Gdańsk. Rakiem wracam do domu

Kiedy przyjechałam tu pierwszy raz, stałam we Wrzeszczu na przystanku tramwajowym i podziwiałam ołowiane niebo, tak wysokie jak nigdzie wcześniej i wiatr, który zrywał się w porywach pachnących solą i nieznanym wówczas jeszcze światem.

Wracam rakiem do Gdańska po dziewięciu latach od tego dnia i trzy lata po tym, jak ostatni raz go opuściłam. I wracanie to jest jak droga po własnych śladach do głębi, do domu, bo to jedyne chyba miejsce w Polsce, gdzie człowiek potrafi mieć dom.

Gdańsk Wrzeszcz, wrzesień 2017
Gdańsk Wrzeszcz, wrzesień 2017

***

Nie trzeba mi wiele. Sprawdzam, czy istnieją stare miejsca. Zakamarki zniekształcone latami zaniedbania. Nacieki z wilgoci na ceglanych ścianach i mech porastający kamienie nabrzeża. Nieużytki płożące się nad morzem i wysoki głóg zarastający ścieżki przy wydmach. Zamieram, kiedy nie znajduję tylu rzeczy, choć przecież nie ma prawa ich być – miasto zżera postępująca modernizacja.

Macam więc ulicę Lotników Polskich i Pas Startowy, którego za chwilę też już nie będzie. Cieszę się znanym dobrze betonem i nieodległą perspektywą morza. Owijam swój mózg wokół zielonego rynku w Oliwie i gdzieś jeszcze zauważam ślady po własnych łupinkach cebuli, które z łoskotem spadały na ziemię te niemal dziesięć lat temu.

Gdańsk Oliwa, wrzesień 2017

***

Dzisiejszy Gdańsk smakuje mi zbyt chłodnym na jesień winem, lśni poblaskiem zielonego bursztynu i przejrzystością własnych myśli, która dawno nie była tak wyraźna. Przyzwyczajam się szybko do wieczorów w kuchni pogrążonej w półmroku i za krótkich na wszystkie możliwe rozmowy wieczorów. Tak zaczynają się wszystkie opowieści mojego świata, nawet te urwane w popłochu skrawki historii, te kotwicowiska, których latami później poszukuje się jako punktów odniesienia dla siebie i potencjalnej przyszłości.

Ale może i dobrze.

Przecież żadnej opowieści, nigdy, nie powinno się opowiadać do końca.

Gdańsk Jelitkowo, wrzesień 2017
Gosia Rybakowska
  • Izabela Hadrian

    I chociaż niczego już nie znajdziemy takim jakim było wciąż zawracamy po własnych śladach, wzruszeni…latami.
    Jest czas podróży i czas powrotów – wszystkie są dobre.
    Dziękuję Ci za „Okruchy kultury” :)