O pięknym Lublinie i krzywdzących stereotypach

Lublin o zachodzie słońca

Lipcowy wieczór. Upalne powietrze miesza się z zapachem wilgoci uwalniającej się z liści potężnych drzew rosnących w Parku Saskim. I światło miejskich latarni, pomarańczowe, ciepłe, wydobywające ten szczególny, właściwy tylko dla lipca genius loci miasta. To Lublin. Czytaj dalej

Zapiski z podróży (VI). Lublin, przewijanie czasu

Lgnę do chropowatości łuszczących się klatek schodowych Starego Miasta. Cierpliwie badam wygładzone przez dziesięciolecia, drewniane stopnie i belkowania podtrzymujące chwiejne stropy. Szczeliny w murze, nad którymi władzę przejmują rośliny – zielenią się, wynurzają do światła, zamieszkują przestrzenie pomiędzy cegłami, dużo dyskretniej niż ludzie, którzy jakby w pośpiechu porzucili kilka butelek po piwie i zrzucili glinianą doniczkę z żonkilami. Roztrzaskała się na środku podwórza. Pędy już zeschły, jedynie ziemia wciąż tworzy idealnie dynamiczny wzór. Czytaj dalej

Zapiski z podróży (V)

Jeszcze, gdy jadę pociągiem na południowy wschód, słońce zaczyna płożyć się złotą poświatą na polach, wśród traw, z których wstaje mleczna, wieczorna mgła. Niebo różowieje, powoli się zmierzcha i wiem, że oto zaczyna się najpiękniejsza spośród pór roku, mój marco-kwiecień, a czasem marco-luty jeszcze, dojmujący zimnem przed świtem i pachnący wilgocią zgniłych poprzedniej jesieni liści. Czytaj dalej