We mgle

Wychodzę dzisiaj z domu bez porannego kontaktu z internetem, informacjami i przez chwilę wydaje mi się, że rozumiem świat lepiej. Że stał się bardziej zborny, sensowny, nabrał jakiejś wewnętrznej spójności.

Paradoksalne, bo ukojenie przychodzi pod wpływem lektur w wydaniu cyfrowym (nie lubię, nienawidzę, nie mogę ich wyginać i po nich kreślić). Jak zwykle (10 i więcej lat temu). Lektur czytanych w obcym języku, żeby zacząć znów mieć kłopoty z językiem polskim, ze składnią i z leksyką (co dzieje się po dwóch,trzech dniach czytania, słuchania, pisania i myślenia w języku obcym).
Język wpływa na to, co czytam. Czyni treść gładką, formalną, pozbawioną zanieczyszczeń nanoszonych w procesie tłumaczenia. Mogę rozumieć w pełni i w pełni odczuwać. I wiedzieć, że przeczytałam *naprawdę*, poznałam i – dopiero po tym – jestem zdolna ocenić klasę literacką; piękno formy, splot fabuły i dokładność w odwzorowaniu świata.

Nie chce mi się przez tych kilka godzin dziś nic innego; świat tonie we mgle i pozwalam sobie myśleć w trzech językach o tym, jak wygląda morze, gdy powstaje znad niego opar.
W każdym z nich inaczej; to chłodne i nieprzyjazne, lodowato zimne wręcz i zabójcze, to znów spokojne i bezwładne całą masą wody, którą unoszą pływy w jej falującym, uzależnionym od Księżyca ruchu.

I tylko zastanawiam się, w miarę, jak niewidoczność rozlewa się wieczorem napływającym nad miasto razem z mgłą – czy oprócz myślenia potrafię jeszcze mówić? Czy myśli nie są formą mowy? Wewnętrzną i cichą, ale wciąż – mową. O wiele cenniejszą, niż głos?

Gosia Rybakowska
  • Studiuję germanistykę i sama miewam problemy z pisaniem po polsku, bo przenoszę przede wszystkim szyk zdania z niemieckiego. Wydaje mi się, że podobnie filozofujemy. ;) Ostatnio zastanawiałam się nad tym jak człowiek myślał, gdy nie było jeszcze języka. Myślał obrazami? Są takie pojęcia, o których nie da się pomyśleć, bez nazwania ich. np. abstrakcja. Tak sobie myślałam, że nasza inteligencja zaczęła się naprawdę rozwijać dopiero w momencie, gdy powstał język. :)

    • Nieustannie zachwycam się „wynalazkiem” języka i ciągle stanowi dla mnie coś tak wspaniałego, że momentami popada w absurd. No bo jak to możliwe, że najpierw coś sobie myślę, potem ubieram to w słowa, rozkładam na litery klepiąc w klawiaturę i znowu składam w słowa a Wy to czytacie, rozumienie i jeszcze jesteście w stanie mi z sensem na to odpowiedzieć. To przecież jak telepatia :)

      • Też tak mam! I jak sobie gadam w mózgu, to się zastanawiam skąd ja dokładnie gadam. Bo czy na pewno z mózgu? Gdzie ten głos siedzi?:p

    • Właśnie.
      Czy człowiek „myślał”, zanim powstał język? To jest pytanie, które mnie od dawna trapi, jeśli mogę tak to ująć ;)
      Myślę, że język jest stricte powiązany z procesami myślowymi. Że leksyka im nieodłącznie towarzyszy. To takie wsobne mówienie. I bardzo zgadzam się z tym, co napisałaś na końcu swojego komentarza.

      Z tym, że…
      Co zrobimy z wizjonerami? Z ludźmi, którzy nie myślą słowem, ale dokonują *wglądu*, jeśli wierzyć przekazom dotyczącym na przykład – wieszczów i proroków…?

      • Mi się wydaje, że nie jest tak bardzo z nim połączony. :) Zwierzęta śnią, a więc o czymś myślą. Człowiek, który urodzi się głuchy i nie nauczy się mówić nie będzie myślał? Chociaż on może myśleć znakami migowymi. Kurczę! Nie wiem, o co chodzi z wizjonerami, nie interesowałam się tym. :)