Kiedyś miałam swoje ulubione księgarnie. Wchodziłam i potrafiłam tonąć na długie godziny, a potem rozpaczać przy kasie, bo oto znów – gotówka topnieje za szybko, a ręce się urywają, ale dobrze jest wracać do domu z torbą znacznie cięższą od kilku nowo zakupionych tomów. Zwykłam przynosić – z każdej takiej wyprawy – kawał dobrej humanistyki do domu, obejmującej mniej lub bardziej znanych autorów z zakresu filozofii, lingwistyki czy też antropologii i socjologii. Rzadziej kupowałam beletrystykę – tę wolałam konsumować korzystając z bibliotek. Ja nie o tym jednak, bo…

… Ostatnimi czasy wchodzę do Empiku i błądzę. I snuję się między półkami, i męczę się, zdecydowanie się męczę. Użeram się wręcz – przede wszystkim z krzykliwością okładek. Tandetna „literatura piękna” zalała wszystkie księgarnie, do których zaglądam – z okładek patrzą się na mnie wiecznie-takie-same dziewczęta w długich, białych lub czarnych sukniach z rozwianymi włosami i gładziusieńką skórą. W tle – zamek, dzienne lub nocne niebo, ptaki w locie. Albo drugi schemat: jabłko, maska, kandelabr, porzucone na pierwszym planie grafiki, w pseudosymbolicznej manierze. I okraszone wypukłym koniecznie, pretensjonalnym fontem, którym wypisany jest tytuł. Tyle beletrystyka.

Brnę do miejsc, w których kiedyś były półki z zawartością dotyczącą programowania, marketingu i psychologii. I co? Nie ma! Bo oto Empik (wybacz mi Boże nazywanie go księgarnią) doszedł najwyraźniej do wniosku, że nie sprzedaje się, nie ma zapotrzebowania, to najwyższy czas zlikwidować. I zamiast tego ustawić etażerkę z żelkami i batonikami. Tak, to ma sens. Ogromny! Po co komu wiedza…? Uch. Na półkach z humanistyką nie jest lepiej – szczątkowa filozofia, znajdzie się książka Michała Hellera, znajdzie się parę pozycji klasycznych, jakiś Platon, jakiś Arystoteles, pewnie studenci… ale chwila! Patrzę, dział filozofia. Co tu robi cała seria książek Szymona Hołowni? I armia różnych wydań Biblii…? No tak, sezon komunijny w toku…

… Na dziale historycznym jedyna książka poświęcona epoce Tudorów, którą jakoś tam mam ostatnio na warsztacie, wrzeszczy do mnie krwistą czerwienią tkaniny, w którą ledwo przyobleczony jest bezimienny, kobiecy biust. Hej, serio? Wiem, że był serial HBO, który ociekał seksem. Ale to podobno publikacja naukowa, no, przynajmniej popularnonaukowa… i ta okładka mogłaby mieć z tym, co „popularne” u szerokich kół trochę mniej wspólnego…

… Po co o tym wszystkim piszę? Bo denerwują mnie brzydkie książki. I brak książek. Chroniczny brak książek, które chciałabym wziąć do ręki (tym razem nie chodzi li-tylko o treść). Odstręczają mnie te okładki. Odstręcza mnie ich kicz. Bo po książkę powinno sięgać się z przyjemnością. Bo patrzenie na nią nie powinno być przykre… i nie powinno uwłaczać czytelnikowi. Czy naprawdę – JEŚLI JUŻ JAKIMŚ CUDEM COŚ KUPIĘ – mam owijać wszystko w gazetę…? Czy każda powieść musi dzisiaj z wyglądu przypominać Harlequina…?

***

Obiecaliśmy sobie, będziemy kiedyś wydawać ładne książki. Od siebie dołożę: ładne i mądre książki.

Książki, Kultura, Varia

Denerwują mnie książki

Kiedyś miałam swoje ulubione księgarnie. Wchodziłam i potrafiłam tonąć na długie godziny, a potem rozpaczać przy kasie, bo oto znów – gotówka topnieje za szybko, a ręce się urywają, ale dobrze jest wracać do domu z torbą znacznie cięższą od kilku nowo zakupionych tomów. Zwykłam przynosić – z każdej takiej wyprawy – kawał dobrej humanistyki do domu, obejmującej mniej lub bardziej znanych autorów z zakresu filozofii, lingwistyki czy też antropologii i socjologii.

Obrazek

10 thoughts on “Denerwują mnie książki

  1. seductill says:

    Temat wydawał mi się dziwny, bo jak książki mogą denerwować… Ale wyszło ostatecznie, że denerwują i mnie. Co mnie denerwuje w książkach przede wszystkim? W książkach wydanych w tym wieku (w większości, po jakie sięgnąłem) denerwuje mnie… brak korekty. Nie chodzi mi o treść, bo sięgam i po kryminały i po biografie muzyków rockowych, ale o to, że chyba nikt tych tekstów przed wydaniem nie czyta. Albo czyta, raz, pobieżnie, a potem szybko, do druku, jak najwięcej, żeby się szybko sprzedało, może się nie połapią, że to straszne badziewie.

    • Haha bo teraz już się nie wydaje kasy na „redakcję” (redakcja sprawdza przede wszystkim spójność i stylistykę, wymaga wysiłku intelektualnego, kto wie czy nie większego niż samo pisanie książki. Niestety widzę to teraz po sobie, ile np. zrobiłam zmian w odc. 36, praktycznie cały jest napisany na nowo [*] a w innych nawet mi się nie chce. Przydałby się właśnie redaktor.). Jest tylko kasa na „korektę”, czyli sprawdzanie przecinków, a i tu zarobiona osoba bębniąca na akord może czegoś nie ogarnąć.

  2. Justyna says:

    Czasy i rynek sie troche zmieniaja i stad pewnie dodatkowe produkty typu gadzety. Chociaz ja w swoim empiku tego nie doswiadczylam i statystycznie tam najczesciej kupuje ksiazki, np. do magisterki znalazlam wiele wartosciowych. W razie czego zawsze mozna na ich stronie zamowic i odebrac na miejscu, kiedys tak zrobilam i czekalam na to krotko.

  3. Pawson says:

    Witaj w (e-)epoce e-książek czyli tzw. e-buków. Księgarnie odchodzą do lamusa a papierowe książki do muzeów zwanych bibliotekami. Sorry, taki mamy klimat.

  4. Gdyby nie „tandetna literatura piękna”, na której wydawnictwa zarabiają, nie było by niszowych pozycji. Często, jako czytelnicy zapominamy, że rynek wydawniczy to rynek biznesu. Książki z uśmiechniętymi paniami na okładach się sprzedają, wydawnictwa mają do wyboru: albo ta pani, albo za miesiąc ogłosić upadłość. Niestety, taka rzeczywistość.

    Wkradła Ci się mała literówka, w tym zdaniu: „tym razem nie chodzi li-tylko o treść”

  5. Co racja to racja – kiedyś uwielbiałam przesiadywać w empikach, albo w trafficu (i tak już go zlikwidowali) – człowiek się tam czuł jak dziecko w sklepie z zabawkami… a teraz… nawet mi się tam wchodzić nie chce.

  6. To samo odkryłam parę lat temu, szukając jakichś pozycji branżowych. Pustki, zero. Wiem, że można zrobić sobie jakiś research w necie i zamówić, ale jednak wygodniej i ciekawiej wziąć do ręki, przekartkować, zdecydować (ja od razu wychodziłam z kilkoma :x). Szkoda. A okładki z zamkami… [*]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *