Kategoria: Varia

Gdańsk. Rakiem wracam do domu

Kiedy przyjechałam tu pierwszy raz, stałam we Wrzeszczu na przystanku tramwajowym i podziwiałam ołowiane niebo, tak wysokie jak nigdzie wcześniej i wiatr, który zrywał się w porywach pachnących solą i nieznanym wówczas jeszcze światem.

Wracam rakiem do Gdańska po dziewięciu latach od tego dnia i trzy lata po tym, jak ostatni raz go opuściłam. I wracanie to jest jak droga po własnych śladach do głębi, do domu, bo to jedyne chyba miejsce w Polsce, gdzie człowiek potrafi mieć dom. Czytaj dalej

Już się zmierzcha

Photo credit: https://www.flickr.com/photos/clugg14/5303781275/

Jak twoje ciało reaguje, kiedy umysł uświadomi sobie, że oto coś fundamentalnie ważnego w twoim życiu bezpowrotnie przeminęło…?

Czy zwija się w kłębek, zanosi łzami, które płyną bezgłośnie po twarzy? Czy łka cichutko, tak, by nie naruszać niczyjego spokoju, boleśnie wołając o to, żeby ktokolwiek przytulił, ogrzał, powiedział, że to przemijanie (przeminięcie?), ta strata – to jeszcze nic ostatecznego? Czy z kamienną twarzą przyjmujesz informacje i złościsz się na wewnętrzny ból, który w osobliwy sposób nie pozwala ci skupić uwagi na pracy, rozstraja, rozdziera delikatnie z początku, by potem pogrążyć cię w ciemności…? Czytaj dalej

Dlaczego świat nienawidzi kobiet?

To nie będzie tekst o aborcji, antykoncepcji i edukacji seksualnej. Nie będzie też dotyczył w swojej istocie debaty, która teraz przetacza się przez Polskę – chociaż #czarnyprotest popieram i choć nie wierzę, by cokolwiek zmienił, uważam że jest bardzo potrzebny – bo dotyczy nie tyle problemu aborcji, a tego, czy kobieta ma prawo samodzielnie podejmować decyzje dotyczące swojego życia. W skrócie: dotyczy wolności. Wygranej częściowo wcale długą i męczącą walką, którą kobiety przeszły w społeczeństwie (nie tylko europejskim). Bo świat nienawidzi kobiet. Dlaczego? Czytaj dalej

Powtórzenia, odkrycia

vorfreude

(rzecz.) radosne, intensywne oczekiwanie
na zbliżające się doświadczenie wyobrażonych przyjemności

***

Wrzesień zaczyna się subtelnością. Spokojnie, niezauważenie. Pewnego dnia budzisz się i zaczynasz rozumieć, że to już. Że powietrze pachnie inaczej. Bez szczególnego powodu (w końcu to Londyn; nikt nie pali tu liści, nikt nie piecze w ognisku ogromnych ziemniaków nadzianych na znaleziony patyk). Niebo pokrywa się ołowiem i marzę o tych wszystkich deszczach, które już za chwilę przyjdą, uwolnią miasto od unoszącego się wszędzie pyłu i kurzu, przepędzą ludzi z parków i wydobędą na powierzchnię cienie. Czytaj dalej

Na marginesie: Ludzie, z którymi żyję

Affrah

Chociaż w marcu skończy dwadzieścia dziewięć lat, wygląda na osiemnaście. Ciemne oczy zasłania długimi rzęsami, które nie potrzebują ani jednego pociągnięcia tuszem. Głowę owija kwiecistym, jasnym hidżabem, który odrobinę nie pasuje do brudu ponurej, imigranckiej dzielnicy Liverpoolu, którą przemierzamy razem tamtego popołudnia. Jest piękna i pachnie fiołkami.

“Napluł na mnie i krzyknął, że mam spieprzać do swojego zawszonego kraju, do Somalii, że jesteśmy parszywi i tylko zabieramy IM pracę” – opowiada mi o zdarzeniu, które spotkało ją ledwie kilka dni wcześniej w autobusie linii, którą obie często jeździmy. “Nie, to nie był jedyny raz. Moją mamę spotyka to samo w komunikacji publicznej lub na ulicy, choć jej angielski jest perfekcyjny, niczym nie różni się od miejscowych”. Czytaj dalej

Białe Klify widać z Calais. Problem imigracji w Anglii

Na granicy pomiędzy Wielką Brytanią i Francją stoi w tej chwili ponad 10 tysięcy samochodów, w tym – ciężarówki obłożone ładunkiem. Eurotunel, długi na ponad 50 kilometrów, to jedyna alternatywa dla przepraw promowych. Mówi się, że straty spowodowane krytyczną sytuacją i opóźnieniami na granicy można szacować już spokojnie na 750 tysięcy funtów. Czytaj dalej