Uprzedzam – to będzie jeden z tych tekstów, po przeczytaniu których część z Was złapie się za głowę, odlubi stronę Okruchów na Facebooku, a mnie będzie wyklinać na lewo i prawo za poglądy, trochę zbyt mało popularne, by można o nich było słuchać w radiu, lub czytać w popularnej prasie. Nie mówi się dziś o upadku, a może raczej degeneracji estetyki zbyt wiele; temat raczej się pomija. Powiem nawet więcej: nie tyle pomija, co w ogóle się go nie zauważa (a wiadomo powszechnie, że jeśli czegoś nie widać, to nie istnieje). Continue reading

Filozofia, Kultura, Sztuka

Zdegenerowana estetyka współczesności

Uprzedzam – to będzie jeden z tych tekstów, po przeczytaniu których część z Was złapie się za głowę, odlubi stronę Okruchów na Facebooku, a mnie będzie wyklinać na lewo i prawo za poglądy, trochę zbyt mało popularne, by można o nich było słuchać w radiu, lub czytać w popularnej prasie. Nie mówi się dziś o upadku, a może raczej degeneracji estetyki zbyt wiele; temat raczej się pomija. Powiem nawet więcej: nie tyle pomija, co w ogóle się go nie zauważa (a wiadomo powszechnie, że jeśli czegoś nie widać, to nie istnieje).

Obrazek

Może na początku marca w gdańskim “Józefie K.” rozkładam ogromną mapę Europy, którą wynajduję w pobliskim Empiku, w którym zawsze był spory dział poświęcony kartografii (wszędzie indziej: “Mapa Europy? Nie, nie mamy. Ale chyba może pani skorzystać w Internecie…?”). Niczego nie szukam, jedynie zdaję sobie sprawę, że wzrok ześlizguje mi się mimowolnie na Pragę i dalej, na Wiedeń, na Florencję, Rzym i potem na Zachód – Menton i południowe wybrzeża Francji. Wzrok za mnie wytycza ścieżki, niewidzialne jeszcze, bo przecież nie zdążyłam na ciele tej mapy nakreślić nic własnego. Continue reading

Filozofia, Varia, Zapiski z podróży

O wytyczaniu ścieżek na mapach

Może na początku marca w gdańskim “Józefie K.” rozkładam ogromną mapę Europy, którą wynajduję w pobliskim Empiku, w którym zawsze był spory dział poświęcony kartografii (wszędzie indziej: “Mapa Europy? Nie, nie mamy. Ale chyba może pani skorzystać w Internecie…?”). Niczego nie szukam, jedynie zdaję sobie sprawę, że wzrok ześlizguje mi się mimowolnie na Pragę i dalej, na Wiedeń, na Florencję, Rzym i potem na Zachód – Menton i południowe wybrzeża Francji. Wzrok za mnie wytycza ścieżki, niewidzialne jeszcze, bo przecież nie zdążyłam na ciele tej mapy nakreślić nic własnego.

Obrazek
Filozofia, Semantyka erotyzmu

SamSeks #2: Biopolityka i biowładza

Okruchy Kultury - SamSeks #2: Biopolityka i biowładza

Kiedy zaczęłam myśleć o tekstach dotyczących genezy władzy, w naturalny sposób splotły się one z cyklem dotyczącym erotyzmu i seksualności. Niejeden już raz pisałam o tym, że seks jest wolnością; najpełniejszą i właściwie jedyną formą nieograniczonej ekspresji, jaką dysponuje człowiek. Dlaczego jedyną? Bo seks zawsze wymykał się władzy. Nieuchwytny, niedefiniowalny. Trudny do ujęcia w jakiekolwiek ramy prawne, filozoficzne, krępowany jedynie rozmytym, nieostrym pojęciem moralności, które ostatecznie wzięła we władanie ponowoczesność, sprowadzając je do jednostkowych przekonań. Czytaj dalej

Standard
Filozofia

Mały tekst o bólu

Okruchy Kultury - Mały tekst o bólu

Every day I travel
To keep my mind quiet in its cage
Every night I’m dancing
With the images I generate

Szepty, szmery. Strach i nieutulenie. Podskórna, rwąca rzeka, a czasem jedynie ćmienie, które majaczy gdzieś na granicy snu przed świtem, tuż pod powiekami. Jakiś czas temu zrozumiałam, że to nie tak, że coś nas boli, że doznajemy bólu; nie. My poruszamy się przez ból i w bólu istniejemy. Jak w przestrzeni, jak w czasie. Przez ból uczymy się świata. Może pełniej, niż przez rozkosz, przez spokój, szczęście. Czytaj dalej

Standard
Filozofia

(Nie)nazywam się Ona

Jacek Malczewski - Artysta i chimera

Jacek Malczewski – Artysta i chimera

Podobno nazywając świat, dookreślamy, oswajamy rzeczywistość, w której żyjemy. Wszystkiemu nadajemy imię; to jest ginko biloba, a to – hedera helix. Niedoskonałym, ludzkim językiem nazywamy swoich bogów i państwa, w granicach których żyjemy – pradawne Noricum – obco brzmiąca nazwa, złowroga i tajemnicza, określająca ziemię chłodnokrwistych ludzi żyjących po drugiej stronie granicy – limes – wytyczającej ramy starego świata Cesarstwa. To, co nazwane, jest nasze – tożsame, oswojone, zbadane.

I sobie samym nadajemy imiona; bo tylko mając imię, zyskujemy tożsamość, odcinając się wyraźnie od Innego – wyznaczając granice siebie i swojego panowania, opowiadając światu: patrz, oto Ja i wszystkie moje dokonania. Nadając sobie imiona, ludzie stworzyli fascynujące uniwersum symboliki, zaklinając w niej wszystkie swoje marzenia o sile, potędze i długotrwałości własnego istnienia… Stało się też tak, że przynajmniej część z nich się wypełniła; bo czy jest coś, co idzie za człowiekiem przez stulecia bliżej jego istoty, niż imię właśnie – więcej – niż jego nazwisko? Czy bez nazwisk cytaty miałyby tę samą moc…? A wynalazki? A punkty zwrotne w historii świata, traktaty, wojny, akty…?

Nie. Nie… i może dlatego właśnie tak trudno jest mi pogodzić się z tym, że w świecie, w którym imię i nazwisko jest ponadwidzialną reprezentacją tego, że jestem, nie mam własnego. Jestem kobietą; jestem Ona. Nie nazywam się, bo wszystko, co mam, to nazwisko ojca. Niewiele mam w swoim imieniu; jest powtarzalne, jest jak nieistotność nadana mi ot, jedynie po to, bym nie była to. By można odróżnić mnie od inwentarza na starość, by za młodu można było przez chwilę wymawiać to imię z odrobiną tylko słodyczy.

Dlaczego kobiety nie mają nazwisk? Dlaczego – przez tysiąclecia – przynależymy wpierw do ojca, potem zaś do męża? I czy nie jest tak, że ta semantyczna nierówność, to pierwotne, zapomniane niemal dookreślenie podległościwłasności na zawsze zdefiniowało wynik wszelkich potyczek o miejsce, które zajmujemy w świecie…? Inaczej wręcz: o to, jaką częścią świata jesteśmy?

I co stanie się, gdy pierwsza z nas postanowi nazwać się sama?

Standard
Filozofia, Semantyka erotyzmu

Gdy zwierzę zaczęło śnić o innym zwierzęciu

Autoportret, 2010 rok.

Autoportret, 2010 rok.

Ten błahy gest […] kontynuuje inna część mnie;
przechodzi od prostej funkcji do olśniewającego sensu, prośby o miłość. Sens elektryzuje moją rękę; rozedrę nieprzejrzyste ciało Innego, zmuszę, by weszło w grę sensu;
SPRAWIĘ, ŻE BĘDZIE MÓWIŁO.

Barthes, Fragmenty dyskursu miłosnego

Nie wiem, co to jest miłość. Nie wiem też, czym jest erotyzm… Słyszałam wielokrotnie, że to ta nieskończenie odrażająca część ludzkiego życia, która odbiera nam głębię; ale czy może to być prawdą? Czy stojąc nago przed lustrem możesz uwierzyć, człowieku, że Ty sam – to wszystko, co widzisz – to największe upokorzenie, jakiego doznajesz w ciągu całego swojego życia…? Paradoks; wstydliwa nagość, obłożona przez wieki tym mnóstwem zakazów, tabu i ograniczeń – to przecież najbardziej Ja – stoję przed lustrem i dotykam swojego odbicia… Czytaj dalej

Standard
Filozofia

Skąd władza?

Gdynia, wrzesień 2013

Gdynia, wrzesień 2013

Nie wierzę w dominację przemocy,
w jej siłę i możność zniszczenia, zwyciężenia dobra.

14 czerwca 2013, Ustronie Śląskie

Niewiele zmieniło się od czasu, w którym narodził się podobno historyczny już typ społeczeństwa, gdzie władza funkcjonowała jako mechanizm ściągania daniny, wymuszania produktów, dóbr, usług, pracy i krwi. Niewiele, mimo, że pozornie żyjemy w zupełnie już innej rzeczywistości, definiowanej przez partnerstwo, standardy i kooperację. Może i zniknął znad głowy człowieka miecz, który groził karą śmierci za wyłamanie się spod kurateli władzy; może i przyszła łagodność, a miejsce kary zajęła administracja – może. Pozory jednak mylą – władza, choć aksamitna, jest bardziej okrutna, niż kiedykolwiek wcześniej. Czytaj dalej

Standard
Filozofia

Nie wiem, co to jest miłość

Okruchy Kultury - Nie wiem, czym jest miłość

Berlin, październik 2013

And I’d choose you;
in a hundred lifetimes, in a hundred worlds, in any version of reality,
I’d find you and I’d choose you.
– the chaos of stars

Nie wiem, co to jest miłość… Ale słyszałam, że w Japonii oznacza ona całkowite oddanie, zawierzenie siebie, podarunek z własnego życia składany w ręce drugiego człowieka. Podobno, symbolicznie, najmocniej wyraża się w momencie, gdy mężczyzna ofiarowuje kobiecie liść miłorzębu. Czytaj dalej

Standard