Varia

Polemicznie – nie jestem nihilistką

Miałam już tu nie pisać. Miałam sprzedać domenę, albo przekazać login i hasło komuś, kto poprowadzi Okruchy lepiej… miałam. Miałam też się wycofać odrobinę z publicznej sfery życia, skupić się na nauce i na pracy, generalnie – zniknąć, przywalona natłokiem spraw, jakie ostatnio dzieją się w moim życiu. Spraw, powiedzmy sobie uczciwie – niezbyt dobrych (delikatnie). Zaczęłam nawet realizować ten plan, po czym… wydarzył się dzień wczorajszy i pewna rozmowa.

Obraz z cyklu "Zatrute studnie" - Jacek Malczewski

Obraz z cyklu „Zatrute studnie” – Jacek Malczewski

Rozmowy z ludźmi w moim świecie mają to do siebie, że są bardzo intensywne, bogate w treść, nierzadko prowadzą do zmian wektorów, w których poruszają się uczestnicy dialogu. Wczorajsza była taka w założeniu – z jedną z najważniejszych w moim życiu osób, z człowiekiem, który wiele przeżył, wiele doświadczył, na tematy, które są dla każdego z nas kardynalne; o życiu, czasie, śmierci, o świecie i nastawieniu do tego wszystkiego. Kiedy powiedział mi, że nie wie, jak we mnie tchnąć chęć do życia i przezwyciężyć mój codzienny katastrofizm, coś w środku, na dnie mojego mózgu, zadrżało; chwila, chwila!

Nihilizm – bo przecież o nim mowa – jest jak ciemny, niebezpieczny las. Taki, do którego nie mamy ochoty wchodzić, który napawa nas przerażeniem… niełatwo bowiem znaleźć z niego wyjście. Kiedy raz się w niego zagłębimy, nasza zdolność postrzegania świata takim, jakim on jest, zaczyna zamierać; łatwo jest pozwolić sobie na to, by spojrzeniem zawładnęła ciemność, o wiele trudniej, a często niemożliwym jest nauczyć się potem patrzeć w słońce…

Gdyby nie słońce, nigdy nie zaczęłabym pisać (jeszcze w liceum). Nie zaczęłabym się uczyć, nie podjęłabym wędrówki przez filozofię, literaturę i kulturę, oraz… przez ludzi. Nie wierzyłabym, że słowo może zmienić świat – a konstruując kilka dni temu coś w rodzaju mojego prywatnego credo napisałam, że wiara w moc słowa, opowieści, przekazu, myśli w ogóle, to jeden z fundamentów mojego świata. Słowo potrafi tworzyć światy, ale i równać je z ziemią; potrafi wlewać w człowieka energię, moc, optymizm, ale i dociskać go do parteru, odbierając mu całą wiarę w jego siły i wartość. Na słowach budujemy swoją kulturę, a na niej – tożsamość. Na słowach, nie na czym innym – na słowach, które są najpiękniejszym wyrazem aktywności intelektualnej człowieka.

Żeby aktywność tę jednak praktykować, trzeba mieć kręgosłup i nerwy ze stali. Jeden z moich Profesorów, człowiek już mocno starszy, dajmy mu na imię M., zapytany kiedyś przeze mnie o to, czy gdyby miał wybór, chciałby się urodzić w naszym świecie, powiedział mi: świat jest piękny, ale nie będę pani okłamywał, odpowiedź jest oczywista i nie musimy jej wypowiadać. Zgadzam się z nim. Zgadzam się z tym, że świat jest piękny – istotnie, zachwycający. Jak i ludzie w nim żyjący – nie spotkałam jeszcze człowieka, który nie miałby mi nic ciekawego do zaoferowania – intelektualnie, duchowo, mentalnie. Na różnych poziomach – nie zawsze na najwyższym, fakt. Ale nie o to tu chodzi, tylko o generalną ocenę rzeczywistości – fascynującej, pięknej, inspirującej, ale i piekielnie trudnej.

Życie człowieka jest walką – z chorobami, z trudnościami, z przeciwnościami losu, które nieraz pozostają poza wpływem naszych działań. Jest walką trudną, wyczerpującą, a każdy z nas ma swoje doświadczenia – nierzadko takie, które sprawiają, że wątpimy w sens, w powody, dla których powinniśmy walczyć dalej. Ten sens i powody są, ale bywa, że wymykają nam się z rąk – dopóki je gonimy, nie jesteśmy nihilistami. Miewamy kryzysy, wątpimy, zapadamy się, płaczemy, ale nie pozostajemy w lesie. Wciąż chcemy słońca. Dlatego budzimy się następnego dnia. Dlatego mimo wszystko – marzymy, dążymy, uczymy się nowych rzeczy. Łatwo jednak o depresję, o zapaść ostateczną, nierzadko o śmierć – to wtedy, kiedy nikt nie trzyma nas za rękę, kiedy nie ma lustra, w którym moglibyśmy odbić swoje wartości i które powiedziałoby nam, że jesteśmy ważni, istotni, kochani.

Takie jest życie

Upadać siedem razy

A wstawać osiem

Dopóki wstajemy, nie jesteśmy nihilistami. Dopóki znajdujemy cele, nie jesteśmy nihilistami. Tak: znajdujemy cele. Bo trzeba je znajdować codziennie, czasem stwarzać, dochodzić do nich ciężką pracą nad sobą samym; cele nie pojawiają się znikąd, nie zbieramy ich z chodnika. Świat nie jest taki prosty (a szkoda).

Ja też nie czuję się nihilistką. Mimo trudności jednego dnia, następnego wstaję, uśmiecham się i jestem dla ludzi – pod postacią słów, treści, ale i partnerstwa w pracy, we wspólnych przedsięwzięciach. Jestem też jako przyjaciółka, znajoma, koleżanka – po to, by włażąc do lasu mieli świadomość, że jest po co z niego wychodzić (że ktoś czeka na skraju drzew, w świetle). I od nich oczekuję tego samego. Wiem też, że to jest jedyna filozofia życiowa, która w praktyce zdaje egzamin: egzystencjalizm wsparty na myśleniu o doskonaleniu się, o byciu dla innych i razem z innymi. Filozofia, która pozwala przezwyciężyć wszelkie trudności. I daleko jej do nihilizmu.

Wiem, że bardzo osobisty tekst. Wiem.

Standard

4 thoughts on “Polemicznie – nie jestem nihilistką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *