Warto być naiwnym

Kiedy ostatnio zrobiliście listę rzeczy, które wprawiają Was w zachwyt?
Ja dzisiaj. Pod wpływem pewnej książki.

Na chwilę obecną są to:
– wschody słońca przed naszym domem
– zapach owczej wełny
– zarośla wokół kościoła
– ciepło świeżego piernika
– piwo w kotłowni
– psy i koty
– pisanie
– uczenie się nowych rzeczy

***

Rzadko ostatnio czytam optymistyczne książki. Z reguły nie poświęcam czasu na beletrystykę i grzęznę gdzieś pomiędzy drugą wojną światową, nierównościami społecznymi w dobie kapitalizmu i historią wierzeń słowiańskich na ziemiach polskich.

To brzydkie przyzwyczajenie – nieczytanie beletrystyki – to naleciałość jeszcze ze szkoły średniej. Na studiach tylko wyeskalowała. Czasem z tym walczę, wygrywając jednak tylko wtedy, gdy ktoś mi beletrystykę pod nos podsuwa (dosłownie, nie w przenośni, najczęściej po prostu rzucając mi książkę na stół; nie czytać wówczas to byłby nietakt. Potężny).

 

Naiwny. Super Erlenda Loe to powieść, którą skończyłam czytać wczoraj (tak, dzisiaj wciąż jeży mi się włos na głowie, bo zajęło mi to dwa wieczory). Chyba nie straciłam czasu, który jej poświęciłam (ale wciąż mam lekkiego kaca), bo przypomniało mi się dzięki tej książce parę ważnych spraw. Na przykład to, że czasem w życiu potrzebny jest totalny reset wszystkiego. I że to nic złego. Podobnie jak to, że czasem się nie ogarnia. Bo z pomocą rodziny, przyjaciół i otaczającej rzeczywistości (tak! tak!) można zacząć od nowa. Od prostego wysyłania sobie faksów z dobrymi wiadomościami. Na przykład z rzeczami, które cieszą. Albo z tym, co chciałoby się zrobić w przyszłości (bo nasza przyszłość jest, nawet, jeśli czas nie istnieje).

***

Wszyscy mamy jakieś fobie, mankamenty i niepowodzenia. I dobrze, kiedy przychodzi moment, w którym zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nie trzeba udawać, że jest inaczej. Ta książka – bardzo ciepła, dobra, mądra – to taki głos, który od dawna miałam z tyłu głowy, głos przypominający, że żeby odnieść sukces w czymkolwiek, najpierw trzeba ułożyć się z samym sobą. I że pogoń za dorosłością i spełnianiem oczekiwań społecznych jest bez sensu. Bo jeśli warto w życiu robić cokolwiek, to przede wszystkim spełniać własne marzenia.

Gosia Rybakowska
  • Co polecasz z historii wierzeń słowiańskich na ziemiach polskich?

    • Bogusław Gierlach – Sanktuaria słowiańskie. Bardzo melodyjnie napisana książka. Czyta się jak świetną, historyczną gawędę, a przy okazji zawiera bardzo dużo informacji, których nie znalazłam w podręcznikach akademickich, nawet rozbudowanych.