Budynek opuszczonej księgarni
Kultura

Polska (nie)kulturalna

Dyskusja o Golgota Picnic skłoniła mnie do zastanowienia się nad szerszym aspektem tego, czym jest kultura w Polsce. Jaka jest jej dostępność? Czy nie jest przypadkiem tak, że kultura w naszym kraju jest tak naprawdę przywilejem nielicznych, lub – z innej perspektywy – przewinieniem (głównie dzięki piractwu) większości…? Czytaj dalej

Standard
Rycina przedstawiająca Teatr Globe z czasów Szekspira
Kultura, Varia

(Golgota) Picnic niezgody

Nie lubię teatru współczesnego. Nie znoszę, nie cierpię. I przypominam sobie o tym jeszcze bardziej w ostatnich kilku dniach, kiedy większość tematów kulturalnych w mediach ogniskuje się wokół dyskusji o spektaklu Golgota Picnic, anulowanym z programu poznańskiego festiwalu Malta. Wielokrotnie z tego powodu zarzuca mi się impertynencję, brak wykształcenia i prymitywizm (nie kłócę się, samej siebie nie będę oceniać). Czytaj dalej

Standard

Kultura Turcji fascynowała mnie od najmłodszych lat. Pyszna chałwa i zapachy, których próżno szukać w świecie kultury zachodnioeuropejskiej; bogate białe piżmo, opium, drzewo sandałowe, wielość aromatów przypraw, które jako dorosły człowiek zaprosiłam do swojej kuchni. Niemal magiczne, mistyczne wręcz pismo, wijące się ornamentem na akwamanilach i mozaikach zdobiących mury tureckich budowli. Wreszcie; Hagia Sophia i odwieczne, dziecięce jeszcze marzenie o wnętrzu tego bożego przybytku dwóch religii, przybytku o tak ciężkiej i trudnej historii.  Continue reading

Książki, Kultura

Stambuł oddycha złotem. „Nazywam się Czerwień” Pamuka

Kultura Turcji fascynowała mnie od najmłodszych lat. Pyszna chałwa i zapachy, których próżno szukać w świecie kultury zachodnioeuropejskiej; bogate białe piżmo, opium, drzewo sandałowe, wielość aromatów przypraw, które jako dorosły człowiek zaprosiłam do swojej kuchni. Niemal magiczne, mistyczne wręcz pismo, wijące się ornamentem na akwamanilach i mozaikach zdobiących mury tureckich budowli. Wreszcie; Hagia Sophia i odwieczne, dziecięce jeszcze marzenie o wnętrzu tego bożego przybytku dwóch religii, przybytku o tak ciężkiej i trudnej historii.

Obrazek

Uprzedzam – to będzie jeden z tych tekstów, po przeczytaniu których część z Was złapie się za głowę, odlubi stronę Okruchów na Facebooku, a mnie będzie wyklinać na lewo i prawo za poglądy, trochę zbyt mało popularne, by można o nich było słuchać w radiu, lub czytać w popularnej prasie. Nie mówi się dziś o upadku, a może raczej degeneracji estetyki zbyt wiele; temat raczej się pomija. Powiem nawet więcej: nie tyle pomija, co w ogóle się go nie zauważa (a wiadomo powszechnie, że jeśli czegoś nie widać, to nie istnieje). Continue reading

Filozofia, Kultura, Sztuka

Zdegenerowana estetyka współczesności

Uprzedzam – to będzie jeden z tych tekstów, po przeczytaniu których część z Was złapie się za głowę, odlubi stronę Okruchów na Facebooku, a mnie będzie wyklinać na lewo i prawo za poglądy, trochę zbyt mało popularne, by można o nich było słuchać w radiu, lub czytać w popularnej prasie. Nie mówi się dziś o upadku, a może raczej degeneracji estetyki zbyt wiele; temat raczej się pomija. Powiem nawet więcej: nie tyle pomija, co w ogóle się go nie zauważa (a wiadomo powszechnie, że jeśli czegoś nie widać, to nie istnieje).

Obrazek

Kiedy trzy dni temu wsiadam w Sopocie do pociągu jadącego przez pół Polski na południe, mrużę oczy od słońca. Może pierwszy raz w tym roku tak bardzo intensywnie czuję wiosnę, czuję to ciepło, które zaczyna tulić się do skóry – ciepło niesione z wiatrem znad morza, łagodnym i dobrym. I zapach. Zapach świeżej, żywej ziemi i listnych pąków, które już za parę tygodni, a może wcześniej nawet rozchylą się i świat wypięknieje. Continue reading

Kultura

Wielkanoc: Bezwstydna zieloność i niezwyciężone słońce

Kiedy trzy dni temu wsiadam w Sopocie do pociągu jadącego przez pół Polski na południe, mrużę oczy od słońca. Może pierwszy raz w tym roku tak bardzo intensywnie czuję wiosnę, czuję to ciepło, które zaczyna tulić się do skóry – ciepło niesione z wiatrem znad morza, łagodnym i dobrym. I zapach. Zapach świeżej, żywej ziemi i listnych pąków, które już za parę tygodni, a może wcześniej nawet rozchylą się i świat wypięknieje.

Obrazek

Odłączyć się. Odpocząć. Odetchnąć, zapatrzyć się w niebo, zaczytać w książkach. Utonąć w muzyce. Ale nie, nie tej strumieniowanej ze Spotify. Nie tej z YouTube’a, opatrzonej mniej lub bardziej udanym, krzykliwym teledyskiem.

Nie odbierać bodźców. Komunikatów, powiadomień, informacji – nieistotnych, całkowicie niepotrzebnych. O tym, że komuś urodziło się dziecko. Że prezydent uściskał kilkulatka płaczącego na chodniku. Albo jak wyglądało dzisiejsze śniadanie takiej, czy innej blogerki. Zamknąć uszy, zamknąć oczy. I wyeliminować z pola widzenia wszystko, co ma ekran. Continue reading

Kultura, Varia, Życie

Wyjść poza Sieć

Odłączyć się. Odpocząć. Odetchnąć, zapatrzyć się w niebo, zaczytać w książkach. Utonąć w muzyce. Ale nie, nie tej strumieniowanej ze Spotify. Nie tej z YouTube’a, opatrzonej mniej lub bardziej udanym, krzykliwym teledyskiem. Nie odbierać bodźców. Komunikatów, powiadomień, informacji – nieistotnych, całkowicie niepotrzebnych. O tym, że komuś urodziło się dziecko. Że prezydent uściskał kilkulatka płaczącego na chodniku. Albo jak wyglądało dzisiejsze śniadanie takiej, czy innej blogerki. Zamknąć uszy, zamknąć oczy. I wyeliminować z pola widzenia wszystko, co ma ekran.

Obrazek

Obejrzałam sobie wczoraj film Obrońcy skarbów (Boże, wybacz wydawcom polskiej dystrybucji filmu beznadziejność przekładu tytułu, który w oryginale brzmi The Monuments Men). Nie będę jednak pisać o samym filmie, którego fabuła skoncentrowana jest wokół próby powstrzymania niszczenia dzieł sztuki europejskiej podczas drugiej wojny światowej (w tym celu powołana zostaje specjalna grupa konserwatorów – rzeczoznawców, którzy po krótkim przeszkoleniu wojskowym udają się na front i rozpoczynają arcytrudną misję – jak to w przyzwoitych filmach przygodowych bywa); powiem jedynie, że warto go obejrzeć (a jak dobrze wiecie, rzadko zdarza mi się powiedzieć cokolwiek pochlebnego na temat jakichkolwiek produktów kinematografii).

W filmie pada jednak w pewnym momencie bardzo ważne pytanie: czy dzieło sztuki warte jest poświęcenia ludzkiego życia? Czy śmierć w obronie dorobku artystycznego (który jest wszak częścią szerszego dziedzictwa kulturowego, czy też cywilizacyjnego) ma sens? A może to próżne przelanie krwi, bezwartościowa i głupia strata człowieka, który żyjąc (kosztem istnienia rzeźby Michała Anioła, czy też obrazu Hieronima Boscha) mógłby dokonać wielu więcej wartościowych rzeczy…?

Każda wojna to zło. To kwintensencja podłości i okrucieństwa. Wiem to mimo, że żadnej nie przeżyłam; nie zapomnę jednak wrażenia, które wywoływały we mnie przesuwające się w telewizji obrazy wojny na terenach byłej Jugosławii, które oglądałam jako mały dzieciak w wieczornych wiadomościach. Śmierć, cierpienie i zniszczenie, które niesie z sobą wojna, to jedna z najbardziej przerażających rzeczy, jakie przychodzą mi do głowy, kiedy myślę o tym, czego się boję.

I tak też przypominam sobie jedną z moją ulubionych książek – Rzeźnię numer 5 Vonneguta. Te pięćset tysięcy ludzi, które giną w nalocie na Drezno. Zdjęcia powalonego na kolana miasta, które potem oglądam (złamana sylwetka katedry, bryły smutnych, szczerniałych i wyludnionych kamienic). I postać Anglika idącego przez rosyjską tajgę, który myje zęby śniegiem (bo gdyby przestał, straciłby tym samym resztkę swojej kultury, oddzieliłby się od cywilizacji, która go stworzyła i która jest w jego oczach jedyną nadzieją na przetrwanie tej wojny).
Podobnież; ewakuacja Luwru. I smutny strażnik stojący obok opustoszałych ram po obrazach klasycznych mistrzów… przesmutny, tragiczny widok. Płonące książki na berlińskim Bebel Platz… zalana londyńska biblioteka. Polscy profesorowie ginący w obozach zagłady.

A więc kultura. Cywilizacja.
Nie oddam życia za kraj, w którym żyję, ale oddam je za kulturę, która mnie wychowała, która dała mi wolność myślenia, odczuwania, uczenia się historii i filozofii, rozumienia literatury i potęgi ludzkiej ciągłości cywilizacyjnej. Kultura europejska – bo o niej tu mówię – choć zbudowana na krwi, na imperialnych zapędach szaleńców, wreszcie – na niedoli milionów wykorzystywanych w takim czy innym systemie politycznym prostych ludzi wierzących w medialne przekazy, wcześniej zaś – w słowa wypowiadane przez stojące u władzy osobistości (nieważne, czy świeckie, czy też poświęcone przy tronie Piotrowym – władza ma bowiem wiele wymiarów i bywa trucicielsko aksamitna), po wielu stuleciach uświadomiła samej sobie, że wojna jest złem.

… Wojna jest złem. Jeśli ktokolwiek z Was myśli inaczej – sięgnijcie po Remarque’a i popatrzcie na siedemnastoletnich chłopców żyjących mitem potęgi Wielkich Niemiec, którzy potem w okopach (nomen omen – Wielkiej Wojny) giną od pełznących po ziemi gazów bojowych, giną w błocie, rozkładzie i krwi przyjaciół, a Heimat staje się niczym więcej, niż sfalsyfikowanym mitem.

Czy warto umierać za dzieła sztuki, za kulturę?

A jeśli nie za nie, jeśli nie za cywilizację, za nasze człowieczeństwo, to za co…?

Kultura, Sztuka

O bezsensie wojny i wartości sztuki

Każda wojna to zło. To kwintensencja podłości i okrucieństwa. Wiem to mimo, że żadnej nie przeżyłam; nie zapomnę jednak wrażenia, które wywoływały we mnie przesuwające się w telewizji obrazy wojny na terenach byłej Jugosławii, które oglądałam jako mały dzieciak w wieczornych wiadomościach. Śmierć, cierpienie i zniszczenie, które niesie z sobą wojna, to jedna z najbardziej przerażających rzeczy, jakie przychodzą mi do głowy, kiedy myślę o tym, czego się boję.

Obrazek

Kiedyś miałam swoje ulubione księgarnie. Wchodziłam i potrafiłam tonąć na długie godziny, a potem rozpaczać przy kasie, bo oto znów – gotówka topnieje za szybko, a ręce się urywają, ale dobrze jest wracać do domu z torbą znacznie cięższą od kilku nowo zakupionych tomów. Zwykłam przynosić – z każdej takiej wyprawy – kawał dobrej humanistyki do domu, obejmującej mniej lub bardziej znanych autorów z zakresu filozofii, lingwistyki czy też antropologii i socjologii. Rzadziej kupowałam beletrystykę – tę wolałam konsumować korzystając z bibliotek. Ja nie o tym jednak, bo… Continue reading

Książki, Kultura, Varia

Denerwują mnie książki

Kiedyś miałam swoje ulubione księgarnie. Wchodziłam i potrafiłam tonąć na długie godziny, a potem rozpaczać przy kasie, bo oto znów – gotówka topnieje za szybko, a ręce się urywają, ale dobrze jest wracać do domu z torbą znacznie cięższą od kilku nowo zakupionych tomów. Zwykłam przynosić – z każdej takiej wyprawy – kawał dobrej humanistyki do domu, obejmującej mniej lub bardziej znanych autorów z zakresu filozofii, lingwistyki czy też antropologii i socjologii.

Obrazek