Spacerownik londyński (2): Tea o’clock

Październik wyznacza pół roku odkąd zamieszkałam w Londynie. Czy da się poznać miasto w tak krótkim czasie? Nie, oczywiście że nie – inna odpowiedź byłaby tu koniecznie kłamstwem. Przez pół roku można jednak stworzyć sobie mapę swoich ulubionych miejsc, punktów, do których się wraca – i to udało mi się w dwojakim wymiarze: księgarń oraz miejsc, w których można napić się herbaty.

Czego innego oczekiwać po stolicy Zjednoczonego Królestwa, jak nie przeogromnej ilości lokali, w których herbatę się celebruje, a nie tylko pije? Zwłaszcza, że tradycja tea rooms jest długa, a zapotrzebowanie nie słabnie wcale; coraz więcej osób docenia piękno prywatnych przedsięwzięć, które oferują dużo więcej, niż kawowe i kanapkowe „sieciówki”, których w każdym mieście dziś jest tak wiele i które wszędzie – niezależnie od miejsca – oferują niemal dokładnie to samo.

Zastanawiałam się chwilę, czy ujmować w tym poście niesamowicie ważną część wizytowania tego typu miejsc, jaką stanowi ciasto – zdecydowałam jednak, że to problem na tyle istotny, że należy poświęcić mu oddzielny tekst. Tymczasem, wybrałam dla Was pięć miejsc, w których lubię w Londynie pić herbatę. Wybór jest subiektywny, choć listny napar w każdym z nich – obiektywnie bardzo smaczny.

Candella Tea Room - 34 Kensington Church St, London W8 4HA
Candella Tea Room – 34 Kensington Church St, London W8 4HA
  1. Candella Tea Room. Moja pierwsza herbaciarnia, którą odwiedziłam w upalny, suchy dzień. Oczywiście oczarowała mnie dekoracja wnętrza – stare, często wartościowe filiżanki, słodkie, drewniane meble, jasne światło i kwiaty. Z każdej spośród znajdujących się na stole ze zdjęcia powyżej filiżanek można napić się herbaty – i istotnie, jest to ciekawe przeżycie – zwłaszcza, gdy ma się w dłoniach wyjątkowo kruchy egzemplarz. Co można zamówić w takim miejscu…? Wszystko. Absolutnie wszystko, co tylko można sobie wymarzyć, gdy myśli się o herbacie, zarówno tej klasycznej, gorącej, z mlekiem lub bez, jak i o mrożonej, specjalnie na lato. Candella zawsze będzie więc kojarzyła mi się ze szklanką mrożonej, świeżej herbaty lawendowej, z łyżeczką miodu i plastrem cytryny.
Fisher's Cafe, 50 Marylebone High St, London W1U 5HN
Fisher’s Cafe, 50 Marylebone High St, London W1U 5HN

2. Fisher’s Café to nie jest typowa herbaciarnia, ale kawiarnia w stylu wiedeńskim. Stylizowana na dwudziestolecie międzywojenne, z białymi obrusami wyprasowanymi na sztywno w niedzielne przedpołudnia, z przemiłym, starszym kelnerem, który mówi z twardym, niemieckim akcentem. Dlaczego w takim razie to miejsce – tak mało herbaciane, bo przede wszystkim kawowe – trafiło do tekstu o herbatach? Dlatego, że kiedyś, zanim przyjechałam do Anglii, to właśnie tak „stereotypowo” wyobrażałam sobie londyńskie tea rooms. Herbaty oczywiście można się tu napić, przy składaniu zamówienia spodziewając się typowo brytyjskiego dzbaneczka z porcelany, któremu towarzyszyć będzie mniejszy, wypełniony mlekiem. Herbata bez mleka? Któż to widział! A co dopiero w takim miejscu? PS. Przeraziłam się, gdy przeczytałam ostatnio, że Fisher’s Café znajduje się w rankingu tzw. grand cafés, do których nie należy się zbliżać bez dobrze wypastowanych butów i szykownej marynarki ;)

Yumchaa, 9-11 Tottenham Street, London W1T 2AQ
Yumchaa, 9-11 Tottenham Street, London W1T 2AQ

3. Yumchaa jest połączeniem klasycznej herbaciarni i nowoczesnej przestrzeni, w której przebywa się po to, by nie pracować z domu. Ujęło mnie jasne, białe światło, które wpada do wnętrza przez szklany dach. Bardzo wiele radości miałam też wąchając poszczególne mieszanki liści i kwiatów, które uszeregowane są kolorami w małych czarkach tak, by móc w pełni poznać aromat danej herbaty, zanim się ją zamówi. Oprócz spożycia na miejscu, liście można też zabrać do domu i parzyć samodzielnie – i to właśnie odróżnia Yumchaa od pozostałych tea rooms. Jakkolwiek dziwnie może to brzmieć, kupno liściastej herbaty w Londynie to wcale nie jest taka prosta sprawa. To miejsce, do którego wracam – choć muzyka jest tam odrobinę zbyt głośna, a po południu robi się tłoczno, mimo wszystko lubię siadać tam z komputerem, obserwować ludzi, programować bądź pisać.

21 Gallery, Chalton St, London NW1 1JD
21 Gallery, Chalton St, London NW1 1JD

4. 21 Gallery to dziwne miejsce. Na co dzień to siedziba fundacji, która pomaga głodnym dzieciom w Afryce i na Bliskim Wschodzie, a także organizuje prelekcje i wystawy związane z konfliktem palestyńsko-izraelskim, w widoczny sposób biorąc stronę Palestyny. Złożyło się tak, że pewnego dnia przechodząc obok zobaczyłam dwie kobiety w pięknych, eleganckich hidżabach, pochylone nad książką, notatkami i… dzbankiem prawdziwej, ziołowej herbaty, której zapach przypomniał mi że nie znalazłam czegoś podobnego od czasu, gdy piłam ją we Francji, dobre trzy lata temu. Kilka dni później, w deszczowe, dość chłodne popołudnie, stałam już przy ladzie i rozmawiałam z Omarem (właścicielem, z pochodzenia Marokańczykiem) o tym, jak dobrze przechowywać liście mięty, by była wyjątkowo świeża i dlaczego brązowy cukier zapobiega sparzeniu liści przez zbyt gorącą wodę. Herbata – przyrządzona w tradycyjny sposób, podana w maleńkich szklankach i dzbanku – była idealnie orzeźwiająca i słodka. Przepyszna.

Moreish Cafe-Deli, 76 Marchmont St, London WC1N 1AG
Moreish Cafe-Deli, 76 Marchmont St, London WC1N 1AG

5. Moreish Cafe-Deli to również nie jest herbaciarnia, a hiszpańska kawiarnia, w której można również zjeść lunch. Piąte miejsce w tym tekście miał zająć inny lokal, ale zdjęcie, które widzicie wyżej, zrobiłam zaledwie dwie godziny temu, siedząc w lekkim, jeszcze ciepłym deszczu na zewnątrz lokalu i pijąc herbatę imbirowo-cytrynową z miodem. Doskonałą na pierwszy dzień października, szczypiącą ostrością świeżo skrojonych plastrów korzenia. Lokal jest śliczny, choć hałaśliwy. Ujmuje jednak zapach mielonych ziaren kawy, który wypełnia wnętrze. Nie bez znaczenia jest również fakt, że miejsce to znajduje się w wyjątkowo urokliwym rejonie dzielnicy King’s Cross – z każdego niemal ujęcia można by z powodzeniem stworzyć piękną pocztówkę. Muszę tam wrócić na kawę, choć imbir i cytrynę zapamiętam na długo, podobnie jak kryształowe krople deszczu przebite jesiennym słońcem.

Gosia Fraser