W Dniu Dziecka zawsze pojawia się dla rodzica pokusa spojrzenia do tyłu. Dzieci dorastają, a gdy jako dorosłe wyjdą z domu – pozostawiają swoje zabawki. Zabawki zaś budzą wspomnienia. Zwłaszcza te spośród nich, które niezależnie od czasów, zawsze są azylem i ukojeniem (oczywiście najlepiej, aby wcale nie było tego trzeba, mimo, że smutki rozłąki bywają i małe i duże).

Zapraszam na mój cykl o zabawkach, rozpoczynający się nieprzypadkowo w Dzień Dziecka. Nie tyle o zabawkach, co znacznie bardziej o misiach. Niech będzie to podróż, którą zaczniemy dzisiaj razem z przystanku „Misio”. Dlaczego właśnie tak go nazwałam…? Pewien często odwiedzany przystanek autobusowy przywitał mnie kiedyś rano misiem w typie „Teddy Bear” – zabawką tak rozczulającą, jak i komercyjną. Produkowaną w Europie od 1880 roku (przez niemiecką firmę Richarda Steiffa, która wystawiła misie w 1903 roku na targach w Lipsku), potem zaś wyeksportowaną do Stanów Zjednoczonych. Tam od roku 1906 pluszowe misie były sprzedawane właśnie pod nazwą „Teddy Bear”  (od imienia prezydenta Theodore’a Roosevelta, który miał spotkać na polowaniu niedźwiedziego malucha).

pluszowy-mis-na-przystanku

Tymczasem, do wieczora – do mojego powrotu, napotkany rano misio gdzieś pojechał, albo został odebrany z przystanku przez swojego właściciela, jednakże zdjęcie mi pozostało.

Za tydzień chciałabym zaprosić na krótki tekst poświęcony misiom, które towarzyszyły mi w dzieciństwie – misiom-seniorom w wieku 50+.

Varia, Życie

Sentymentalne podróże z misiami, część 1

W Dniu Dziecka zawsze pojawia się dla rodzica pokusa spojrzenia do tyłu. Dzieci dorastają, a gdy jako dorosłe wyjdą z domu – pozostawiają swoje zabawki. Zabawki zaś budzą wspomnienia. Zwłaszcza te spośród nich, które niezależnie od czasów, zawsze są azylem i ukojeniem (oczywiście najlepiej, aby wcale nie było tego trzeba, mimo, że smutki rozłąki bywają i małe i duże).

Obrazek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *