Jeszcze, gdy jadę pociągiem na południowy wschód, słońce zaczyna płożyć się złotą poświatą na polach, wśród traw, z których wstaje mleczna, wieczorna mgła. Niebo różowieje, powoli się zmierzcha i wiem, że oto zaczyna się najpiękniejsza spośród pór roku, mój marco-kwiecień, a czasem marco-luty jeszcze, dojmujący zimnem przed świtem i pachnący wilgocią zgniłych poprzedniej jesieni liści.

Tym razem Lublin to szmer rzeki i stary most kolejowy, śpiewający odległym pogłosem pociągów towarowych jadących na zachód. To Kręta, to Wspólna, to gasnące światło dnia i zapach traw, i zimno wkradające się pod ubranie niepostrzeżenie jak noc. To głosy ludzi, krzyki, trzaski, nieułożenie biedy, jej nieprzystawanie do rzeczywistości, jej nadrzeczywistość; bo bieda zatrzymała tu czas wiele lat temu, by spełzać powoli ze świata jak farba z zaniedbanych, pokruszonych poręczy przy schodach. W tym bezczasie, w tym zatrzymaniu znajduję więcej myśli, niż chwilę później wśród świateł, w wieczornym mieście. Myśli rozsypują mi się wśród fragmentów zwęglonego drewna, wśród polnych kamieni. Powoli, cierpliwie, niech ktoś je wyzbiera.

***

Wiem, że Lublin płynie mi we krwi, nawarstwionymi tęsknotami, szmerami, wspomnieniami, które ledwo potrafię nazwać. To przecież Galicja. To miejsce, w którym coś kiedyś zgubiłam, tę czułość, tę miękkość myśli, tę całą miłość, jaką ma się do świata; znajduję ich fragmenty, próbuję złapać jeszcze chłodnymi dłońmi, kiedy uświadamiam sobie eliptyczność miasta; Rybna, Noworybna, Ku Farze. Szepty. To miasto mówi do mnie poprzez cienie.

***

I wiem, że nie jest przypadkiem, że to właśnie tu mówię sobie, pora podnieść głowę. I żyć, żyć światem, chłonąć upojny chłód wieczornego powietrza i wieczną zieleń bluszczu. Nie pozwolić nazywać się nikomu, tylko sobie samej. Nikomu nie dawać się definiować. Bo jesteśmy naprawdę tacy, jakimi sami się opowiemy. Świat jest czarowny, wiesz?

Zapiski z podróży

Zapiski z podróży (V)

Tym razem Lublin to szmer rzeki i stary most kolejowy, śpiewający odległym pogłosem pociągów towarowych jadących na zachód. To Kręta, to Wspólna, to gasnące światło dnia i zapach traw, i zimno wkradające się pod ubranie niepostrzeżenie jak noc. To głosy ludzi, krzyki, trzaski, nieułożenie biedy, jej nieprzystawanie do rzeczywistości, jej nadrzeczywistość; bo bieda zatrzymała tu czas wiele lat temu, by spełzać powoli ze świata jak farba z zaniedbanych, pokruszonych poręczy przy schodach.

Obrazek

One thought on “Zapiski z podróży (V)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *