Seksowne księżniczki. O stereotypizacji kobiet

Dlaczego feminizm dziś tak bulwersuje…?
Bo burzy oczywistości. Bo wdziera się w zakres ustalonego porządku rzeczywistości, w którym seksizm jest na porządku dziennym. Ubrany w formę żartu, bon-motu stworzonego wyłącznie na potrzeby krotochwili w mediach społecznościowych, nie budzi już niczyjego gniewu.

Wciąż słyszę, że żyjemy w czasach wolności większej, niż kiedykolwiek wcześniej. Że nikt niczego nam nie narzuca, że jeśli coś nam się nie podoba – mamy pełne prawo sprzeciwu, który możemy wyrażać głośno, bardzo głośno.
Z drugiej strony jednak – reakcja społeczna zazwyczaj wygląda tak: wkurzają cię seksistowskie żarty w Internecie? Zbanuj człowieka, który je pisze. Nie obserwuj, nie wchodź na jego stronę. Ale nie zabraniaj innym śmiać się… to przecież tylko nieszkodliwe żarty (naprawdę…?).

Jeśli będąc kobietą, nie chcesz wkupić się w kulturę wszechobecnej banalizacji seksu i uprzedmiotowienia twojej płciowości w imię “wyzwolenia”, które za tym idzie według wzorców współczesnej kultury popularnej, zaczynasz być społecznie wykluczona. Kultura ta to tak naprawdę totalitaryzm, który jedynie pozornie oferuje tak wysławianą współcześnie różnorodność; kimkolwiek nie zechcesz być, w jakąkolwiek podkulturę czy grupę społeczną nie zechcesz wejść, będąc kobietą i tak zmuszona będziesz definiować swoją tożsamość przez własne ciało i jego seksualność.

Cycki, tyłek. Makijaż i brak oznak starzenia się. Dyspozycyjność i otwartość na propozycje, zaczepki, aluzje. Jesteś do tego zredukowana. Nieważne, czy w życiu prywatnym, zawodowym, czy – nie daj Boże – publicznym (na własnej skórze przekonałam się, że środowiska polityki i mediów w uprzedmiatawianiu i seksizmie wiodą prym).

Czasem zastanawiam się, co zrobiliśmy źle i dlaczego właściwie nasza kultura jest obecnie w takim stanie? Gdzie kobiety przegrały walkę z seksualizacją i seksizmem?
… Najprawdopodobniej w momencie, w którym uwierzyły, że w “nowej” rzeczywistości, definiowanej przez konsumpcjonizm i media masowego przekazu, swoją wolność i niezależność, a więc “równość”, mogą zamanifestować właśnie przez afirmację swojej seksualności, publiczną, wiodącą do uprzedmiotowienia i infantylizacji kobiet w społeczeństwie. “Równość” w takiej interpretacji zakładała wolność do ekspozycji swojej seksualności, taką samą, jaką zawsze dysponowali mężczyźni. Te spośród kobiet, które uwierzyły w tę drogę, nie zauważyły, jak ogromną krzywdę wyrządzają pozostałym (nie tylko ze swojego pokolenia).

Dzięki temu, że “nowoczesna kobiecość” zbudowała się na ekspozycji seksualności, powstało obecnie poszerzające się pole do stereotypizacji kobiet, którą kieruje totalitarny konsumpcjonizm.
Normy społeczne, które obowiązują w naszej kulturze, nie są już definiowane przez to, co wypada bądź nie, ale przez to, co jest trendy, na czasie, co jest zgodne z obowiązującą filozofią wolności. Wolności bardzo fałszywej, bo zbudowanej w obrębie stereotypów.
Możesz być kim chcesz – tak długo, jak będąc kobietą nie próbujesz otwarcie występować poza zbudowane dla ciebie ramy (kobieta-pilot? To wciąż powoduje dziwne zachowanie wśród pasażerów samolotu, zwłaszcza – wśród mężczyzn). Żeby wpasować się w obowiązujący model kobiecości, w dobrym tonie jest też, jeśli masz samochód, koniecznie musisz pochwalić się, że SAMA potrafisz uzupełnić płyny, bądź wymienić koło – przypadkowo, twoi koledzy mogliby ci nie uwierzyć, jeśli nie umieścisz w serwisie społecznościowym zdjęcia.

Stereotypy formują nam dziś nowy tradycjonalizm, złożony głównie z zachowań konsumpcyjnych. Weźmy na przykład kolorystykę i rodzaje zabawek – różowe (lalki, małe garnki, kuchenki, miotełki) dla dziewczynek, wszelkie inne (statki, zestawy małych odkrywców, przyrządy detektywistyczne) dla chłopców. Tak, to temat wyeksploatowany do granic możliwości, wiem – ale to też jeden z dowodów na to, że od dzieci oczekuje się określonego rodzaju zachowań, które budowane są na podstawie płci, do której przyporządkowuje się to, co i w jaki sposób konsumujemy. Nawet, jeśli poszczególne osoby wykazują różnice, odstępstwa od w ten sposób zdefiniowanych norm – system i tak zrobi wszystko, żeby wpakować je z powrotem do właściwej szufladki (sama nigdy nie zapomnę mojego doświadczenia pierwszej klasy szkoły średniej, kiedy największym problemem dyrekcji było nie to, że noszę ekstrawaganckie ubrania – tylko to, jak bardzo różnią się one od ubrań innych dziewcząt – to niezdrowe, ubierać się w całości na czarno, w gotyckie spódnice sięgające ziemi, skoro normą jest odsłonięty pępek i wyeksponowany biust).

Oczywiście, zaraz znajdą się wśród czytelników zwolennicy biologicznego wyjaśnienia różnic między płciami – dziewczynki przecież lubią różowy, już jako niemowlęta. Jeden z największych zwolenników takiej retoryki, Simon Baron-Cohen pisał, że mózg kobiecy zorientowany jest na empatię i opiekę nad innymi, a mózg męski – na budowanie złożonych struktur i rozwiązywanie problemów. Skoro tak – mówię sobie – jestem mutantem, a nie kobietą. Może więc mała psychoanaliza…? Gdzie też jest miejsce dla nas – mutantów, zamkniętych w kobiecych ciałach, które bardziej pociąga informatyka, inżynieria mostów, a wreszcie prawo i polityka…?

Media bardzo promują dziś biologiczny determinizm, a ja nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest to nierozerwalnie związane z konsumpcjonizmem, o którym pisałam już wyżej. Czy wszelkiego rodzaju gazety, telewizje prywatne i portale internetowe nie utrzymują się dziś przede wszystkim z zysków płynących z reklam…? A czy reklamy nie promują bezwzględnego podziału na płcie, bo to PODWAJA sprzedaż (gdyby był tylko jeden, uniwersalny rodzaj zabawek dla dzieci, bez rozróżnienia na “dziewczęce” i “chłopięce”, o ileż mniejsze byłyby zyski)…? Wszystko, by utrzymać przy życiu gigantyczny łańcuch pokarmowy interesów biznesowych koncernów (nie tylko medialnych).

***

Przez ostatni miesiąc obserwuję dwie kobiety, z którymi na co dzień dzielę mieszkanie.
Pierwsza z nich za kilka dni będzie świętować swoje 48. urodziny i choć zmęczenie oraz choroby odcisnęły się na jej twarzy bardzo wyraźnie, jest pełna sił, wiary w siebie i dumy z tego, kim jest. Niesamowicie kobieca, bez śladu makijażu na twarzy, samoświadoma, silna, mądra.
Druga – choć dopiero co zaczęła 31. rok życia, najchętniej by je zakończyła. Wychowanie do bycia księżniczką nie przygotowało jej do wyzwań świata, w którym żyje. Czerwona szminka i mocny makijaż oczu oraz ubrania w kolorze ekelektrycznego różu nie maskują jej strachu i niepewności, a jedynie go uwydatniają. Feministki? – pyta zdumiona – to te kobiety, które zamiast się bawić, ciągle czytają książki…?
Czasem widuję ją rano, z wyraźnie zapłakanymi oczami.

Gosia Fraser