Tag Archives: Gdynia

„Aniołom twoim każę cię pilnować…” – Białoszewski w Teatrze

Jest sobota, 27 września. Zaczyna się Pamiętnik z Powstania Warszawskiego według Białoszewskiego; spektakl dyplomowy studentów IV roku Studium Wokalno-Aktorskiego.
To jeden z tych dni w teatrze, kiedy czuję się dobrze nawet w chwili, w której sala wypełnia się publicznością. Dyskomfortem jest jedynie moment wejścia i ta krótka, choć przedłużająca się nieznośnie, rytualna scena przed rozpoczęciem spektaklu; rozmowy, wyłączanie telefonów, nadmiar perfum w trefionych włosach, błyszczące rajstopy. Trzeba się pokazać. Usiąść. Rozgościć. Zawłaszczyć nieco przestrzeni. Czytaj dalej

Płonie już ogień nad Adlerhorst

Pod klifem idzie się ciężko. Brnie się właściwie – morze w tym miejscu przykryło wąski przesmyk plaży kamieniami, które nieustannie obmywane przez wodę pozornie tylko dotykają stóp lepką, wilgotną zielenią wodorostów; w rzeczywistości wystarczy jeden nieostrożny ruch, by woda zabarwiła się czerwienią, a zanurzone w słonej przejrzystości stopy przeszył ból od rozcięcia. Czytaj dalej

„Gwiazdy proszą go w gości…” – Teatr Muzyczny w Gdyni i „Chłopi”

Moja przyjaźń z teatrem jako takim nigdy nie należała do łatwych. Wstyd się do tego przyznawać, gdy chce się być traktowaną jako osoba kulturalna, tak, wiem – ale pozwólcie, że jednak będę z Wami szczera – doświadczenia z tą formą sztuki zawsze miałam fatalne. Od poznańskiego Teatru Animacji, zwanego kiedyś „Marcinkiem”, do którego chodziłam w podstawówce w ramach wycieczek szkolnych, aż po Warszawę i Teatr Narodowy, który był dla mnie koszmarnym rozczarowaniem, teatr zawsze kojarzył mi się z dezinterpretacją dzieł literackich/muzycznych, niż z ich interpretacją czy też adaptacją. Mogłabym tu przypomnieć sobie znacznie przekraczane w Teatrze Animacji granice przaśności estetyki w scenografii przedstawień (może to z braku funduszy, a może z braku estetycznego wyczucia – nie wiem) raczej klasycznych, obiektywnie pięknych, bynajmniej nie tchnących duchem polskiej, ubogiej, paździerzowej wsi. Mogłabym wskazać na groteskowe wręcz przeintelektualizowanie Nosferatu, którego obejrzałam w warszawskim Teatrze Narodowym, na pseudosymboliczne dłużyzny tego przedstawienia… wystarczy, żebym z całą uczciwością mogła powiedzieć, że zawsze od takiego teatru wolałam operę i balet (nigdy się nie zawiodłam). Czytaj dalej