Kategoria: Varia

Tekst o Internecie. 10 czerwca 2014

Nie wiem, kiedy umknęła mi zdolność adaptowania się do prędkości, z jaką świat przepada do przodu. Nie wiem, kiedy uświadomiłam sobie, że żyję w świecie papierowych tygrysów, niezdolna do notowania, liczenia i myślenia na sposób cyfrowy.

Pamiętam za to moment, kiedy dostałam swój pierwszy, własny komputer, taki tylko mój. I że chyba zbiegło się to w czasie ze śmiercią mojej ciotki i tym jakimś smutkiem, bo jednocześnie rozstałam się z moim pierwszym chłopakiem, M., tym od fizyki kwantowej i długich, mysich włosów.

Pamiętam porządek, niemal pedantyczny, jaki utrzymywałam w swoich dokumentach na dysku. Moje surrealistyczne opowiadania i pierwsze kroki w serwisie Poema.art.pl. Literatura. Słowo. Bo do czego innego może służyć Internet, jak nie do tego? To wydawało się oczywiste, naturalne.

Potem, kilka lat później, w największej depresji, ten sam komputer stworzy mój pierwszy fraktal. Nauczę się – nieco przypadkiem – do czego służą Photoshop i matematyka razem wzięte. Wyleczę sobie tym głowę, dzięki komputerowi będzie mi się dalej chciało.

Czasami wielka pustka, bo od tamtego momentu, kiedy tata wniósł mi do pokoju jednostkę centralną i monitor, minęło równo 11 lat, a ja w pewnym momencie zaczęłam zatracać umiejętność pisania. Internet nie służy wcale temu, by rozwijało się słowo. By kwitła kultura. Internet niczemu z tych wszystkich ładnych, mądrych rzeczy nie służy. I – może to infantylne, wspominać o tym – prawdziwy okazał się tekst z pewnego mema, z głupiego obrazka, który ktoś wrzucił na Facebooka – mamy do dyspozycji nieskończone źródło wiedzy, a zajmujemy się oglądaniem idiotycznych zdjęć kotów i rozbieranych panienek.

Dopisek z 12 lutego 2015: jestem tak paskudnie zniesmaczona tym wszystkim. Tym, że pop-kultura, pop-dziennikarstwo i pop-informacje. Nie chce mi się przez to brnąć. Tak po prostu. Może tu kiedyś jeszcze przyjdę.

Co poszło nie tak, albo tekst o niczym

Poczułam dzisiaj, że nie chce mi się dłużej prowadzić tego bloga. A dzień zaczął się tak pięknie; miałam zamiar napisać Wam dobry tekst o Wrocławiu. O odkrywaniu miasta inaczej, niż to proponują mainstreamowe przewodniki i produkowane przez wydział marketingu urzędu miasta materiały.
Potem jednak przypomniałam sobie reakcję jednej z osób na Twitterze, kiedy zapowiedziałam przedwczoraj tekst o historii sztuki; “ktoś to w ogóle czyta?” i zrobiło mi się tak trochę nieswojo. Czytaj dalej