Wielkanoc: Bezwstydna zieloność i niezwyciężone słońce

Kiedy trzy dni temu wsiadam w Sopocie do pociągu jadącego przez pół Polski na południe, mrużę oczy od słońca. Może pierwszy raz w tym roku tak bardzo intensywnie czuję wiosnę, czuję to ciepło, które zaczyna tulić się do skóry – ciepło niesione z wiatrem znad morza, łagodnym i dobrym. I zapach. Zapach świeżej, żywej ziemi i listnych pąków, które już za parę tygodni, a może wcześniej nawet rozchylą się i świat wypięknieje. Czytaj dalej

O interpretacji – część druga

Bazylika NMP w Gdańsku - detal

W poprzedniej notce, która otwierała cykl semantyczny na dobre, pisałam o logicznych podstawach interpretacji – jeśli chcecie sobie co nieco przypomnieć, zapraszam tutaj. W ostatnich dwóch zdaniach zapowiedziałam, że zwrócę się w stronę mniej racjonalnych aspektów zjawiska interpretacji – w stronę szaleństwa i szerzej, duchowości w ogóle.

Żeby pokazać Wam, czym dla mnie jest magia semantyki, która uwiodła mnie w początkach moich studiów filozoficznych, musimy wrócić na chwilę do Grecji, o której wiele pisałam w dziale filozoficznym. Konkretniej, do pojęcia apeiron, które – w jednym ze swoich znaczeń – określa nieskończoność. Nie jest łatwo definiować ją w aspektach pozytywnych, ale co możemy powiedzieć o niej na pewno, to stwierdzić, że apeiron nie posiada modus, a tym samym wnosi w kulturę ideę nieustającej przemiany (znaczeń, sensów), którą symbolizuje mityczny Hermes. Bóg to zmienny i niejednoznaczny, podobnie jak Apollo, pogwałca on zasadę tożsamości z lubością, ale też nie oszczędza praw niesprzeczności i wyłączonego środka sprawiając, że skutek wyprzedza przyczynę. 

W II wieku świat się stabilizuje. Zostaje zdefiniowane tzw. enkyklikos paideia, wychowanie uniwersalne, którego głównym zadaniem jest ukształtowanie wszechstronnego, greckiego człowieka. Jego wiedza opisuje doskonały, spójny świat… co niewiele ma wspólnego z tym, jak naprawdę wygląda rzeczywistość. Społeczeństwo II wieku jest szalenie zróżnicowane, a symbolicznym obrazem tej różnorodności niech będzie fakt zatarcia się różnic pomiędzy poszczególnymi bóstwami greckiego panteonu – łączy je ta sama idea, znikają jednak od wieków przypisywane mitologicznie role.

Biblioteka AleksandryjskaWyobrażenie wnętrza Biblioteki Aleksandryjskiej – XIX wiek

Rodzi się też nurt zwany hermetyzmem – szuka on prawdy, która na co dzień zakryta jest przed wzrokiem interpretatora. Każda spośród ksiąg – na przykład tych zebranych w Bibliotece Aleksandryjskiej – zawiera coś z prawdy. Księgi uzupełniają się wzajemnie, potwierdzają, negują sprawnie zasadę wyłączonego środka – staje się możliwym, by wiele rzeczy było jednocześnie prawdziwe, nawet, jeśli przeczą sobie nawzajem. Jeśli zaś księgi mówią prawdę, a zarazem się wykluczają – słowa muszą być alegoriami. Mówią w rzeczywistości coś innego, niż wydają się mówić. Żeby zrozumieć prawdziwe znaczenie (a wpierw je odkryć), konieczne jest doświadczenie wizji, snu, lub też konsultacja z wyrocznią. Interpretacja jest rodzajem sztuki tajemnej, a każda sztuka tajemna to głęboka, niedostępna śmiertelnikom wiedza. Interpretacja hermetyczna przynosi wiedzę o tym, że prawdę posiadamy w świecie od zawsze, ale zapomnieliśmy o niej. Ktoś musiał ją dla nas ocalić (kto?), ale już nie potrafimy zrozumieć jego słów.

Kiedy świat rozbrzmiewa różnorodnością, sekularyzuje się nieco – a wyświechtany obraz dobrze znanej boskości traci aurę tajemniczości, tak uwodzicielską dla ludu. Pojawia się wówczas potrzeba zwrócenia się w stronę innych, obcych symboli, które nie są pozbawione mistyczności – na przykład w stronę tych, które niosą z sobą barbaros. Ich bełkotliwy, niezrozumiały język niesie z sobą posmak świętości i tajemnicy – obietnice, milczące i niezrozumiałe objawienia. W greckim racjonalizmie to, co wyjaśnialne, było prawdziwe – przemiany II wieku sprawiają, że na powrót prawda odnaleziona zostaje w tym, co niewyjaśnialne.

Barbarzyńscy kapłani mieli znać więzi między światem duchowym, astralnym, a światem ziemskim – ujawniały się one w działaniu. Działając na przedmiot – magicznie – mogli wpływać na gwiazdy, a gwiazdy determinowały los istot ziemskich. Jak w dole, na ziemi, tak na górze, w niebie. Im większa wieloznaczność języka, którym się posługujemy, im bardziej jest on eliptyczny, tym lepiej określa on Jedność (skonstruowaną ze zbieżności przeciwieństw). Upada tu oczywiście zasada tożsamości, ergo: interpretacja jest nieokreślona. Znaczenie wymyka się, jest niemożliwe do odnalezienia. Definiujemy więc na podstawie podobieństw i paraleli między światem ducha i noumenów, a światem fizycznym – fenomenów. Tak właśnie rodzi się symbolizm.

Czym jest hermetyzm i gnoza, która nierozłącznie mu towarzyszy – w trzeciej, ostatniej notce z cyklu. Za tydzień. :)

Po co nam wiedza…?

To nie będzie tekst, którym, moi drodzy, pogłaszczę Was po główkach. To nie będzie też apologia nauki, życia anachorety, czy jakiejkolwiek innej, wzniosłej bzdury, jaką karmią nas opowieści o intelektualnych cnotach i bogactwach. Ta notka to tylko kilka myśli o tym, jak uciekamy od wiedzy, jak panicznie potrafimy się jej bać… i jak bardzo odwrotnie powinno być.

Adam i Ewa - Duerer Czytaj dalej

Wymijając grecką łagodność

Nie wiem, jaki sens miałoby pisanie opasłej notki o sztuce greckiej, skoro powiedziano o niej całe mnóstwo rzeczy, w dodatku – zrobili to ludzie milion razy bardziej kompetentni ode mnie (vide Estreicher, Białostocki). Mimo wszystko, chciałabym napisać kilka słów, krytycznych wobec tego, jak przyzwyczailiśmy się ją postrzegać.

Przy okazji – wszystkie dalsze teksty dotyczące historii sztuki, od tego poczynając, będą miały charakter bardziej eseistyczny i nie zawaham się nasycać ich własnymi opiniami. Od edukacji rozumianej pozytywistycznie są podręczniki, a nie blogerzy. ; )

Kolumna grecka porządku jońskiego

Kolumna grecka porządku jońskiego

Jedną z największych bzdur, jakie pozwoliliśmy sobie wmówić w ciągu całego toku edukacyjnego (w ciągu którego kilkakrotnie większość z nas styka się z problematyką greckiego antyku, na lekcjach literatury czy też sztuki), to twierdzenie, że sztuka starożytnej Grecji jest darem epoki, w której dominowały pojęcia harmonii i stabilności (filozoficznej, estetycznej, poznawczej).

W tym miejscu nie wiem, w jaki sposób powinnam ugryźć wytłumaczenie tego „oskarżenia” współczesnej interpretacji sztuki greckiej; z jednej strony mogłabym zrzucić winę na poezję XIX wieku, na wszystkie wcześniejsze Grecją fascynacje, na stwierdzenie, że linia greckiej architektury czy rzeźby sama o taką recepcję się prosi… ale nie, to nie do końca tak.

Grecja epoki archaicznej (której zawdzięczamy wiele pięknych i do dziś podziwianych zabytków architektury, rzeźby, jak i rzemiosła) spowita była mrokiem, który może równać się jedynie dzisiejszym, płynnym czasom… Kto nie uświadamia sobie grozy, jaką niosły wówczas wiecznie zawieszona nad głową człowieka, agresywna boskość Dionizosa, czy też oddalone w czasie, lecz niezbicie obecne okrucieństwo Apollina, niech zajrzy do notek z zakresu filozofii – myślę, że co nieco wyjaśniają.

Harmonia, światło, stabilność – wartości, które rozwinęła w sobie sztuka grecka, moim zdaniem nie świadczą o kondycji mentalnej czy intelektualnej społeczeństwa, w którym były wykorzystywane. Wraz z całą filozofią epoki klasycznej, która „porządkuje” nieco grecką duchowość i wyzwala ją spod grozy, niemalże terroru, niesionych przez religię, sztuka ta jest wyrazem dążeń, pragnień, wreszcie – działań ludzkich wymierzonych w to, by rozproszyć mrok.

Każda klasyfikacja, standaryzacja (jak w przypadku porządków architektonicznych czy też standardów ludzkich proporcji w rzeźbie) służy wprowadzaniu równowagi w miejsce wcześniej jej pozbawione… wydobywa ład z chaosu, jakkolwiek tendencyjnie by to nie brzmiało. Tak i często mam wrażenie, że greckie próby kontrolowania świata, w którym dane było żyć ludziom tamtych czasów, przesadna wręcz dbałość o cnotę, skłonność do moralnych ocen, wreszcie – wola nurzania się w pięknie rozumianym w najbardziej etyczny z możliwych sposobów – to wszystko próby radzenia sobie z tym, co dziś nazywamy egzystencjalizmem, a nawet nihilizmem – to kolejne, tym razem – nie religijne – zaklinanie, czarowanie świata. Prawda – bardzo piękne, ale nie mające nic wspólnego z racjonalnością, której w greckiej sztuce upatruje niemal każdy z nas, od początku szkoły podstawowej.

Głowa GorgonyGłowa Gorgony

Nigdy nie przepadałam za sztuką grecką, właśnie ze względu na jej zbyt stateczny, zakłamujący rzeczywistość charakter – później jednak odkryłam jej specyficzne obszary, takie, jak te związane z teatrem czy, konkretniej – z rytuałem misteriów eleuzyńskich, w których ujawnia się całe bogactwo greckiej religii, wraz ze wszystkimi emocjami, jakie budziła ona w człowieku.

Chciałabym zakończyć tę notkę w sposób otwarty, pytając wprost – wolicie w przypadku notek o sztuce formułę szkolną, czy taką właśnie, jak dziś? I tak, wiem, że nikt nie skomentuje. (:

Wyzwanie rzucone przez zagadkę

Tezeusz i Ariadna

W chwili, gdy Tezeusz ujął koniuszkami palców delikatną nić Logosu, którą podarowała mu Ariadna, Apollo nakazał człowiekowi umiarkowanie i kontrolę nad sobą, oczywiście stawiając swą boskość poza koniecznością stosowania się do tych nakazów. Tym samym, przekorny bóg rzucił ludzkości wyzwanie, prowokując ją i podżegając do nieposłuszeństwa – zupełnie tak, jakby wiedział, że ludzie byli już wówczas zbyt dumni na to, by tak po prostu się podporządkować… Dwuznaczność postawy Apolla ujawnia się przede wszystkim w słowach wyroczni, które dla rozdartego między emocje i rozum człowieka zmieniają się w zagadkę. I mówią tym samym, że świat ludzki od boskiego jest już dawno oddzielony. Bez możliwości ponownego złączenia. Zagadka, która zostaje postawiona przed człowiekiem, jest jednym z najbardziej wyraźnych przejawów nieprzychylnego, przewrotnego działania Apollina. Sam akt jej zadania jest nacechowany wrogością i okrucieństwem. Czytaj dalej

Bóg wieszczenia

Pisząc pierwszą notkę o filozofii, wskazałam na początki mądrości, które tkwią w szaleństwie. Heraklit w swoich zapiskach wspomina o Sybilii natchnionej przez boga, która wypowiada się szalonymi ustami bez uśmiechu, bez ozdabiania. Wyrocznię – sługę Apollina, cechowały poryw i upojenie (tak charakterystyczne dla pierwotnej, greckiej religijności) o wiele wcześniej, niż rozwijający się dopiero kult Dionizosa. Czytaj dalej

Pani Labiryntu

Źródła kultu Dionizosa zaczynają bić w połowie drugiego tysiąclecia przed narodzeniem Chrystusa, w świecie minojsko-mykeńskim… szaleństwo, które niesie z sobą ów straszliwy bóg, dotyka człowieka o ponad 500 lat wcześniej, niż pojawienie się pierwszych przepowiedni wyroczni Apollina w Delfach. Prowadzi też ono człowieka w cieniste ścieżki Labiryntu. Czytaj dalej

W poszukiwaniu mądrości – narodziny filozofii

Pragnienie zdobycia wiedzy od zawsze dręczyło człowieka jako jedna z najsilniejszych obsesji. Marzenia o mądrości i pozyskaniu aparatu, który posłużyłby rozumieniu skomplikowanej maszynerii naszego świata stały się już w starożytności przyczynkiem swego rodzaju „poznawczej gorączki”, którą świat oddycha właściwie do dziś; stała się ona paliwem dla całej błyskotliwej kariery ludzkiego gatunku (jakkolwiek ironicznie może brzmieć to zdanie). Czytaj dalej