Życie

O naiwności

Pamiętam, jak dokładnie jedenaście lat temu, każdego ranka w sobotę wychodziłam z domu, otulając się wysokim kołnierzem podartego, skórzanego, trochę esesmańskiego w kroju płaszcza i biegłam na zajęcia z matematyki i fizyki. Jazda autobusem, zawsze stojąc (bo przecież w każdej chwili może wejść ktoś, kto będzie potrzebował miejsca siedzącego bardziej, niż ja). Makaronik (specyficzne, twarde, poznańskie ciastko z masy migdałowej i orzechów), wówczas kosztujący jeszcze tylko 1,80 zł. Kościół. Modlitwa, promienie słońca w końcu lutego przebijające przez przybrudzone nawarstwiającym się czasem okna. I ludzie. Czytaj dalej

Standard