Ludzie czasami znikają

Kiedy tydzień temu do mieszkania obok wchodzi policja, zastanawiamy się, czy Bob – człowiek ze środkowych Czech, lekko przed trzydziestką, tak bardzo pomocny i przyjaźnie nastawiony do świata, kiedykolwiek jeszcze tu wróci. Od niemal dziesięciu dni nie dał znaku życia.

“To wszystko wygląda, jakby wyszedł na chwilę do sklepu, wiesz? “ – opowiada mi Amber, moja ciemnowłosa współlokatorka. Dzwoni do właściciela mieszkania i mówi, “na szczęście nie znaleźliśmy go w środku. Wygląda na to, że po prostu zniknął”.

Jak to jest, po prostu zniknąć?
Jaka historia towarzyszy temu, że pewnego dnia człowiek postanawia po prostu odejść, rozpłynąć się w powietrzu, pozostawiając w mieszkaniu które zajmował komputer, książki i zdjęcia dziewczyny, z którą się spotykał, nie mówiąc już o dokumentach…?

Parę dni później wynosimy rzeczy z mieszkania Boba. Tłumaczę Amber, co to są czeskie knedliki i jak je zjeść. Zrobię kiedyś – znajdujemy mieszankę do domowego wyrobu knedlików instant. Dużo tymianku, zielonej herbaty i kawy. I makaronu. Będziemy mieli kawę, makaron i herbatę niemal do końca świata.
Dwupokojowe mieszkanie, które zajmował, a które potem postanowił opuścić Bob, cieszy się ogromnym zainteresowaniem potencjalnych najemców. Zejdzie na pniu, do końca tygodnia; wcześniej jednak trzeba wyrzucić z niego meble.

***

Tuż przed jedenastą wieczorem Amber dobija się do pokoju i pyta, czy wiem cokolwiek o truciznach, bo taras oblazły czerwie. Prawdopodobnie rozeszły się z kosza na śmieci z mieszkania Boba, w którym były resztki mięsa z jednego z jego ostatnich posiłków.

Rozpoczynamy walkę z najeźdźcą, który, choć w larwalnym stopniu rozwoju, jawi nam się jako oprawca godny najstraszniejszej eksterminacji. Gotuję wrzątek z olejem, bo prostsze metody zawiodły – czerwie są zdumiewająco odporne na wszystkie chemikalia.
Walkę z inwazją larw kończymy nieco po drugiej nad ranem, a na pytanie, czy tego właśnie spodziewałam się, przyjeżdżając do Anglii odpowiadam, że nie – ale to właśnie jest sposób, w jaki nawiązujemy przyjaźnie w Centralnej Europie.
Będzie co opowiadać – takich nocy przecież się nie zapomina.

***

“Przecież wystarczyło, żeby zadzwonił” – żali się Amber i mówi, że Bob był bardzo dobrym sąsiadem. Pomagał w remoncie, jak trzeba było – doglądał, pilnował, dbał. Często spędzali razem czas przy grillu.

Policja nie znalazła nic, co świadczyłoby o tym, że Bob ma jakiekolwiek problemy. Widziano jedynie jego samochód, jak podjeżdża na niedaleką stację benzynową, w dniu, kiedy od dawna już go nie było w mieszkaniu.

Siedzimy, oglądając kolejny zachód słońca, a ja nie wiem, jak jej powiedzieć, że w Europie Centralnej tak to już jest; że ludzie od czasu do czasu odchodzą. Znikają.

Gosia Rybakowska