Odłączyć się. Odpocząć. Odetchnąć, zapatrzyć się w niebo, zaczytać w książkach. Utonąć w muzyce. Ale nie, nie tej strumieniowanej ze Spotify. Nie tej z YouTube’a, opatrzonej mniej lub bardziej udanym, krzykliwym teledyskiem.

Nie odbierać bodźców. Komunikatów, powiadomień, informacji – nieistotnych, całkowicie niepotrzebnych. O tym, że komuś urodziło się dziecko. Że prezydent uściskał kilkulatka płaczącego na chodniku. Albo jak wyglądało dzisiejsze śniadanie takiej, czy innej blogerki. Zamknąć uszy, zamknąć oczy. I wyeliminować z pola widzenia wszystko, co ma ekran.

Marzy mi się to wszystko. I za tydzień będę to miała – za tydzień będę żyć szumem drzew na Roztoczu. Ale póki co – dopijam poranną kawę, pracuję, jak co dzień – w Sieci właśnie. I męczę się coraz bardziej.

***

Męczę się przede wszystkim dlatego, że coraz trudniej znaleźć mi w polskim Internecie treści, które chciałabym czytać. Zawsze wydawało mi się, że powszechność Internetu i dostępność narzędzi do tworzenia i publikacji treści równa się otwarciu interesującej wymiany intelektualnej między ludźmi – i przez długi czas w taki sposób myślałam o blogosferze, opierając się na doświadczeniu obcowania z zachodnimi autorami piszącymi dość powszechnie o swoich zainteresowaniach z obszaru humanistyki, umiejętnie wplatającymi treści osobistych przemyśleń i fascynacji pomiędzy opisy – chociażby – odbywających się festiwali, wystaw czy paraprofesjonalne notki rzeczoznawcze.
Nieobecność – rażąca, ogromna nieobecność tego rodzaju treści w polskiej blogosferze jest dla mnie dojmująca (dlatego tak duży problem mam za każdym razem, gdy ktoś mnie pyta, jakie blogi czytam; nauczyłam się mówić prawdę. Po prostu nie czytam. Żadnych).

Nie chcę czytać o tym, że zapraszając dziewczynę do domu należy wyprać pościel i schować do szafy brudne majtki – a to w Polsce jest podobno “lifestyle” (zawsze wydawało mi się, że lifestyle – styl życia, to pewna kultura, jaką tworzymy żyjąc. To nasze wykształcenie, to promocja ważnych dla nas wartości, to rzeczy, którymi się interesujemy i które chcemy popularyzować wśród innych; tak więc lifestyle to podróże, ale i filantropia. To bycie doktorem, nauczycielem akademickim, to bycie zwariowanym emigrantem-bezdomnym, imającym się wszystkich tymczasowych prac świata, który podróżuje ze swoim kiepskim fotoaparatem i opowiada kolejne zakątki globu internautom).

Nie chcę czytać wpisów sponsorowanych przez firmy, w których ktoś wyruszył w podróż po Europie tylko dlatego, że została ona zasponsorowana przez producenta sprzętu fotograficznego albo duży telekom. Nikt nie sponsoruje moich wyjazdów – i nie zabierałam się za relacjonowanie ich dopóty, dopóki nie miałam czym robić zdjęć. Ale to tylko pierwsza strona problemu.

Druga strona to przyzwolenie, jakie sami dajemy obniżaniu intelektualnej (i nie tylko) jakości treści w Internecie. Nie punktujemy. Boimy się krytykować. Boimy się “nadepnąć komuś na odcisk”. I boimy się tworzyć – bo przecież nikt nas nie przeczyta, nie jesteśmy znani, nie mamy kontaktów.
Też się bałam. Bałam się – lekko ponad dwa lata temu – że nikt nie będzie czytał Okruchów. I że tak naprawdę nie ma sensu pisać… Nie jestem w stanie też podziękować moim wszystkim znajomym, przyjaciołom, mojej Mamie i wielu innym osobom, które w momentach, kiedy już miałam ochotę skasować tę stronę mówili mi, żebym pisała dalej. Że warto – bo to nisza. Bo to pewnego rodzaju odtrutka na wpisy o niczym. Na wiadomości o prześwitujących sutkach celebrytek na imprezie dwutygodnika rozrywkowego. I na polukrowane promocjami od firm życie dziewczyn z Instagrama.

Chciałabym, żebyśmy nauczyli się na nowo czytać. I żebyśmy umieli wykorzystać to przepotężne narzędzie, jakie prawie każdy z nas nosi w kieszeni – telefon z dostępem do Internetu i nieco za dużym ekranem – kto by pomyślał, że mając dostęp do miejsca, w którym złożone i nieustannie przetwarzane jest gross wiedzy, jaką kiedykolwiek posiadła ludzkość, będziemy marnować czas spędzony tam na oglądanie idiotycznych zdjęć domowych zwierzaków i jedzenia…?

Kultura, Varia, Życie

Wyjść poza Sieć

Odłączyć się. Odpocząć. Odetchnąć, zapatrzyć się w niebo, zaczytać w książkach. Utonąć w muzyce. Ale nie, nie tej strumieniowanej ze Spotify. Nie tej z YouTube’a, opatrzonej mniej lub bardziej udanym, krzykliwym teledyskiem. Nie odbierać bodźców. Komunikatów, powiadomień, informacji – nieistotnych, całkowicie niepotrzebnych. O tym, że komuś urodziło się dziecko. Że prezydent uściskał kilkulatka płaczącego na chodniku. Albo jak wyglądało dzisiejsze śniadanie takiej, czy innej blogerki. Zamknąć uszy, zamknąć oczy. I wyeliminować z pola widzenia wszystko, co ma ekran.

Obrazek

4 thoughts on “Wyjść poza Sieć

  1. Ania says:

    Nadchodzą dni, kiedy Okruchy Kultury zostaną spontanicznie zastąpione okruchami mazurka, lecz wierzę, że spotkania z bliskimi mogą być, tak jak spotkania z przyrodą – nawet tylko czasu wolnego, źródłem wielu dobrych emocji, czego dawniej telewizja, a obecnie internet na dłuższą metę nie zapewniają. Bo nie da się cofnąć, ani tym bardziej odzyskać straconego czasu.
    A blogosfera – jest taka jak my, tu i teraz. A więc to co będzie jest najważniejsze. Na to można i warto starać się oddziaływać.

  2. Wyłączenie z sieci – uwielbiam i czas od czasu praktykuję. Stykam się wtedy z dość dużym niezrozumieniem, co mnie za każdym razem niezmiernie dziwi. Jeśli chodzi o treści w sieci – jak każda lektura, także i ta ma swojego adresata. To, wydaje mi się, jest całkiem naturalne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *