Tag Archives: teatr

„Aniołom twoim każę cię pilnować…” – Białoszewski w Teatrze

Jest sobota, 27 września. Zaczyna się Pamiętnik z Powstania Warszawskiego według Białoszewskiego; spektakl dyplomowy studentów IV roku Studium Wokalno-Aktorskiego.
To jeden z tych dni w teatrze, kiedy czuję się dobrze nawet w chwili, w której sala wypełnia się publicznością. Dyskomfortem jest jedynie moment wejścia i ta krótka, choć przedłużająca się nieznośnie, rytualna scena przed rozpoczęciem spektaklu; rozmowy, wyłączanie telefonów, nadmiar perfum w trefionych włosach, błyszczące rajstopy. Trzeba się pokazać. Usiąść. Rozgościć. Zawłaszczyć nieco przestrzeni. Czytaj dalej

(Golgota) Picnic niezgody

Rycina przedstawiająca Teatr Globe z czasów Szekspira

Nie lubię teatru współczesnego. Nie znoszę, nie cierpię. I przypominam sobie o tym jeszcze bardziej w ostatnich kilku dniach, kiedy większość tematów kulturalnych w mediach ogniskuje się wokół dyskusji o spektaklu Golgota Picnic, anulowanym z programu poznańskiego festiwalu Malta. Wielokrotnie z tego powodu zarzuca mi się impertynencję, brak wykształcenia i prymitywizm (nie kłócę się, samej siebie nie będę oceniać). Czytaj dalej

„Gwiazdy proszą go w gości…” – Teatr Muzyczny w Gdyni i „Chłopi”

Moja przyjaźń z teatrem jako takim nigdy nie należała do łatwych. Wstyd się do tego przyznawać, gdy chce się być traktowaną jako osoba kulturalna, tak, wiem – ale pozwólcie, że jednak będę z Wami szczera – doświadczenia z tą formą sztuki zawsze miałam fatalne. Od poznańskiego Teatru Animacji, zwanego kiedyś „Marcinkiem”, do którego chodziłam w podstawówce w ramach wycieczek szkolnych, aż po Warszawę i Teatr Narodowy, który był dla mnie koszmarnym rozczarowaniem, teatr zawsze kojarzył mi się z dezinterpretacją dzieł literackich/muzycznych, niż z ich interpretacją czy też adaptacją. Mogłabym tu przypomnieć sobie znacznie przekraczane w Teatrze Animacji granice przaśności estetyki w scenografii przedstawień (może to z braku funduszy, a może z braku estetycznego wyczucia – nie wiem) raczej klasycznych, obiektywnie pięknych, bynajmniej nie tchnących duchem polskiej, ubogiej, paździerzowej wsi. Mogłabym wskazać na groteskowe wręcz przeintelektualizowanie Nosferatu, którego obejrzałam w warszawskim Teatrze Narodowym, na pseudosymboliczne dłużyzny tego przedstawienia… wystarczy, żebym z całą uczciwością mogła powiedzieć, że zawsze od takiego teatru wolałam operę i balet (nigdy się nie zawiodłam). Czytaj dalej

„Dziadek do orzechów” – o tajemniczym świecie, co w Wigilię ożywa pod choinką

 

Dziadek do orzechów - wykonanie The Royal Opera House Ballet,

 

Nie jestem pewna, od czego się zaczęło – czy od winylowych płyt ze świetnie zrobionym słuchowiskiem, które pobudzało wręcz nieziemsko moją dziecięcą wyobraźnię, czy od baletu nagranego na kasetę VHS, który oglądałyśmy z Mamą późną nocą, zakopane po uszy w miękką pościel jej łóżka. Wiem jedno – Dziadek do orzechów jest tym szczególnym elementem, który sprawia, że czuję, że wiem po prostu, iż są Święta. Czytaj dalej