Zapiski z podróży

Zapiski z podróży: Helsinki

Pierwsze za oknem zapalają się maleńkie światełka na szczytach żurawi stoczniowych, które rozpoczynają pracę o szóstej. Czerwone, poruszające się punkciki rozświetlające granatową ciemność przytłoczonego chmurami nieba. Obok – budynki magazynów, suche doki, nabrzeża. Osobliwa forma cichego, portowego życia, które wyłania się z mroku.

Perspektywa widziana z dziesiątego piętra jest szeroka na tyle, bym mogła dostrzec budzące się do życia okna, wypełniające się w nieregularnych odstępach czasu ciepłym, miękkim światłem. Zaczyna padać śnieg. Do świtu jeszcze daleko.

***

Miasto ma kolor błękitny.

Błękitne jest powietrze, z którego nawet kilka godzin po wschodzie słońca wciąż jeszcze można destylować noc. Przy katedrze luterańskiej wznosi się dumnie odlana z brązu postać cara Aleksandra II, który „tak wiele zrobił dla Finlandii”.

Helsinki, pomnik Aleksandra II przed katedrą luterańską, listopad 2017

Błękitne jest morze, które leniwie rozbija się o brzegi ponad trzystu maleńkich wysp rozsianych wzdłuż wybrzeża, przy którym leżą Helsinki. Wznosi się tu fala metalowych organów, przypominających ni to morze w pochmurny dzień, ni to pnie drzew śpiewającego, sosnowego lasu. Pomnik poświęcony pamięci Jeana Sibeliusa, fińskiego kompozytora, zachwyca i przeraża. Gra w nim cisza, niespokojna, targana wiatrem, a mimo to obecna.

Pomnik Jeana Sibeliusa – Helsinki, listopad 2017

Pomnik Jeana Sibeliusa, wnętrze. Helsinki, listopad 2017

Mijam najstarszą w mieście restaurację, przypominającą oranżerię, zamkniętą w pudełeczku pawilonu zbudowanego ze szkła i stali. Mijam nowoczesne kawiarnie i sklepy z odzieżą górską, i spokojne miasto budzące się rankiem do życia, z niepozornym gmachem uniwersytetu, biblioteki, z pałacem prezydenckim, na tyłach którego znajdują się publicznie dostępne basen i sauna.

Pałac również jest błękitny, błękitne też wydają się mroźne oczy pełniących wartę żołnierzy.

Helsinki, ulica Aleksandra II, listopad 2017

Helsinki, nabrzeże portowe, listopad 2017

***

Zapamiętam to miasto jako maleńki, spokojny, ładny świat. Miejsce, gdzie na śniadanie podają nieograniczoną ilość wędzonego łososia i pieczone pomidory. Nieswojo robi mi się, kiedy jadę na lotnisko i wiem, że dwa dni to zdecydowanie za mało. Że będzie tu trzeba wrócić (ale kiedy? Jak? Po co?), bo wciąż przecież czeka tajemniczy kościół – katedra ortodoksyjna zbudowana w stylu rosyjskiego renesansu, z mistycznie złotą kopułą na szczycie. Wciąż czekają cmentarze, ukryte wśród drzew, maleńkie drewniane domki, wciąż czeka Bałtyk – ten inny, bardziej siny i gniewny, niż znany mi z Gdańska.

***

Helsinki, listopad 2017

W pokoju obok zapala się przytłumione światło.

Hotel nad samym brzegiem morza powoli budzi się do życia. Za oknem pada miękki śnieg.

Autorka, 19 listopada 2017, Helsinki

Standard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *