Kultura, Sztuka

W poszukiwaniu znaczeń, sensów i piękna

Kultura zachodnia wyrosła wokół wielu potężnych znaczeń i symboli, ale kilka z nich – miłość, cielesność, piękno, dobro – stało się osiami sporów, które nadawały sens splatanym przez wieki (również i dziś) narracjom. Piękno może zwłaszcza dziś zasługuje na to, by o nim mówić – często miewam wrażenie, że jest jedną z tych niewielu rzeczy, które łączą coraz płynniejszą rzeczywistość naszych czasów z tym, jak postrzegaliśmy świat kiedyś (pomimo pozornej zmienności  definicji piękna). Jakkolwiek więc zmienne nie wydają się na pierwszy rzut oka jego wzorce, wszystkie oscylują wokół pewnego rdzenia, o którym opowiem Wam kiedyś, gdy wynajdę sposób, który pozwoli ująć mi zagadnienia neuroestetyki w jednej, w miarę krótkiej blogowej notce (a przy tej okazji kłaniam się mojemu kochanemu dr Przybyszowi, który zafascynował mnie tą dziedziną podczas studiów ;)).

Tymczasem, chciałabym Wam opowiedzieć o książce, która – wpisując się w moją fascynację estetyką i filozofią sztuki – stała się dla mnie prawdziwą ucztą intelektualną (i wcale nie tylko dlatego, że napisał ją Umberto Eco).

Umberto Eco - Historia Piękna

Prace Eco są specyficzne – nie są to podręczniki, które aspirują do bycia obiektywnymi. Nie znajdziecie tu też suchych faktów, które tak łatwo dziś wyszukać w Wikipedii czy innych popularnych źródłach… ale jeśli tylko zagłębicie się w wytyczane przez niego, niejednokrotnie kręte ścieżki myśli, nie pożałujecie – Historia piękna, o której dzisiaj mowa, to coś więcej niż książka o sztuce, a nawet estetyce. To podróż przez splecione z sobą idee filozofii, historii sztuki, a nawet psychologii; Eco doskonale opisuje kształtowanie się ideału piękna na przestrzeni wieków, sprawnie też lawirując w odniesieniach pomiędzy światem współczesnych definicji i wzorców, a przestrzenią ich antycznych (a niejednokrotnie też starszych) źródeł.

Od fresków Michała Anioła, subtelnie kreślonych przez Leonarda portretów, po modę lat 60. ubiegłego wieku… Od Ekstazy św. Teresy Berniniego i średniowiecznych manuskryptów, po współczesne, pełne ekspresji migotania osobowości w rodzaju Madonny – to wszystko odcienie piękna, mówi Eco – i moim zdaniem jak najbardziej ma rację. Bo idee mają to do siebie, że w ludzkim świecie stają się rozproszone, pozornie płynne, niestałe – oscylują wokół pewnego rdzenia, ale są przy tym niejednorodne, są jak pełna gama odcieni szarości, od bieli po czerń. I dobrze jest czytać pracę, która zauważa tę prawidłowość, a co więcej – nie walczy z nią. Wszystkie ksiażki z dziedziny estetyki i historii sztuki, jakie mnie wychowały, autorów takich jak Białostocki czy Estreicher, obarczone są pewną liniowością myślenia i metodologii, które znacznie ograniczają spektrum czytelnika; pod tym względem Historia piękna stała się dla mnie nie tylko przyjemnością, ale i odpoczynkiem od dobrze znanych schematów.

Umberto Eco - Historia Piękna

Nie muszę też zapewne nikomu z Was tłumaczyć, jak ogromną przygodą jest podróż przez książkę, która oddycha erudycją autora, a tej u Eco nie brakowało nigdy. Sam tekst to jednak nie wszystko – Historię piękna warto wziąć do ręki również ze względu na selekcję reprodukcji przeróżnych dzieł sztuki zachodniej; owszem, znajdziemy je w Internecie, w encyklopediach, w opracowaniach muzeów i galerii… ale nigdzie nie nie będziemy mogli popatrzeć na tak unikalne zestawienia, porównania i wzajemnie odnoszące się do siebie analizy portretów, rzeźb, a nawet detali architektonicznych czy też rękopisów, jak w tej właśnie książce. W tym miejscu dla mnie oczywistością jest wykształcenie autora i główny obszar jego (a także i moich) filozoficznych, czy też szerzej – intelektualnych w ogóle – fascynacji; oboje nas pochłania świat semantyki i semiologii, a to, czym dla naszych dziedzin klasycznie jest słowo, w przypadku sztuki zastąpione zostaje dziełem (rozpatrywanym bardzo ogólnie), które staje się jak znak – zawsze bogaty w treść, migoczący wielością znaczeń, uwodzicielski.

Mogłabym pisać jeszcze wiele, wgłębiając się w poszczególne rozdziały, niuanse, grając na strunach wykładni, którymi Eco operuje w tej książce – ale nie będę. Wszystko, co napiszę, będzie subiektywne. Będzie wtórną analizą treści, opinią, formą. A Historia piękna to jedna z tych intelektualnych podróży, które każdy powinien przebyć sam. Z rozkoszą. :)

Standard

6 thoughts on “W poszukiwaniu znaczeń, sensów i piękna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *