Tag Archives: Polska

Warszawa. Miasto rozproszone

Warszawa, ul. Mokotowska, luty 2010.
Warszawa, ul. Mokotowska, luty 2010.

Gdy do niej wracam kilka dni temu, wita mnie mgłą i wilgocią zakradającą się niepostrzeżenie pod prochowiec. Jest południe, a niebo nie wygląda inaczej, niż te trzy i pół roku temu, kiedy w październiku przyjechałam do kogoś w odwiedziny, a w mojej głowie powstała myśl, że przecież można tu zostać; wysoka, przepaścista bladość, śmiertelny odcień żółci przebitej srebrem. Warszawa. Miasto rozproszone, miasto bezładne, miasto moje wymarzone, a potem znienawidzone. Czytaj dalej

@Warsaw1944 – Muzeum niezwykłe

Wielu z Was zapewne dziwi, dlaczego tekst o Muzeum Powstania Warszawskiego tytułuję nickiem, pod którym ta instytucja obecna jest na Twitterze. Nie dzieje się to bez powodu; mówiłam Wam w poprzednim poście, co mnie najbardziej wkurza w obchodach powstańczych rocznic. Twitter w tym roku okazał się miłą odtrutką na te „niemiłe” rocznicowe doznania, bo wierzcie mi – dawno nie widziałam takiego ogromu serdeczności, bezpretensjonalnej i ciepłej, jak tam. Czytaj dalej

Krótko o Powstaniu ’44

Co roku powtarzam sobie, że nie dam się sprowokować do wzięcia udziału w dyskusji o Powstaniu Warszawskim. Co roku dochodzę do wniosku, że Powstanie jest coraz bardziej przedmiotowo traktowane… i przez władzę, i przez opozycję, i przez media, i przez zwykłych obywateli, mieszkańców Warszawy, ale i nie tylko; tu i ówdzie, na kilka dni przed kolejnymi rocznicami, dają się słyszeć porykiwania: to wszystko bez sensu! Idiotyzm! Albo: kto nie rozumie decyzji o wybuchu Powstania, ten niegodzien nazywać siebie Polakiem! – oba te style, te maniery, bo trudno, bym nadawała temu większą wartość, obrzydzają mi Pierwszy Sierpnia.

Muzeum Powstania Warszawskiego
Muzeum Powstania Warszawskiego

W tym roku jednak puściły mi nerwy… i notkę o Powstaniu piszę. Wkurzył mnie Bartoszewski mówiąc, że nie pójdzie pod pomnik Gloria Victis. Wkurzyła mnie okładka „Wprost” z pretensjonalną Myszką Miki (nawet, jeśli jest adekwatna do artykułu o popkulturowym wykorzystaniu motywu PW’44, uważam ją za niezdrowe przegięcie). Wkurzyli mnie ludzie, którzy dziś, ale nie tylko – to zaczęło się już dzień, dwa wcześniej – wypisują na Facebooku i Twitterze „A dlaczego miałbym zatrzymywać się na minutę o 17.00?”.

Nie lubię Warszawy. Mieszkając w niej trzy lata, męczyłam się każdego dnia; z ludzką obojętnością, z własnym, niskim statusem materialnym, który wówczas uniemożliwiał mi funkcjonowanie w Warszawie na takim poziomie, by nie było to miasto bolesne. Wreszcie, z brakiem planu, pomysłu na stolicę: często miałam, mam wrażenie, że przez to, że słoiki i wieczna chwilowość, to tak naprawdę nikt Warszawy nie przemyślał, nie zaplanował, nie rozrysował w czasie, gdy było to potrzebne, a wielkie inwestycje lat ’90 i początku XXI wieku bardziej przypominają samowolkę budowlaną i urbanistyczną, niż jakikolwiek sensowny koncept. Mimo to, wiem jednak, że dla Powstańców Warszawa była marzeniem. Sensem. I sercem Polski. Polska to z kolei był szereg wartości, które dziś najwidoczniej są niezrozumiałe. Bo gdyby były, nikt nie miałby odwagi pytać o sens Powstania. I nie chodzi tu o decyzję dowódców – one były takie, jakie były. Skazały na śmierć tysiące ludzi, którzy do walki szli z gołymi rękami. Ale sens Powstania leży gdzie indziej. Leży w świadomości tożsamości. Tego, kim się jest i skąd. I w byciu razem. Tak opowiedziałabym Powstanie… właśnie tak. I wydaje mi się, że to jedyna narracja, która pozwala uniknąć kłótni.

Muzeum Powstania Warszawskiego
Muzeum Powstania Warszawskiego

Czasami pytają mnie, czy poszłabym do Powstania. Odwołują się przy tym do mojego racjonalizmu, do tego, że niemal każdą decyzję w życiu podejmuję kalkulując wszelakie „za” i „przeciw”, wreszcie – mówią mi – przecież chcesz wyemigrować. Oczywiście, chcę. Ale nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że gdyby Powstanie było dziś, mogłabym do niego nie pójść. Po prostu, pójście do Powstania jest jedną z nielicznych oczywistości w moim życiu. A dlaczego? Bo to była walka o jedność tożsamości. O jej spójność. O każde przedtem potem każdego z Powstańców, którzy walcząc, pisali kartki do bliskich i marzyli o tym, co zrobią, gdy wojna dobiegnie końca. To była walka o normalność. O nadzieję na normalność, której każdy tak bardzo pragnie. Jak mogłabym zatem nie pójść do Powstania? A Wy? Moglibyście?

Nie chce mi się czytać wywiadów w jednym z poczytniejszych polskich dzienników, w których padają nieadekwatne, a rzekomo uprawnione wiekiem wypowiadającego słowa. Nie chce mi się oglądać oficjalnych, państwowych obchodów. One niczego nie wnoszą. To tylko oficjalna pamięć, o której dobrze, że jest – ale „moje” Powstanie jest w Warszawie. Na jej ulicach, w każdej jednej tablicy pamiątkowej. I w Muzeum Powstania Warszawskiego, o którym opowiem Wam jutro.

A teraz, możecie mnie wybuczeć.

P.S. Generał Ścibor-Rylski jest dziś moim prawdziwym bohaterem. Tak, ze względu na jego przemówienie.

Wszystko to z marzeń!

Gdańsk - Brzeźno, początek kwietnia

Czy kiedyś zastanawialiście się, co robią ludzie w pociągach, którzy zamiast czytać, pisać, pracować, albo oglądać film na laptopie po prostu patrzą w okno…? Ludzie, którzy uśmiechają się niby sami do siebie, którzy w przemijalności krajobrazu zdają się widzieć jakby więcej i szerzej…? Marzyciele. Bywam ostatnio jednym z nich. Podróżując na długich trasach, zatapiam się w muzykę i w myśli. Obserwuję liście skrzące się promieniami zachodzącego słońca, złocące się pola, lśniące, malutkie prostokąciki okien w domach porozrzucanych wzdłuż dróg, nieraz tak bardzo przypadkowo… projektuję, analizuję, marzę. Czytaj dalej

Bezsens wykluczenia

Zazwyczaj nie emocjonuję się polityką – mam świadomość cynicznej pozorności działań tej sfery, a obserwując ją czuję się, jakbym oglądała mniej lub bardziej udany mecz szachowy… Natomiast, kiedy po raz kolejny usłyszałam dziś słowa kapitał społeczny w ustach polityka, miałam ochotę napisać coś naprawdę brzydkiego we wszystkich moich kanałach komunikacji ze światem.

Kapitał społeczny stał się frazesem, który wyciera się w polskim dyskursie publicznym na wszystkie możliwe sposoby; łatwo mówić o jego braku, o jego wykorzystaniu bądź niewykorzystaniu, o potencjale, jaki posiada. Zgoda – łatwo mówić, nieco gorzej, że z tych słów zazwyczaj nic konstruktywnego nie wynika. Bo żeby mogło, wpierw trzeba wiedzieć, czym kapitał społeczny jest – oprócz tego, że pojęciem, które pojawia się w niemal wszystkich wystąpieniach publicznych, które mają cokolwiek wspólnego z niezbyt ciekawą sytuacją w naszym kraju. Czytaj dalej

Z wizytą w Gdańsku u Jana – po renowacji

Nieczęsto zdarza mi się powiedzieć, że jestem zadowolona z efektów renowacji historycznych obiektów o niezwykłych walorach architektonicznych. Nieczęsto, zwłaszcza w Polsce, która słynie z niewytłumaczalnego dla mnie uwielbienia dla czegoś, co mądry człowiek z Internetu nazwał makabryłą. A składa się tak, że do niektórych gmachów przykładam specjalną wagę, darzę szacunkiem, sympatią, zachwycam się nad nimi – i nie ma wówczas większego cierpienia, niż nieudana renowacja.

Kościół św. Jana w Gdańsku po renowacji
Kościół św. Jana w Gdańsku po renowacji

Czytaj dalej

Wąską ścieżką, wśród cieni – Sopot, jakiego nie znacie

Kiedy w październiku zamykałam po raz ostatni drzwi warszawskiego mieszkania i jechałam na Pomorze nie spodziewałam się, że ostatecznie zamieszkam w Sopocie. Oczywiście, skrycie marzyłam o tym od dawna – ale wszyscy znamy argumenty, które sprowadzały moje marzenia na ziemię; ceny gruntu, drogie wynajmy, mała ilość mieszkań, turyści… Udało się jednak! Zima nie zachęcała do eksploracji wykraczającej poza ciasne, sopockie uliczki, wzdłuż których wznoszą się urokliwe, secesyjne wille i kamienice, ale kilka dni temu, wreszcie zrobiło się cieplej. Spacer, który miał być krótką przerwą w pracy i nauce, zmienił się w kilkugodzinną wyprawę szlakiem Sopockiej Ścieżki Turystyczno – Przyrodniczej. Chcecie popatrzeć, poznać, a może i wkrótce – przejść się? Zapraszam!

Sopot, pierwszy wiosenny deszcz
Sopot, pierwszy wiosenny deszcz

Wybaczcie „instagramową” jakość zdjęć. Spontaniczne wyjścia z domu nie służą jednak pamięci o ładowaniu baterii lustrzanki i o zabieraniu z sobą dość ciężkiego sprzętu, ponadto znając mnie już nieco z pewnością wiecie, że bardzo lubię korzystanie ze wszystkich dobrodziejstw społecznościowych (i nie tylko) aplikacji na urządzenia mobilne, a Instagram to czasem prawdziwy skarb!

Zespół willowo-parkowy przy ulicy Franciszka Goyki 1-3
Zespół willowo-parkowy przy ulicy Franciszka Goyki 1-3

Otoczona parkiem, wystawna willa gdańskiego kupca Wilhelma Juncke fascynowała mnie od dawna. Widoczna z pociągów popularnej, trójmiejskiej SKM-ki, otoczona pięknymi, wiekowymi drzewami, zachwyca architekturą i unoszącą się wokół niej aurą delikatnej, mglistej tajemnicy. Willa została wybudowana w ostatnim dziesięcioleciu XIX wieku. Dom w połowie wciąż jest zamieszkany, a nieremontowana od dawna ulica do niego wiodąca odsłania stary, niemiecki bruk…

Jeden z kilku strumieni przecinających sopockie lasy
Jeden z kilku strumieni przecinających sopockie lasy

Podczas trzech lat spędzonych w Warszawie najbardziej brakowało mi możliwości obcowania z przyrodą. Przyzwyczajona do częstych, rowerowych wypraw nad jezioro z czasów mieszkania z rodzicami w Poznaniu, w Warszawie nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca. Uboga w tereny zielone jest polska stolica, a Zalew Zegrzyński… wierzcie mi, to nie to. Trójmiasto jest pod tym względem rajem – Trójmiejski Park Krajobrazowy, Lasy Oliwskie, a także Sopot – w nieuczęszczanej przez turystów części – leśny, pachnący liśćmi i wilgocią, odzywający się głosem kaczek, ropuch i owadów…

Sopot - Kamienny Potok

Sopot - Kamienny Potok

Sopot - Kamienny Potok

Idąc Sopocką Ścieżką Turystyczno – Przyrodniczą, na której początek trafiłam w pobliżu willi przy ul. Goyki, znalazłam się w pewnym momencie jakby poza czasem i z dala od obowiązujących na co dzień reguł miejskiej, rutynowej gry zamieszkiwania, bycia w przestrzeni i obcowania z naturą; zdjęcia poniżej to kolejna willa, na którą natknęłam się nieopodal sporego, ziemnego osuwiska spowodowanego przez wartki nurt spływającego z moren strumienia… Położony wśród posępnych, czarnych drzew dom sprawiał niesamowite wrażenie spokoju, dumy i niemal wiecznej ciszy, zaburzanej jedynie przez łopoczącą na ciepłym wietrze, polską flagę:

Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa
Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa
Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa - oficyna
Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa – oficyna

Sopocka Ścieżka Turystyczno – Przyrodnicza ma do zaoferowania dużo więcej – nie będę jednak zdradzała tu wszystkiego. Osiemnastowieczny, opuszczony młyn papierniczy, przyległy do niego staw, który niegdyś napędzał młyńskie koło, siedemnastowieczne słupy, niegdyś podtrzymujące nadproża nieistniejącego już domu – wiele tu do zobaczenia, podobnie jak wiele kilometrów do przejścia, dla wszystkich, którzy choć na chwilę zechcą spojrzeć na Sopot inaczej, niż jedynie przez pryzmat skomercjalizowanego do granic możliwości „Monciaka” i przyległości.

Krzysztofa Kozłowskiego osiemdziesiąt lat zamyśleń nad Polską

O śmierci Krzysztofa Kozłowskiego dowiedziałam się dziś rano, z radia. I mimo, że śmierć jest naturalnym elementem ludzkiego życia, a ja jestem przyzwyczajona do szanowania jej tajemniczej i smutnej obecności wśród ludzi, których cenię i kocham, zasłyszana wiadomość niezwykle mnie zasmuciła. Dlaczego? Kim był Krzysztof Kozłowski, o którym wielu z Was nie wie pewnie zbyt dużo…? Pierwsza myśl, jaka mi się nasuwa, to stwierdzenie, że był częścią odchodzącego, ginącego na naszych oczach świata – świata wartościowych, dobrze ułożonych i zbudowanych na pięknych fundamentach ludzi. Pozwólcie zaprosić się teraz do przeczytania tekstu, który napisałam w grudniu 2011 roku, chwilę przed ukazaniem się książki będącej jubileuszowym wydawnictwem z okazji 80. urodzin Krzysztofa Kozłowskiego;

Krzysztof Kozłowski
Krzysztof Kozłowski

Czytaj dalej

Tętniąca życiem cienistość – Krzyżtopór

Naukę historii znienawidziłam w szkole średniej. 45 minut spędzane w trzy razy w tygodniu na zdobywaniu umiejętności z zakresu stenografii, czyli notowanie długich wywodów nauczycielki, nie zachęcało bynajmniej do samodzielnej eksploracji przeszłych dziejów. Skończyłam jednak szkołę, z wynikami równie miernymi, jak mierny był jej poziom nauczania i popłynęłam w świat – bo co kształci nas lepiej, niż podróże…? Jednym z miejsc, które zapadły mi w pamięci najgłębiej, był Krzyżtopór (dawniej Krzysztopór) – położony w miejscowości Ujazd (woj. świętokrzyskie) kompleks pałacowy, obecnie w ruinie. Co sprawia, że posępny przecież widok jest przeżyciem tak niezwykłym i – nie omieszkam stwierdzić – pouczającym?

Zamek Krzyżtopór - sala na parterzeJedna z sal położonych na parterze Czytaj dalej