Filozofia, Kultura

Et omnia vanitas – o marności ludzkiego życia

Faust in his study, Carl Gustav Carus, 1852

Faust in his study, Carl Gustav Carus, 1852

Vanitas vanitatum, et omnia vanitas, powiada Kohelet. Tak zaczyna się jeden z najważniejszych tekstów mojego życia, starotestamentowa księga Eklezjastesa. Nie znam lepszego czasu niż początek listopada, by napisać o wszystkim, co mi dał ten tekst, przez wielu mylnie interpretowany jako bezmiar pesymizmu i zatracenia w śmiertelności człowieka.

Ale przecież wszystko to marność i pogoń za wiatrem. Życie ludzkie, napełnione staraniami o pomyślność, sukces, czy też to, co nazywamy na co dzień szczęściem, a co w istocie tak bardzo nieuchwytne, z niczego nie ma pożytku pod słońcem. Czytając Koheleta trudno w pierwszym spojrzeniu dostrzec coś więcej, niż pesymizm – prawda. Pesymizm, który mógłby doprowadzić na krańce życiowej inercji, depresji i całkowitej bezradności wobec rzeczywistości. Pesymizm, który zabija, odbierając nadzieję i wiarę w sensowność świata…

… Nigdy tego w słowach Eklezjastesa nie widziałam. Bo jeśli dostrzegamy marność ludzkiego życia – myślałam – to znaczy, że zdajemy sobie sprawę z własnej małości. Z tego, że jesteśmy jedynie cząstką potężnego, ogromnego Wszechświata. I nie jesteśmy nieskończenie potężni, jak to się wielu dziś wydaje. Nasza broń nuklearna, nasze badania genetyczne, nasza kultura, polityka, skomplikowane mechanizmy gospodarki – cokolwiek się nie wydarzy, choćbyśmy i zmietli się z ich pomocą z powierzchni Ziemi… następnego dnia niebo o świcie znów będzie błękitnieć.

Jeśli dostrzegamy marność ludzkiego życia i mamy w sobie świadomość ludzkiej kruchości, ułomności – jesteśmy w posiadaniu mądrości. Tej, która pionizuje, wyznacza priorytety i pozwala odnaleźć się w świecie. Zachować humanizm i co ważniejsze – humanitaryzm. Jeśli dostrzegamy marność ludzkiego życia, wiemy, że gdzieś jest nasz koniec. Że mamy ograniczony czas na świecie do wykorzystania. I tym bardziej powinniśmy wykorzystać go jak najlepiej.

Kohelet mnie motywuje. Zawsze, gdy czytam ten tekst, dociera do mnie, że każde zaniechanie, każda niepodjęta decyzja – to ogromna strata czasu. Mojego i ludzi, z którymi jestem związana w taki, czy inny sposób. I nie chodzi tu o zdobywanie coraz więcej i więcej – bo to właśnie jest marność, o której pisze Eklezjastes – lecz o działanie. O to, by nigdy nie pozwolić sobie na życiową pasywność i „spoczęcie na laurach”. Bo w każdym momencie życia, w jakim jesteśmy, mnóstwo mamy jeszcze do zrobienia i mnóstwo przed nami.

Śmierć jest jak deadline (sic!), do którego musimy zdążyć ze wszystkim, mając przy jego nadejściu świadomość że wszystko, co powiedzą o nas inni – o tym, co zdołaliśmy zdziałać w ich życiu naszym własnym działaniem – było w taki czy inny sposób dobre.

Standard

One thought on “Et omnia vanitas – o marności ludzkiego życia

  1. Piękna puenta, która wcale nie przepełnia mnie smutkiem, ale motywacją o której piszesz. Mając świadomość swojej małości i nicnieznaczenia, łatwiej jest odważyć się na pewne kroki. Czasem wydaje nam się, jakby świat krążył dookoła nas, a ludzie pilnie obserwowali wszystkie nasze poczynania. Internet to złudzenie podkręca. Jeśli pomyślę, że moje dzisiejsze czyny nie będą pamiętane jutro – łatwiej zrobię coś, zaryzykuję, by zrealizować swoje plany przed tym czekającym nas wszystkich deadlinem. Muszę sobie to chyba zapisać nad łóżkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *