Powtórzenia, odkrycia

vorfreude

(rzecz.) radosne, intensywne oczekiwanie
na zbliżające się doświadczenie wyobrażonych przyjemności

***

Wrzesień zaczyna się subtelnością. Spokojnie, niezauważenie. Pewnego dnia budzisz się i zaczynasz rozumieć, że to już. Że powietrze pachnie inaczej. Bez szczególnego powodu (w końcu to Londyn; nikt nie pali tu liści, nikt nie piecze w ognisku ogromnych ziemniaków nadzianych na znaleziony patyk). Niebo pokrywa się ołowiem i marzę o tych wszystkich deszczach, które już za chwilę przyjdą, uwolnią miasto od unoszącego się wszędzie pyłu i kurzu, przepędzą ludzi z parków i wydobędą na powierzchnię cienie.

Oto przychodzi pora, w której patrząc na świat ma się wrażenie, jakby został stworzony w takim kształcie, w jakim go widać; jakby dookoła nigdy nie istniała żadna młodość. Może istotnie tak jest? Może drzewa, zwierzęta, budynki, ziarnka piasku znalazły się tu nagle, przypadkiem, nigdy nie będąc inne, niż je widzę? Może moje wyobrażenie o zmianach w świecie to tylko wynik mojej własnej małości, znikomości, nieważności w obliczu czasu?

***

Dobre, małe rzeczy. Kubek ciepłej kawy z mlekiem w dłoniach, które zaczynają marznąć. Ciasto migdałowe. Zamszowy dotyk skóry, z której zrobione są moje buty i torba (jakbym nigdy wcześniej ich nie widziała, albo jakbym zapomniała, jakie są). Szelest spadających liści. Złote włosy, które rozwiewa wiatr. Coraz częstsze próby chronienia się przed chłodem. Obserwacja ludzi i marzenia o pociągach, które jadą do Paryża, Lille i Brukseli. Za chwilę. Już za chwilę. Tymczasem, są pierwsze deszczowe, wietrzne wieczory, kiedy w domu pachnie herbatą, przyprawami i ciepłem. Brakowało mi was przez te wszystkie lata, przez które zdarzało mi się zapominać, że życie to suma doświadczeń (dobrych i złych, i że one tak naprawdę równoważą się – nic przecież w tym świecie nie ginie, zwłaszcza dobro).

***

Czuję ostatnio zbliżającą się zmianę, początek czegoś wielkiego. Cieszę się na nią umysłem, opuszkami palców, cieszę się każdym spojrzeniem i wszystkim, co robię, o czym myślę, czemu poświęcam czas. I nie wiem tylko, czy ta radość to jedynie ta pora roku, w której budzę się do życia i na którą czekam każdego roku tak, jak czekają bliscy na spotkanie po latach czy święta?  A może to punkt, do którego każdy z nas prędzej czy później dochodzi rozumiejąc, że oto wszystkie plany, cele, dążenia zbiegają się do wspólnej perspektywy, która ostatecznie nadaje sens?

Gosia Rybakowska