Listy znanych ludzi

Po raz pierwszy od dawna weszłam do Empiku, bo legenda głosi, że kiedyś, u zarania dziejów, sprzedawano tam książki.
Znalazłam ich śladowe ilości, gdy już przebrnęłam przez o wiele za drogie artykuły papiernicze i prasę, z której znów nie mam ochoty wziąć do ręki ani jednego tytułu. Pierwsza półka? Literatura epistolograficzna. Dużo.

Listy Witkacego – jego korespondencja z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Od dzieciństwa, do samego końca życia.
Listy Osieckiej do Jeremiego Przybory, z notką wydawniczą, która głosi: “Książka zawiera niepublikowaną do tej pory korespondencję Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory z lat 1964-1966”.
Listy, Hłasko.
Listy, Lem-Mrożek.
Listy, Maria Curie i jej córki.
I jeszcze więcej listów.

Pomyślałam przez chwilę, że chyba za daleko to wszystko poszło; sprzedawanie prywatności, intymności znanych ludzi świata kultury i nauki przez ich spadkobierców.
Powiecie mi, że to z myślą o dorobku kulturowym i tożsamościowym Polski. Nie przeczę – bardzo często literatura epistolograficzna to niezastąpione źródło informacji na temat autorów, fascynujące dla biografów i miłośników takiej, czy innej postaci.

Ja patrzę na to jednak przez pryzmat człowieka, który uważa, że są granice, których przekroczyć nie wolno – zwłaszcza w dobie Internetu i tego, jak lekce sobie ważymy pojęcia prywatności, intymności. Chwile z naszego życia, te piękne i ważne – stały się dziś walutą, za którą nabywamy “darmowe” usługi mediów społecznościowych, bądź uczestnictwa w dyskusjach internetowych. Godzimy się na to, dobrowolnie akceptując regulaminy. Niejednokrotnie, z własnej, nieprzymuszonej woli upubliczniamy to, co niegdyś było ściśle prywatne – momenty oświadczyn, narodzin dziecka, przeżycia po śmierci bliskich, detale chorób, jakie przechodzimy.

Pytanie, które chcę zadać, brzmi: czy oni, znani autorzy listów, też by tego chcieli? Tego obnażenia się przed światem, tej nagości po latach od własnej śmierci, w imię stania się zasobem naukowym, źródłem literackim, przedmiotem studiów, a wreszcie – emocjonalnej konsumpcji kultury…?

Gosia Fraser