Spacerownik Poznański

Spacerownik Poznański #1: Chwalcie Boga w świątyni Jego

kościół metodystyczny w Poznaniu, kościół św. Krzyża, lipiec 2020

Ulica Ogrodowa w Poznaniu istnieje od średniowiecza. Była wówczas Nowymi Ogrodami – cóż to za nazwa, powtarzająca się właściwie w każdym mieście? Później, w czasach niemieckich znana jako Gartenstrasse, mieści się w południowej części poznańskiego centrum, na Starym Mieście. Raczej pomijana, niepozorna, Ogrodowa nie przyciąga nikogo, tylko w ciszy wiedzie pod górę, znana miejscowym jako szybki skrót do użytecznej z tytułu obecności Biblioteki Uniwersyteckiej ulicy Franciszka Ratajczaka. Skoro nic tam nie ma, skoro stoją jedynie zaniedbane czynszówki w eklektycznych stylach, to dlaczego zaczynamy Spacerownik Poznański właśnie od Ogrodowej? Otóż, w górnym biegu tej uliczki znajduje się jeden z najbardziej tajemniczych i najpiękniejszych zabytków architektury Poznania – ewangelicko-metodystyczny kościół św. Krzyża, którego gospodarzem jest pastor Sławomir Rodaszyński.

Kościół św. Krzyża, neogotycki, niewielki, przycupnięty na skraju parku Jana Henryka Dąbrowskiego, przyciągał mnie do siebie przez wiele lat. Jego tajemnicza bryła – tak odmienna od zabudowy, jaką można przeważnie spotkać w centrum Poznania, mroczna, z reguły skąpana w strugach marznącego deszczu, podczas moich długich, jesiennych spacerów nieraz pobudzała wyobraźnię. Mijałam go ponad dwadzieścia lat, które spędziłam w Poznaniu chodząc do szkoły, włócząc się, nie przybywając na czas do domu i błądząc w przeróżnych myślach. Nieraz przystawałam, aby nacieszyć oko i zastanawiałam się, czy kiedykolwiek wejdę do środka.

Kościół św. Krzyża w Poznaniu, obok – mural z Małym Księciem, lipiec 2020

Nigdy nie weszłam – drzwi do kościoła zawsze były zamknięte, aż przyzwyczaiłam się do myśli, że nikt nigdy ich nie otwiera. Dorosłam, wyprowadziłam się z Poznania, w którym się urodziłam i wychowałam (dam głowę, iż nikt z Was – no, prawie nikt, o tym nie wiedział!). O kościele jednak nigdy nie zapomniałam. Bywając w mieście przez kolejne dziesięć lat nadal chodziłam w górę Ogrodowej. Nieraz opowiadałam biskim mi ludziom – wiesz, jeśli będziesz w Poznaniu, idź zobacz. Jest niezwykły. Tak bardzo, jakby pochodził nie z tego świata.

W lipcu tego roku, będąc w Poznaniu na dłużej, postanowiłam kolejny raz – mimo zmęczenia upalnym dniem – przejść Ogrodową. Drzwi do kościoła byly otwarte.

kościół metodystyczny św. Krzyża, Poznań, lipiec 2020

Powitała mnie tablica nakazująca dezynfekcję rąk i zapraszająca, aby się rozgościć, oraz gospodarz poznańskiej parafii ewangelicko-metodystycznej – ks. sup. Sławomir Rodaszyński, który zapewne spieszył się równie bardzo jak ja jeszcze chwilę temu (w końcu miałam iść na autobus do domu). Ten dzień potoczył się jednak trochę inaczej – bo podczas rozmowy, która w sumie stała się jednym z głównych motorów powrotu do pisania tego bloga, poznałam nie tylko historię kościoła, ale i jego obecne problemy. Mało tego – rozmowa ta przywróciła mi chęć do dalszego poznawania religii i fascynacji nią, nie tylko w wymiarze psychologicznym i kulturowym.

Kim są metodyści?

Przede wszystkim – ludźmi, do których mi bardzo blisko. Którzy są przekonani, że w kwestii zbawienia człowieka najważniejsze jest nie to, czy przestrzega się poprawnie wszystkich rytuałów i z należytą pieczołowitością składa dłonie przy ołtarzu, lecz to, jak o nas świadczą nasze uczynki i, ujmijmy to umownie, dorobek życia. Ilekroć czytałam w swoim życiu o podstawach wiary metodystów, uderzało mnie to, jak niewielkie znaczenie mają dla nich spory dogmatyczne, jakich pełno obserwuję w katolicyzmie i które niejednego potrafią odstraszyć od Kościoła (nie tylko w czasach epidemii, gdy ożył spór dotyczący tego, czy aby przyjmowanie Komunii na rękę nie jest świętokradztwem [!]).

Ojcem-założycielem metodyzmu był anglikański duchowny John Wesley, który żył w latach 1703-1791. Jakkolwiek w swojej doktrynie Wesley uszanował dorobek reformacji (Luter, Kalwin), to jednak odrzucił naukę o predestynacji, która stała się podstawą kalwinizmu. Nie, nie jesteśmy odgórnie przeznaczeni do potępienia lub zbawienia. Zbawienie jest dla wszystkich – możemy je przyjąć albo odrzucić. Jak? Przez to, w jaki sposób żyjemy i na ile jesteśmy ludźmi wiary.

Metodyści opierają się na Piśmie Świętym, a także odrzucają kult obrazów, relikwi (brrr), świętych i koncept czyśćca (jak i odpustów). Uznają dwa sakramenty – chrzest i Komunię pod dwiema postaciami, przyjmowaną w czasie Wieczerzy Pańskiej.

Tyle podstaw – nie będąc teolożką, nie chcę wgłębiać się w to, co dziś wychodzi wszystkim w internecie najlepiej, czyli pisanie o sprawach, o których nie mam wystarczającej wiedzy.

Skąd metodyści wzięli się w Poznaniu?

Choć w Polsce pojawili się w końcu XIX wieku, a po Wielkiej Wojnie zajmowali się przede wszystkim niesieniem pomocy poszkodowanym w wyniku dziejowej zawieruchy, to w Poznaniu parafia metodystyczna powstała dopiero w 1922 roku. Początkowo wspólnota nie miała własnego miejsca do modlitwy – nabożeństwa odbywały się w różnych budynkach rozsianych po całym Starym Mieście, a czasami nawet i na unoszących się na wodach Warty barkach. Kościół św. Krzyża uzyskali dopiero po wojnie – był kompletnie zniszczony. Rozgrabiono jego wyposażenie, a ścianę z pięknym ostrołukowym oknem wyburzono. Nowi gospodarze musieli zająć się więc odbudową świątyni, co też uczynili – w 1947 roku kościół był gotowy na przyjęcie wiernych.

Wcześniej jednak należał do wspólnoty staroluterańskiej. Zbudowano go w kilkanaście miesięcy – pomiędzy 1885 a 1886 rokiem. Dziś jest jednym z trzech kościołów protestanckich w mieście, które wciąż służą do tego, do czego zostały przeznaczone jeszcze przed 1918 rokiem. I oby był jak najdłużej.

kościół metodystyczny w Poznaniu, kościół św. Krzyża, lipiec 2020
Kościół św. Krzyża w Poznaniu, widoczne ślady wilgoci – trzeba uratować ściany
Kościół św. Krzyża w Poznaniu – stół komunijny, ołtarz
Witraż z serii przypowieści o siewcy, projekt: Zygmunt Kośmicki
Witraż z serii przypowieści o siewcy, projekt: Zygmunt Kośmicki
Kościół św. Krzyża w Poznaniu, lipiec 2020
Kościół św. Krzyża w Poznaniu, lipiec 2020

Z wizytą u Gospodarza

Ks. Rodaszyński mówi, że jeśli kościół św. Krzyża zostanie utracony, wspólnota znów nie będzie miała swego miejsca, jak kiedyś. Świątynia służy większemu gronu osób, niż może na to wskazywać jej rozmiar i wyobrażalny naszymi kategoriami zasięg jednej parafii. Dziś to miejsce koncertów, które – wyobrażam sobie – wypełniają oświetlone słomkowym blaskiem wpadającym przez witraże Kośmickiego muzyką układającą się w doskonałej akustyce tego wnętrza. To miejsce modlitwy, spotkania, połączenia się w jedność społeczności, która w polskiej przestrzeni publicznej nie jest zdolna wykroić sobie tyle przestrzeni, ile zajmuje katolicyzm.

Ta przykra prawidłowość przekłada się również na środki, jakimi wspólnota dysponuje, by móc opiekować się swoim kościołem, swoim domem. Dotacje z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Granty? Są, ale znacznie mniejsze, niż w przypadku kościołów katolickich. Wsparcie medialne? Sama dobrze wiem, jak trudno jest dziś zrealizować temat inny niż te, które „najlepiej się klikają”. Pastor ma nadzieję, a ja mam wrażenie, że za chwilę zobaczę tego człowieka z podwiniętymi mankietami koszuli, jak sam chwyta do rąk narzędzia i pracuje nad przywróceniem świetności tego miejsca.

Miejsce chciała już kupić znana bizneswoman, do której należy połowa tego poznańskiego „fyrtla” i która chełpi się tym, że odbudowała słynną kamienicę „Żelazko”, niegdyś będącą własnością lokalnie znanej filantropki Anieli Tułodzieckiej. Jak wówczas potoczyłyby się jego losy? Czy wspólnota nadal miałaby dokąd przychodzić każdego tygodnia w niedzielę? Czy też kościół prędko stałby się jedną z tych „modnych przestrzeni”, w których odbywają się „wydarzenia”, i które stopniowo znikają z duchowej mapy miasta…?

Bizneswoman kościoła nie kupiła i musi zadowolić się pobliskim centrum handlowym. Pastor walczy z otaczającą św. Krzyż dewastacją, a ja mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy.

PS Jeśli kościół św. Krzyża Was zainteresował, jeśli bliskie sercu jest Wam trwanie wspólnoty i jej domu w tym niezwykłym kształcie, proszę, wesprzyjcie jego restaurację:

https://www.facebook.com/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82-Ewangelicko-Metodystyczny-w-Poznaniu-2380718298815233
Źródło: Kościół Ewangelicko-Metodystyczny w Poznaniu, Facebook

2 thoughts on “Spacerownik Poznański #1: Chwalcie Boga w świątyni Jego”

  1. Koniecznie muszę pogłębić wiedzę na temat metodystów. Bardzo mnie zaciekawiłaś tematem, to chyba kierunek zgodny z moimi przekonaniami… Do Poznania nie bardzo mam po drodze, ale jak będę, to odwiedzę tę świątynię. I jakąś odrobiną też wspomogę…

    1. Poznań to takie miejsce, do którego warto trafić nawet, jeśli nie jest po drodze – miasto zmienia się i niedługo może utracić świetnie zakonserwowany, historyczny charakter swojego centrum. Cieszmy się zabytkową urbanistyką, dopóki rzeczywistość pozwala! Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *