Zapiski z podróży

Cienie i półprawdy – Muzeum Historii Żydów w Berlinie

Każde spotkanie z kulturą żydowską – w muzeach, w teatrze, w literaturze – jest dla mnie jak święto. Nie tylko dlatego, że jest fascynująca sama w sobie; również ze względu na podstawy, które dała Europie, pozornie jednolicie chrześcijańskiej. Poszukując śladów Żydów w krajach starego kontynentu widziałam już Pragę i zespół jej mistycznych, pełnych pamięci i spokoju synagog. Widziałam tętniącą wciąż życiem dzielnicę żydowską Paryża… Znam też zrujnowaną synagogę w Poznaniu, w której przez lata był basen miejski, z niecierpliwością też czekam na to, co w tworzonym właśnie muzeum poświęconym Żydom pokaże Warszawa, będąca w tym kontekście szczególnie tragicznym miejscem. Muzeum Historii Żydów w Berlinie, osławione architekturą Daniela Libeskinda i niesamowitą promocją, było miejscem, które szalenie pragnęłam odwiedzić… i równie szybko zapragnęłam też z niego wyjść. Dlaczego? Czytaj dalej

Standard
Filozofia, Varia

O życiu w drodze

O życiu w podróży - Okruchy Kultury

Kiedyś, bardzo dawno temu, wymarzyłam sobie życie, które będzie w ciągłym ruchu. W podróży. W drodze, która nie musi mieć nawet konkretnego celu… Bo najpiękniejszy wydawał mi się zawsze sam proces przemieszczania się, dążenia, pokonywania (!) odległości. Wielokrotnie w rozmowach z ludźmi zaznaczam też, że nie wyobrażam sobie spędzić więcej, niż kilku lat w jednym kraju, nie wspominając już o jednym mieście… Nie zadomowiam się, nie zapuszczam korzeni. Gonię za wiatrem, ustawiając swój rytm dnia razem ze słońcem… a ten rok jak nigdy wcześniej uświadomił mi, że przeżywam właśnie czas, w którym moje marzenia się realizują. Czytaj dalej

Standard
Zapiski z podróży

Berlin. Fragmentując miasto

Ja i moja Mama. Spotykamy się kilka razy w roku. Z okazji świąt, niekiedy nawet nie. Na chwile, ułamki chwil – zbyt krótkie, żeby porozmawiać naprawdę, żeby wymienić się życiem, żeby wspólnie wchłonąć trochę świata, tak, jak to kiedyś razem miałyśmy w zwyczaju. Kiedy w tym roku okazało się, że obie mamy wystarczająco wiele czasu, by na moment oderwać się od codzienności, naprędce złożyłyśmy plan wyjazdu do Berlina i po prostu wsiadłyśmy w pociąg.

Berlin, sierpień 2013

Ostatni raz widziałyśmy to miasto dwanaście lat temu. Obie zachowałyśmy wspomnienia ołowianego nieba, kłębiącego się ciężkimi od deszczu chmurami nad zdumiewająco bogatą bryłą neobarokowej, protestanckiej Berliner Dom. Miasto, którego historia jest niełatwa… i nie opowiem Wam jej w tym poście. Tu jedynie zasygnalizuję, że do Berlina wrócę w tekstach, że będę przekopywać się przez kolejne jego warstwy. Bo Berlin ma warstwy. Warstwy, które odkrywa się powoli, do których trzeba cierpliwości i zapomnienia wszystkiego, czego nauczyliśmy się w szkole o (przed)wojennej historii Europy. Bez tego nie da się stawić czoła temu miastu pełnemu cierpienia, zawiłości, ale i piękna. Czytaj dalej

Standard
Zapiski z podróży

Tysiąc drzewek cytrynowych w Menton

Poranki w Nicei mają niezwykłą właściwość manipulacji czasem i jego oddziaływaniem na przestrzeń. Powolne rozchylanie powiek, szarość nieba zlewającego się w linii horyzontu z nieodległym morzem, wzmagający się z każdą minutą szept miasta za oknem… Prysznic, trawa cytrynowa na skronie, nieco nieświadomie zakładane ubranie, jeszcze jakby przez sen… I nagle dworzec, kawa, gorąca, cierpka w smaku, pociąg. Tłum ludzi przesuwający się dookoła, słońce wdzierające się pod szkła ciemnych okularów… Droga do Menton. Droga przemierzana w szumie myśli, w rodzących się gdzieś na skrawkach papieru projektach, pół godziny niespełna, które przenosi w inny świat, a Menton samo w sobie, kiedy budzimy się tego dnia, to dla nas tylko przystanek w drodze do Gorbio (o którym później, na nie będzie jeszcze czas). Czytaj dalej

Standard
Zapiski z podróży

Z wizytą w Gdańsku u Jana – po renowacji

Nieczęsto zdarza mi się powiedzieć, że jestem zadowolona z efektów renowacji historycznych obiektów o niezwykłych walorach architektonicznych. Nieczęsto, zwłaszcza w Polsce, która słynie z niewytłumaczalnego dla mnie uwielbienia dla czegoś, co mądry człowiek z Internetu nazwał makabryłą. A składa się tak, że do niektórych gmachów przykładam specjalną wagę, darzę szacunkiem, sympatią, zachwycam się nad nimi – i nie ma wówczas większego cierpienia, niż nieudana renowacja.

Kościół św. Jana w Gdańsku po renowacji

Kościół św. Jana w Gdańsku po renowacji

Czytaj dalej

Standard
Zapiski z podróży

Wąską ścieżką, wśród cieni – Sopot, jakiego nie znacie

Kiedy w październiku zamykałam po raz ostatni drzwi warszawskiego mieszkania i jechałam na Pomorze nie spodziewałam się, że ostatecznie zamieszkam w Sopocie. Oczywiście, skrycie marzyłam o tym od dawna – ale wszyscy znamy argumenty, które sprowadzały moje marzenia na ziemię; ceny gruntu, drogie wynajmy, mała ilość mieszkań, turyści… Udało się jednak! Zima nie zachęcała do eksploracji wykraczającej poza ciasne, sopockie uliczki, wzdłuż których wznoszą się urokliwe, secesyjne wille i kamienice, ale kilka dni temu, wreszcie zrobiło się cieplej. Spacer, który miał być krótką przerwą w pracy i nauce, zmienił się w kilkugodzinną wyprawę szlakiem Sopockiej Ścieżki Turystyczno – Przyrodniczej. Chcecie popatrzeć, poznać, a może i wkrótce – przejść się? Zapraszam!

Sopot, pierwszy wiosenny deszcz

Sopot, pierwszy wiosenny deszcz

Wybaczcie „instagramową” jakość zdjęć. Spontaniczne wyjścia z domu nie służą jednak pamięci o ładowaniu baterii lustrzanki i o zabieraniu z sobą dość ciężkiego sprzętu, ponadto znając mnie już nieco z pewnością wiecie, że bardzo lubię korzystanie ze wszystkich dobrodziejstw społecznościowych (i nie tylko) aplikacji na urządzenia mobilne, a Instagram to czasem prawdziwy skarb!

Zespół willowo-parkowy przy ulicy Franciszka Goyki 1-3

Zespół willowo-parkowy przy ulicy Franciszka Goyki 1-3

Otoczona parkiem, wystawna willa gdańskiego kupca Wilhelma Juncke fascynowała mnie od dawna. Widoczna z pociągów popularnej, trójmiejskiej SKM-ki, otoczona pięknymi, wiekowymi drzewami, zachwyca architekturą i unoszącą się wokół niej aurą delikatnej, mglistej tajemnicy. Willa została wybudowana w ostatnim dziesięcioleciu XIX wieku. Dom w połowie wciąż jest zamieszkany, a nieremontowana od dawna ulica do niego wiodąca odsłania stary, niemiecki bruk…

Jeden z kilku strumieni przecinających sopockie lasy

Jeden z kilku strumieni przecinających sopockie lasy

Podczas trzech lat spędzonych w Warszawie najbardziej brakowało mi możliwości obcowania z przyrodą. Przyzwyczajona do częstych, rowerowych wypraw nad jezioro z czasów mieszkania z rodzicami w Poznaniu, w Warszawie nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca. Uboga w tereny zielone jest polska stolica, a Zalew Zegrzyński… wierzcie mi, to nie to. Trójmiasto jest pod tym względem rajem – Trójmiejski Park Krajobrazowy, Lasy Oliwskie, a także Sopot – w nieuczęszczanej przez turystów części – leśny, pachnący liśćmi i wilgocią, odzywający się głosem kaczek, ropuch i owadów…

Sopot - Kamienny Potok

Sopot - Kamienny Potok

Sopot - Kamienny Potok

Idąc Sopocką Ścieżką Turystyczno – Przyrodniczą, na której początek trafiłam w pobliżu willi przy ul. Goyki, znalazłam się w pewnym momencie jakby poza czasem i z dala od obowiązujących na co dzień reguł miejskiej, rutynowej gry zamieszkiwania, bycia w przestrzeni i obcowania z naturą; zdjęcia poniżej to kolejna willa, na którą natknęłam się nieopodal sporego, ziemnego osuwiska spowodowanego przez wartki nurt spływającego z moren strumienia… Położony wśród posępnych, czarnych drzew dom sprawiał niesamowite wrażenie spokoju, dumy i niemal wiecznej ciszy, zaburzanej jedynie przez łopoczącą na ciepłym wietrze, polską flagę:

Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa

Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa

Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa - oficyna

Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa – oficyna

Sopocka Ścieżka Turystyczno – Przyrodnicza ma do zaoferowania dużo więcej – nie będę jednak zdradzała tu wszystkiego. Osiemnastowieczny, opuszczony młyn papierniczy, przyległy do niego staw, który niegdyś napędzał młyńskie koło, siedemnastowieczne słupy, niegdyś podtrzymujące nadproża nieistniejącego już domu – wiele tu do zobaczenia, podobnie jak wiele kilometrów do przejścia, dla wszystkich, którzy choć na chwilę zechcą spojrzeć na Sopot inaczej, niż jedynie przez pryzmat skomercjalizowanego do granic możliwości „Monciaka” i przyległości.

Standard
Zapiski z podróży

Tętniąca życiem cienistość – Krzyżtopór

Naukę historii znienawidziłam w szkole średniej. 45 minut spędzane w trzy razy w tygodniu na zdobywaniu umiejętności z zakresu stenografii, czyli notowanie długich wywodów nauczycielki, nie zachęcało bynajmniej do samodzielnej eksploracji przeszłych dziejów. Skończyłam jednak szkołę, z wynikami równie miernymi, jak mierny był jej poziom nauczania i popłynęłam w świat – bo co kształci nas lepiej, niż podróże…? Jednym z miejsc, które zapadły mi w pamięci najgłębiej, był Krzyżtopór (dawniej Krzysztopór) – położony w miejscowości Ujazd (woj. świętokrzyskie) kompleks pałacowy, obecnie w ruinie. Co sprawia, że posępny przecież widok jest przeżyciem tak niezwykłym i – nie omieszkam stwierdzić – pouczającym?

Zamek Krzyżtopór - sala na parterzeJedna z sal położonych na parterze Czytaj dalej

Standard
Kultura, Sztuka, Zapiski z podróży

Opowieści miasta, które jest jak popiół

Jakiś czas temu zamarzył mi się powrót do przeszłości. Nie wiem, czy to za sprawą muzyki, której słucham (Vangelis przeplata się z Love Is Colder Than Death – ciekawą niszą, o której opowiem Wam w innej notce), czy też ze względu na zbliżającą się wiosnę (a wiosna to u mnie zmiany, podróże i nowe decyzje, zawsze)… Wspomnienia nie zawsze są bezpieczne, ale zaryzykowałam. I właśnie w ten sposób trafiłam do Włoch. W środek upalnego lata roku 2007, pod niebo błękitne i bezchmurne, do krainy pysznych oliwek i soku z pomarańczy, niecierpliwie rozrywanych palcami na ulicach Sorrento.

Pompeje, tuż po świciePompeje tuż po wschodzie słońca Czytaj dalej

Standard
Sztuka, Zapiski z podróży

W Gdańsku, za bramą wielkiej ciszy

Kościół św. Jana w Gdańsku

Istnieją na świecie miejsca zapomniane przez człowieka. Miejsca, które oddychają przeszłością, które zatrzymują czas. Kiedy je odwiedzamy, przekraczamy pewną niewidzialną granicę (nad)rzeczywistości i wstępujemy do wnętrz innych światów… na co dzień zaś po prostu mijamy je, z teczką ze skaju w rękach, z papierowym kubkiem kawy, z cynicznie wystającym z ust papierosem. Mijamy – rutynowo, ignorując ich trwanie, obecność i mit, jaki z sobą niosą. Czytaj dalej

Standard