Kultura Turcji fascynowała mnie od najmłodszych lat. Pyszna chałwa i zapachy, których próżno szukać w świecie kultury zachodnioeuropejskiej; bogate białe piżmo, opium, drzewo sandałowe, wielość aromatów przypraw, które jako dorosły człowiek zaprosiłam do swojej kuchni. Niemal magiczne, mistyczne wręcz pismo, wijące się ornamentem na akwamanilach i mozaikach zdobiących mury tureckich budowli. Wreszcie; Hagia Sophia i odwieczne, dziecięce jeszcze marzenie o wnętrzu tego bożego przybytku dwóch religii, przybytku o tak ciężkiej i trudnej historii.  Continue reading

Książki, Kultura

Stambuł oddycha złotem. „Nazywam się Czerwień” Pamuka

Kultura Turcji fascynowała mnie od najmłodszych lat. Pyszna chałwa i zapachy, których próżno szukać w świecie kultury zachodnioeuropejskiej; bogate białe piżmo, opium, drzewo sandałowe, wielość aromatów przypraw, które jako dorosły człowiek zaprosiłam do swojej kuchni. Niemal magiczne, mistyczne wręcz pismo, wijące się ornamentem na akwamanilach i mozaikach zdobiących mury tureckich budowli. Wreszcie; Hagia Sophia i odwieczne, dziecięce jeszcze marzenie o wnętrzu tego bożego przybytku dwóch religii, przybytku o tak ciężkiej i trudnej historii.

Obrazek

Przyzwyczaiłam się, że większość ludzi marzy dziś o stabilizacji. O możliwości przeżycia swojego czasu jak najspokojniej, możliwie bez przeprowadzek (chyba nie spotkałam osoby, która nie zareagowała by zdziwieniem na moje uwielbienie dla częstych zmian miejsca zamieszkania). Niemal wszyscy ludzie, jakich znam, chcą jedynie skończyć studia, znaleźć stabilną pracę i dostać kredyt na mieszkanie. I niczego więcej nie zmieniać, przecież tak, jak jest, jest dobrze. Naprawdę…?

Piszę ten tekst niecałe trzy godziny po tym, jak podłączono mi dostęp do Internetu w nowym mieszkaniu. Ostatnie sześć dni to detoks od mediów społecznościowych, od śmieciowych treści w sieci, od nieustannego szumu informacyjnego. Też od pracy. To spokojne układanie książek na półkach (nie wiecie chyba, jak trudno jest dziś znaleźć mieszkanie na wynajem, które przystosowane jest do przechowywania dużej liczby książek. Ludzie naprawdę, ale to naprawdę dziś nie czytają. Książki zaś służą chyba tylko do klinowania drzwi – sama to robiłam Zarysem filozofii marksistowskiej wygrzebanym z piwnicy). I oswajanie przestrzeni. Patrzenie na kota, który pierwszy raz, na ugiętych nóżkach, wychodzi na balkon i bada otoczenie.

Przeprowadziłam się (do Gdyni), chyba ostatni raz w Polsce, ostatni raz przed emigracją. A każda przeprowadzka to u mnie zupełnie nowy etap życia; bo tak to już jest, że ciągle dokonujemy wyborów, że coś się kończy, a coś się zaczyna. I trzeba umieć się ułożyć z tą procesualnością życia, z tymi wyborami, z tym, że ciągle trzeba nawigować się w świecie i gdzieś – najlepiej świadomie – kierować. Słabo mi, gdy czytam, że dojrzałość polega na stabilizacji – zawsze była dla mnie (w tym klasycznym i w sumie najbardziej potocznym znaczeniu) synonimem stagnacji w życiu (a jeśli boję się czegokolwiek, to stagnacja jest najokropniejszym potworem, jakiego mogłabym sobie wyobrazić). Dla mnie dojrzałość to umiejętność sprawnej nawigacji po świecie i jego problemach; to gotowość do podejmowania nowych dróg, a więc i gotowość na zmiany.

Mówi się, że te ostatnie nie zawsze są dobre; co powiecie, jeśli w tym momencie podejdę Was ambicjonalnie i spytam, czy to nie jest przypadkiem tak, jak z urządzeniami mobilnymi najnowszej generacji – wszyscy je znamy, ale mało kto wykorzystuje maksimum możliwości, jakie te urządzenia oferują…? Tak, właśnie. Unikając zmian i pogrążając się w stagnacji, uciekamy przed sprawdzeniem wszystkich możliwości, jakie daje nam życie.

Drugiego mieli nie będziemy, a to, które trwa – zawsze będzie za krótkie, wiecie?

Życie

Zmiany są dobre

Przyzwyczaiłam się, że większość ludzi marzy dziś o stabilizacji. O możliwości przeżycia swojego czasu jak najspokojniej, możliwie bez przeprowadzek (chyba nie spotkałam osoby, która nie zareagowała by zdziwieniem na moje uwielbienie dla częstych zmian miejsca zamieszkania). Niemal wszyscy ludzie, jakich znam, chcą jedynie skończyć studia, znaleźć stabilną pracę i dostać kredyt na mieszkanie. I niczego więcej nie zmieniać, przecież tak, jak jest, jest dobrze. Naprawdę…?

Obrazek

Uprzedzam – to będzie jeden z tych tekstów, po przeczytaniu których część z Was złapie się za głowę, odlubi stronę Okruchów na Facebooku, a mnie będzie wyklinać na lewo i prawo za poglądy, trochę zbyt mało popularne, by można o nich było słuchać w radiu, lub czytać w popularnej prasie. Nie mówi się dziś o upadku, a może raczej degeneracji estetyki zbyt wiele; temat raczej się pomija. Powiem nawet więcej: nie tyle pomija, co w ogóle się go nie zauważa (a wiadomo powszechnie, że jeśli czegoś nie widać, to nie istnieje). Continue reading

Filozofia, Kultura, Sztuka

Zdegenerowana estetyka współczesności

Uprzedzam – to będzie jeden z tych tekstów, po przeczytaniu których część z Was złapie się za głowę, odlubi stronę Okruchów na Facebooku, a mnie będzie wyklinać na lewo i prawo za poglądy, trochę zbyt mało popularne, by można o nich było słuchać w radiu, lub czytać w popularnej prasie. Nie mówi się dziś o upadku, a może raczej degeneracji estetyki zbyt wiele; temat raczej się pomija. Powiem nawet więcej: nie tyle pomija, co w ogóle się go nie zauważa (a wiadomo powszechnie, że jeśli czegoś nie widać, to nie istnieje).

Obrazek

Jakiś czas temu zrozumiałam, że nie potrafię odpoczywać w cywilizacji. Drażni mnie jasność ekranów, drażnią mnie dźwięki, nagromadzone w nieustannym szumie informacji, które poruszają się (pozornie) po cichu w światłowodach.

Wyłączam się już poprzedniego wieczora w Lublinie, kiedy odkładam Instagram i tablet, i robię zdjęcia lustrzanką. Przypominam sobie proces widzenia, dostrzegania struktur rzeczywistości. Prawdziwie wolna jednak czuję się dopiero w piątek wczesnym popołudniem, kiedy czekamy na PKS na lubelskim dworcu, który przypomina tygiel rodem z zapisków Singera. Continue reading

Zapiski z podróży, Życie

Zapiski z podróży (VII). Narol

Jakiś czas temu zrozumiałam, że nie potrafię odpoczywać w cywilizacji. Drażni mnie jasność ekranów, drażnią mnie dźwięki, nagromadzone w nieustannym szumie informacji, które poruszają się (pozornie) po cichu w światłowodach.

Wyłączam się już poprzedniego wieczora w Lublinie, kiedy odkładam Instagram i tablet, i robię zdjęcia lustrzanką. Przypominam sobie proces widzenia, dostrzegania struktur rzeczywistości. Prawdziwie wolna jednak czuję się dopiero w piątek wczesnym popołudniem, kiedy czekamy na PKS na lubelskim dworcu, który przypomina tygiel rodem z zapisków Singera.

Obrazek