Co robiłam, kiedy mnie nie było – albo siedem lat istnienia

Nie było mnie tu długo – w rzeczywistości dużo dłużej, niż czas mierzony od ostatniego wpisu.

Kiedy człowiek znika, to w pewnym sensie zabiera ze sobą swoją część świata. Zdarza się też, że ludzie znikają porzucając swoją rzeczywistość, uwalniają się z niej jak ze zużytej, wężowej skóry.

Ja zniknęłam, kiedy zaczęłam sobie zadawać pytania o to, czy po siedmiu latach istnienia (które dokładnie odmierzyć będzie można 11 września) Okruchy Kultury mają jeszcze jakąś rację bytu.

Blogi to dzisiaj bardzo przestarzała forma ekspresji. Wymaga dużo zaangażowania – ostatecznie nie da się „puścić” tekstu w tle i zająć czymś innym, tylko trzeba skonsumować go w pełni świadomie. Tekst bywa kłopotliwy – za długi, trudny leksykalnie, problematyczny pod względem niesionych emocji. Nie to, co zdjęcie na Instagramie (można zrobić wiele zdjęć na zapas i wrzucać po kolei, w ramach jednej sesji, w jednych beżowych kolanówkach i na jednym przebiegu baterii w zestawie ledowych lampek z drogerii). Albo taki film na YouTube – gdzie w sumie nieważne, co się powie – istotne jest, aby było kontrowersyjnie i rozrywkowo.

Wielokrotnie podczas tej półrocznej de facto przerwy zadawałam czasem – znienacka wpadając do mediów społecznościowych – pytania, czy ten blog ma coś jeszcze do zrobienia w polskim internecie. Męczy mnie od dawna przeświadczenie, że Okruchy powinny być po angielsku – wówczas mogłabym puścić wodze ekspresji, tyle napisać o filozofii, o literaturze i o miejscach, a precyzja, logika i chłód języka angielskiego w opisach przeżyć wewnętrznych to nieodmiennie dla mnie rzecz, której brakuje mi w rozedrganej polszczyźnie.

Dużą rolę w moim zniknięciu odegrało to, jak obecnie wygląda dziś internet, a raczej dominujący profil internetowej twórczości. Jako zbiorowość staliśmy się prymitywni, plemienni, przestaliśmy poszukiwać pogłębionych treści. Skupiamy się na prostym, banalnym wręcz dyskursie, na hasłowym traktowaniu o poważnych sprawach i jeszcze wydaje nam się w samozadowoleniu, że coś robimy (dobrym przykładem są grupy facebookowe o tematyce zero waste, o których szerzej pewnie opowiem Wam innym razem – panuje tam licytacja na to, „kto jest bardziej eko” wyrażana w liczbie kupowanych modnych eko-gadżetów. Nie kupujesz bambusowych kubków znanej firmy i hipsterskich sztućców z pulpy biodegradowalnej? Nie jesteś eko, nie ma tu dla ciebie miejsca).

Poczułam przesyt. Skoro nie jesteśmy w stanie – jako ogół – konsumować dziś treści tekstowych dłuższych, niż dwa tysiące znaków (opis zdjęcia na Instagramie), to po co komu Okruchy? Skoro aktywizm zza klawiatury wystarczy (w każdej sprawie), skoro wiedzę o kulturze czerpie się dziś z wpisów na Facebooku znanych pisarzy-celebrytów czy youtuberów?

A jednak jestem, bo trudno odłożyć siedem lat istnienia bloga, który od początku miał być niszą, ad acta

Okruchy zawsze były dla mnie miejscem ekspresji własnego oglądu świata, często – ostatnim bastionem wolności, gdzie mogę opowiadać o wartości tego, co stałe i zmienne zarazem, o pięknie analogowej rzeczywistości, gdzie mogę wyrazić swoje wartości i przekonania (i w ostateczności zamknąć komentarze, jeśli zrobi się za ostro – bo do tej ostrości przez siedem lat zyskaliśmy o wiele większą skłonność).

Kiedy siedem lat temu rejestrowałam tę domenę, miałam świadomość, że blog będzie niszą. Nie sądziłam jednak, że niszą tak dużą. Że w pewnym momencie będzie go czytać ponad tysiąc osiemset osób miesięcznie. To dla mnie dużo.

Każdy Wasz uśmiech, każda myśl, każdy komentarz czy interakcja – to dla mnie ogromnie dużo.

Dziękuję.

Witajcie z powrotem.

4 wypowiedzi o: “Co robiłam, kiedy mnie nie było – albo siedem lat istnienia

  1. Pisz Gosiu, znajdź chwilę na skok w kulturę, między setną książką w roku, bezpieczeństwem, technologią, wyjazdem i powrotem. Twoje blogi są – przynajmniej dla mnie – jak spacer z kumplem, któremu wystarczą trzy słowa, aby chwycił wątek i płynął w rozmowie tam, gdzie z nikim innym nie można się wybrać. Zawsze celebruje je jak kawę. Niech chociaż budzi mnie Twój kolejny wpis na blogu, skoro nie może nam się ta wspólna kawa jakoś przydarzyć.
    Pisz wbrew czasowi.
    Singer pisał w umierającym języku, dla wymierającego gatunku czytelników, o wymierającym świecie, a jakie to żywe. Pisz, złóż w całość, edytuj i wydaj w formie książkowej, którą tak lubisz mieć zawsze pod ręką.

  2. Dziś populacja blogowa ustępuje miejscu instagramowi choć na kanale YouTube nie ma takiej polarność jak dawniej jest mniej widzów niż kilka lat temu, obecnie świat internetu jest tak rozwinięty że nie szuka się teraz tematów jak zaistnieć w internecie i rozwijać swój biznes w nim,
    Duża popularnością jest rozrywka randki internetowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *