Varia, Zapiski z podróży

O zimowej Toskanii i panforte pachnącym korzeniami

Włochy to kraj dla mnie magiczny – a zwłaszcza Toskania, latem pachnąca tysiącem drzewek cyprysowych i świeżą oliwą. W środku krainy łagodnych wzniesień, pod zawsze błękitnym niebem leży Siena – niegdyś skromna, etruska osada, która w ciągu wieków przekształciła się w jedno z najbogatszych miast Europy (XIII i XIV wiek), a także w ojczyznę nowożytnego kapitalizmu (!) – sieneńscy bankierzy udzielali pożyczek połowie Europy, a interesy możnych i kupców kwitły w sposób nadspodziewanie słuszny.

Siena wydała światu wyjątkowej klasy dzieła sztuki, dorównując Florencji (z którą, nota bene, skonfliktowana jest z tego względu od wieków po dziś dzień). Ja dzisiaj jednak nie o tym chciałam pisać, a o rzeczy zdawałoby się, całkiem prozaicznej – o cieście, które uwodzi smakiem niby korzennym, ciepłym pocałunkiem. Panforte ze Sieny – bo o nim mowa – to nie tylko potrawa, to spory fragment sieneńskiej historii, a jego rodowód sięga XII wieku. Bogate w orzechy i owoce ciasto o ciężkiej konsystencji swego czasu było zapłatą (a może pewnym rodzajem dziesięciny), jaką otrzymywały osoby stanu duchownego zamieszkujące toskańskie klasztory.

 

 

Toskania zimą

Dość jednak historii – idźmy ad rem, do sedna smaku. Trudno byłoby mówić o tym, jak bardzo kocham korzenne przyprawy – ich tajemniczą, odrobinę mroczną zmysłowość aromatu, piękną gamę ich kolorów, wreszcie – uczucie gorąca, jakie czuję na długo po tym, jak przypadkiem zdarzy mi się wetrzeć imbir w skronie… Panforte zaś łączy w sobie najbardziej uwodzicielskie z nich – imbir i cynamon, goździki, biały pieprz i kolendrę.

Z czego składa się panforte i jak je przygotować?

300 g pokrojonych, białych migdałów, 200 g orzechów włoskich i 150 g laskowych, tyle samo suszonych fig, kandyzowanej dyni i skórki cytrynowej… 50 g zmielonego ziarna kakaowca, 3 łyżeczki cynamonu, 15 gram mieszanki goździków, imbiru, kardamonu, pieprzu, kolendry i szczypta papryki… 150 g pysznego, złotego miodu lipowego, 200 g zmielonego cukru. Tylko tyle i aż tyle czystych przyjemności, które łączą się w jedną z najdoskonalszych rzeczy, jakie miałam okazję jeść.

Nie jest zbyt kłopotliwe w przygotowaniu; mieszamy orzechy z migdałami, figami, dynią i skórką cytrynową. Posypujemy lekko kakao i połową połączonych korzeni, jeszcze raz dokładnie wszystko mieszając. Następnie, w naczyniu o dość grubym spodzie podgrzewamy miód, dodając do niego 3/4 zmielonego cukru. Mieszamy regularnie, na niewielkim ogniu, przez kilka minut – do chwili, aż konsystencja zmieni się w bardziej stałą, podobną do gęstego karmelu. Wówczas zdejmujemy naczynie z ognia i łączymy miód z uprzednio przygotowanymi owocami i orzechami, starając się, by całość była dobrze zmieszana. Wszystko to przekładamy do dość płytkiej formy o brzegach wytłuszczonych masłem, której dno można zarówno wysypać mąką, jak i wyłożyć suchym waflem na bazie wody. Panforte pieczemy w temperaturze około 150 stopni Celsjusza przez pół godziny, a po ostudzeniu podajemy posypane pozostałym cukrem i szczyptą cynamonu.

 

 

Skosztujcie jednego z lepszych moich toskańskich wspomnień na święta… :)

Standard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *