na ich eliminację tępymi i prymitywnymi metodami. Będę jak Fray Diego z książki Andrzejewskiego, wpatrzony w Torquemadę.

***

Nie wiem, czy uda mi się wszystko, co chciałabym zrealizować w swoim życiu. W wielu miejscach jeszcze będę mieć dom, wiele rzeczy po drodze się napisze, wiele przeczyta, wypije, stworzy, znajdzie, odkryje. Może w pewnym momencie zorientuję się, że na więcej nie starczy mi czasu. Może – na pewno – przyjdzie jakaś słabość, jakiś koniec, ludzie mówią na to umieranko.

Nie będę ładnie wyglądać w trumnie. Ale zanim mnie do niej zapakują służby komunalne miasta Wrocławia, Paryża a może Nicei lub Rzymu, będę miała pewność, że wszystko osiągnęłam własnymi siłami i w gruncie rzeczy byłam całkiem przyzwoitym, nienajgorszym człowiekiem.

Taka etyka spełniania marzeń (swoich i innych).
Jakaś elementarna uczciwość.
Te wszystkie bzdury, o których nie myśli się, dopóki nie przychodzą sprawy ostateczne.

Potem już ciemności kryją ziemię.

Standard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *