Nie chcę życia jak z reklamy

Z zaklejonych ohydną folią okien spoglądają na mnie wyretuszowane, niemal śliskie twarze kobiet i mężczyzn około trzydziestki, w towarzystwie kilkuletnich dzieci. Obowiązkowo uśmiechnięci, z reguły – blond. Schludnie ubrani. Do obrzydzenia radośni. Reklamują kredyty hipoteczne w bankach, od których kilka lat temu zaroiła się ulica Świętojańska w Gdyni.
Przebiegam nią dzisiaj roznosząc tu i tam swoje CV, bo kilka dni temu znów przeprowadziłam się na Pomorze i szczerze wierzę, że uda mi się dobrze przeżyć jeszcze choć trochę czasu w Polsce.
Reklamy kredytów są jak porzucony w opuszczonym lunaparku strój clowna.
Są demoniczne.

Kawałek dalej – z plakatów spoglądają na mnie kobiece twarze. Trudno określić wiek. To może być zarówno trzydzieści kilka, czterdzieści, jak i sześćdziesiąt bez mała lat. Wszyscy wiemy, jakie możliwości mają dziś Photoshop oraz chirurgia plastyczna. Panie reklamują kremy, które w ciągu jednej doby (dzień i noc) mogą zdziałać cuda. To dziwne – wciąż wydaję dziesiątki złotych na konserwację własnej twarzy, a starzeję się – udowadniam to naukowo. Codziennie rano, przed lustrem. Wzdragam się lekko i mijam drogerię; przypadkiem, gdy wstępuję, ekspedientki zawsze pytającym wzrokiem mierzą mnie z góry na dół. Może nie mam tu już czego szukać, może dla mnie za późno…?

Potem są już tylko monopolowe i sklepy odzieżowe. W tych pierwszych – pięknie wyeksponowane alkohole, trochę mniej estetyczne zapachy wokół przybytków. W tych drugich – sterczącopierśne manekiny o wystających kościach biodrowych, ale za to bez twarzy – to w miarę egalitarne, taka anonimowość estetyczna, wolność do posiadania szkaradnej, postarzałej fizjognomii. Ale za to anoreksja jest, i metr osiemdziesiąt kilka wzrostu. Jak znalazł. Może kiedyś dojdę do tego, mówię sobie. I do nieograniczonych zasobów na karcie bankowej też.

Myślę sobie jednak, że nie chcę życia jak z reklamy. Bo to musiałoby być śmiertelnie nudne. Ta nieskazitelność urody. Ten kredyt mieszkaniowy i wieczny strach o egzystencję z nim związany. I te cudownie sterylne ubrania. Aż strach siadać na plaży.
Cieszę się prostotą mojego życia.
To chyba najcenniejsze, co mam. Ze względu na wszystko i pomimo wszystko.

Gosia Rybakowska
  • Życie społeczeństwa coraz bardziej wygląda jak z reklamy…

    • Naprawdę?
      To ciekawe.
      Ja widzę coraz więcej bezrobocia i biedy, zamiast sielanki, którą przedstawiają reklamy.

      • Zapomniałem dopisać, że tak wygląda życie bogatego społeczeństwa – jak z reklamy.