Książki

„Podręcznik łowcy potworów”. Jak wygrać z wewnętrznym trollem?

Wampiry, ogry, zombie, wilkołaki – przyzwyczailiśmy się do ich obecności w literaturze, filmie, grach. Wypełniają nasz świat na co dzień, choć – jak każe wierzyć współczesna nauka – ich istnienie jest całkowicie nierealne. Czy aby na pewno? Ksiądz Diego Goso w swoim „Podręczniku łowcy potworów” wydanym w Polsce nakładem Wydawnictwa W Drodze udowadnia, że mityczne kreatury są na wyciągnięcie ręki. Co więcej – są całkowicie realne.

Bardzo często człowiekiem rządzą namiętności, pożądania, trudne do powściągnięcia na co dzień emocje. Kiedy myślimy o samodoskonaleniu się, obecnie zazwyczaj przychodzą nam do głowy sprawy związane z osiąganiem większej produktywności w pracy, czy uczeniem się nowych rzeczy – rzadko kiedy jednak postrzegamy doskonalenie siebie jako człowieka przez pryzmat dążenia do kontroli nad własnymi emocjami, zwłaszcza tymi, które osłabiają naszą zdolność bycia w świecie i bycia dla innych.

Książka Goso to krótki atlas ludzkich słabości, które przedstawione są metaforycznie w postaci straszydeł znanych z przetworzonej popkulturowo mitologii. Oczywiście – osadzona jest w chrześcijaństwie, w rzeczywistości wiary rzymsko-katolickiej, a jej autor rzuca problemy stwarzane przez opisywane potwory na środowisko parafialne. Prawda jest jednak taka, że to, co jest największą wartością „Podręcznika…”, to jego uniwersalizm. Opisane przez Diega Goso przywary i archetypy osób je reprezentujących mogą pojawić się równie dobrze w firmie, w rodzinie, w kręgu towarzyskim – i wszędzie będą tak samo szkodliwe.

Dobrze, ale o jakie straszliwe kreatury chodzi autorowi „Podręcznika łowcy potworów”…?

Goso posługuje się sprawnie symboliką towarzyszącą znanym, strasznym postaciom tradycyjnych opowieści i mitów Europy, by ich charakterystyczne przywary rzucić na kłopotliwe aspekty natury człowieka. Wampir będzie więc personifikacją emocjonalnego nieumiarkowania, które wysysa energię z otaczających go ludzi w wiecznym poszukiwaniu zaspokojenia, które możliwe jest dla wampira do osiągnięcia tylko w kolejnych „najlepszych przyjaźniach” i „związkach na całe życie”. Autor zwraca również uwagę na to, jak współczesne warunki życia mogą pomagać potworom istnieć w nas samych. Z rozdziału o wampirach:

„Przedawkowanie komunikatorów, którymi nie potrafimy zarządzać i nie wiemy, jak je przyswoić (urodziliśmy się, aby się komunikować, a nie po to, aby być operatorami samych siebie), prowadzi nas do chęci wyłączenia się, odcięcia od szalonego przepływu połączeń, na które powinniśmy odpowiadać od wczesnego rana do późnego wieczoru. One bowiem sprawiają, że bez żadnego filtru poświęcamy czas, który wydaje się wolny, a raczej tracimy go ze szkodą dla rzeczy bardziej przydatnych, jak choćby prawdziwy odpoczynek […]”

Metaforyczne ujęcie przywar ludzkich, po które Goso sięga w „Podręczniku łowcy potworów” pozwala bez ukłucia bólu spojrzeć w siebie i swoich najbliższych. Ostatecznie, to ludzie nas otaczający są najlepszym zwierciadłem naszej własnej duszy – poprzez relacje, w których z nami pozostają.

„Ogr podważa każdą zmianę lub nowość, do których nie potrafi się przystosować […]. Jest zainteresowany spokojnym życiem w środowisku, w którym się rozwinął i w którym ma jakieś znaczenie i siłę oddziaływania”.

Brzmi znajomo…? Ilu ogrów spotykamy w swoich środowiskach pracy, ilu w życiu publicznym, mediach, polityce, ilu zaś we własnej głowie…?

W kontekście ogrów bardzo interesujący jest fragment o ich obecności we wspólnotach parafialnych. Jak czytamy u Goso:

„Tradycjonalistyczny i konserwatywny charakter katolickich wspólnot chrześcijańskich może być idealnym miejscem do rozprzestrzeniania się ogrów pośród uczniów Chrystusa. […] Ogr nigdy nie zgadza się z pomysłami, które nie pochodzą od niego albo z jego wąskiego kręgu. Nowości są źle widziane, eksperymenty podejrzane i podejmowane z lękiem. Przy pierwszej trudności ogr daje wyraz niezadowoleniu, wietrząc koniec wszystkich rzeczy.”

Nie wszystkie potwory opisywane przez Goso są tak ściśle związane z immanentnymi cechami naszego charakteru. Niektóre z nich to personifikacja naszych złych nawyków – Poltergeist jest bałaganiarzem, który obraca wniwecz nawet najbardziej skrupulatnie zaplanowane działania. Wilkołak z kolei to zakupoholik, którego wizja zadłużenia nie powstrzyma przed nabyciem najnowszego smartfona – ostatecznie najważniejsze dla niego jest to, czym może pochwalić się podczas towarzyskiego wyjścia.

Dlaczego książka katolicka na Okruchach?

To, co łączy zebrane przez autora sylwetki potworów, to uniwersalność ich występowania i paradoksalna łatwość ich wytępienia w sobie oraz najbliższym otoczeniu. Dlaczego mówię o łatwości? Bo, jak dowodzi Goso, systematyczna praca popłaca i odwdzięcza się efektami, które mogą zostać z nami na całe życie.

Tu dochodzimy do odpowiedzi na pytanie zadane w śródtytule.

Poprosiłam Wydawnictwo W Drodze o egzemplarz recenzencki tej książki, wiedząc, że chcę spojrzeć na ludzką psychologię z perspektywy, która – powiedzmy sobie uczciwie – nie jest dzisiaj mainstreamem. Chciałam zobaczyć, jak dziś człowieka opowiada myślące chrześcijaństwo, do jakiego przyzwyczaiłam się w poznańskim kościele oo. dominikanów, gdzie kiedyś często bywałam. Nie zawiodłam się – w „Podręczniku łowcy potworów” dostałam dawkę porządnego, współczesnego ćwiczenia duchowego i inspiracji do refleksji nad samą sobą – i jestem przekonana, że książka ta posłuży również Wam – niezależnie od tego, jaki jest Wasz stosunek do wiary.

1 thought on “„Podręcznik łowcy potworów”. Jak wygrać z wewnętrznym trollem?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *