Agata Półtorak Bajki z Dna Bałtyku - Okruchykultury.pl
Książki, Spacerownik Gdański

O czym szepcze morze

Morze Bałtyckie większości z nas kojarzy się z wakacjami, podczas których pada, na plażach (w nieliczne słoneczne dni) zalegają parawany we wszystkich możliwych kolorach, a przejrzystość wody (zawsze za zimnej), do której się wchodzi „pomoczyć” pozostawia bardzo wiele do życzenia. Nie szanujemy Bałtyku, myślimy o nim jak o nieciekawym, uboższym krewnym Morza Śródziemnego, Adriatyku czy innych ciepłych, turkusowych wód.

22 marca obchodzimy Światowy Dzień Wody, który lokalnie celebrowany bywa jako Dzień Morza Bałtyckiego. Nie słyszeliście o nim zapewne nigdy, niezależnie od tego, czy nad „polskim morzem” mieszkacie, czy też jedynie bywacie nad nim „z braku laku”, bo „nie udało się nam wiesz, Heniu, polecieć w tym roku na Majorkę, no nie udało się”. Morze Bałtyckie umiera. I już teraz jest jednym z najbrudniejszych mórz świata. Większość ścieków, które są do niego odprowadzane, trafia do morza bez żadnego oczyszczania.

Tymczasem, jeśli ufać myśli wyłaniającej się z wielu wieków zapisków historycznych na temat dziejów Polski – morze było dla nas zawsze jedną z najważniejszych osi, wokół których obracały się polska polityka zagraniczna, sprawy gospodarcze oraz tożsamościowe (regionów). Najstarsze zapisy poświęcone morzu, które mogą pokazać, jak dużą rolę odgrywało ono dla ówczesnej władzy, pochodzą z XII wieku:

Naszym przodkom wystarczały ryby słone i cuchnące,
My po świeże przychodzimy w oceanie pluskające!
Naszym przodkom wystarczało, jeśli grodów dobywali,
A nas burza nie odstrasza, ni szum groźny morskiej fali.
Nasi ojcowie na jelenie urządzali polowanie,
A my skarby i potwory łowim skryte w oceanie.

– Kronika Galla Anonima

I może w pewien sposób ten kierunek myślenia o Bałtyku – zorientowany na gospodarkę, na budowę potęgi politycznej (Hanza) i handlowej, w pewien sposób wytworzył w nas przekonanie, że morze jest nam poddane i możemy z nim zrobić, co tylko zechcemy. Postrzegamy je dziś jako nośnik zysków z transportu, atrakcję turystyczną, miejsce, gdzie ukryte są drogocenne surowce naturalne… zapominamy jednak o najważniejszym – że morze to dom, to matka i ojciec, to życie i śmierć dla nas wszystkich, którzy od wieków próbujemy okiełznać je i nad nim żyć.

***

Nikt mnie nie uczył szacunku do morza. Na ostatnich lekcjach geografii, które miałam 15 lat temu, Bałtyk przedstawiany był jako motor rozwoju przemysłu stoczniowego i rybołówstwa. Czy dziś w szkole uczą, że to ostatnie cierpi przez zanieczyszczenie, bo zmniejsza się zarybienie coraz bardziej pozbawionego tlenu akwenu…?

Morze Bałtyckie jest tym, co Gdańsk, Gdynia i Sopot mają najcenniejszego. Ten zielony bezmiar wód, posępne, groźne niekiedy morze, to tysiące lat wsparcia dla istnienia nie tylko Polski, ale i Niemiec, Estonii, Szwecji, Danii, Finlandii, Łotwy i Litwy.

Bajki z dna Bałtyku

Jakiś czas temu pisałam Wam, że rozpoczęłam współpracę z Wydawnictwem Marpress. Podczas spotkania na Targu Rybnym w rozmowie – do dziś nie wiem, w jaki sposób – dotarliśmy do rozmowy o książce Agaty Półtorak Bajki z dna Bałtyku. Zachwyciły mnie ilustracje, które wyszły spod akwarelowego pędzla sopocianki. Potem zrozumiałam, że to najpiękniejsza książeczka dla dzieci o morzu, jaką widziałam – bo nadrabia te wszystkie braki, których nie potrafi w morskiej edukacji młodego obywatela pokryć szkoła.

Bajki z dna Bałtyku to seria krótkich, ujmujących prostotą i bezpośrednim językiem opisu opowiadań, które przenoszą czytelnika w świat podwodny, który znajduje się nie dalej, jak dwa przystanki autobusowe od mojego domu. Zamieszkują go ptaki, ryby i skorupiaki. Bałtyk, choć niepozorny, szary i tak „nieatrakcyjny” (!) w porównaniu z południowymi, ciepłymi morzami, może pochwalić się wciąż bardzo różnorodną fauną.

Agata Półtorak Bajki z Dna Bałtyku - Okruchykultury.pl

Agata Półtorak Bajki z Dna Bałtyku - Okruchykultury.pl

Człowiek niestety często działa na jej niekorzyść.

Zanim jeszcze łodzie rybackie zaczęły pojawiać się nad Bałtykiem, Foki Szare wiodły tu prawdziwie rajskie życie. Mogły wygrzewać się bez końca na bezludnych, piaszczystych plażach. Na skalistych brzegach albo wyspach powstających przy ujściach rzek rodziły się zimą puszyste, białe foczki. […] Czyste wody, pełne wyśmienitych ryb, wydawały się spiżarnią bez dna. Lecz z czasem wszystko zaczęło się zmieniać.

Gdy te piękne, ufne zwierzęta po raz pierwszy spotkały się z człowiekiem, nie czuły najmniejszego lęku. Przypłaciły to srogo szczególnie młode, które nie potrafiły w porę ocenić zagrożenia. – Dlaczego człowiek tak bardzo nas nie lubi? – zastanawiały się foki – przecież nie robimy mu nic złego.

Agata Półtorak, Bajki z dna Bałtyku

Agata Półtorak Bajki z Dna Bałtyku - Okruchykultury.pl

Lada moment nad Bałtykiem rozpocznie się sezon turystyczny i morze znów będzie jedynie przedmiotem konsumpcji. Żyjemy w świecie, który jest totalnie antropocentryczny – dosłownie traktujemy swoją wyższość nad innymi mieszkańcami Ziemi, która jakoby wypływa z ilorazu inteligencji, zdolności do tworzenia spójnej i postępowej cywilizacji – i zapominamy, że foki, ptaki, ryby muszą jeść tak samo jak my.

Jeśli chcecie przekazać najmłodszemu pokoleniu inne niż bezkrytycznie antropocentryczne wartości i nauczyć młodych obywateli, że nasz świat jest naszym wspólnym domem – warto zacząć od najbliższej okolicy. Bajki z dna Bałtyku wpisują się w to doskonale. Niejednokrotnie chwytają za serce i budzą wrażliwość na potrzeby życia innego niż ludzkie – a przecież tak samo cennego.

To jedna z tych książeczek, po których – gdybym znów miała szansę być dzieckiem – już nigdy nie pomyślałabym o rzuceniu papierka na plażę bądź do wody. I to powinna być jej najsilniejsza rekomendacja.

Standard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *