Zapiski z podróży (VII). Narol

Jakiś czas temu zrozumiałam, że nie potrafię odpoczywać w cywilizacji. Drażni mnie jasność ekranów, drażnią mnie dźwięki, nagromadzone w nieustannym szumie informacji, które poruszają się (pozornie) po cichu w światłowodach.

Wyłączam się już poprzedniego wieczora w Lublinie, kiedy odkładam Instagram i tablet, i robię zdjęcia lustrzanką. Przypominam sobie proces widzenia, dostrzegania struktur rzeczywistości. Prawdziwie wolna jednak czuję się dopiero w piątek wczesnym popołudniem, kiedy czekamy na PKS na lubelskim dworcu, który przypomina tygiel rodem z zapisków Singera. Czytaj dalej