O złych grudniach i gromadzeniu siły

Nie napiszę Wam, że nie było mnie, bo pochłonęły mnie przedświąteczne przygotowania czy też uganianie się za prezentami dla najbliższych. Nie będę Wam też wmawiać, że miałam multum roboty i że nie znalazłam ani chwili czasu, żeby się odezwać, naskrobać chociaż jeden tekst. Nie. Powiem wprost: JEST GRUDZIEŃ. I było po prostu źle, jak to w grudniu bywa.

Ostatni miesiąc roku nigdy mnie nie rozpieszczał. Ta najczarniejsza, najsmutniejsza pora roku od lat niosła z sobą mnóstwo cierpienia i zwykłych, ludzkich niepowodzeń oraz smutku. I może również dlatego święta Bożego Narodzenia są właśnie w grudniu – po to, żeby ludziom było łatwiej radzić sobie z ciemnością i z zimnem, z tym, że na zimę wszyscy jakoś smutniejemy.

Strasznie trudno jest zbierać w sobie siłę na przetrwanie tej pory. Zwłaszcza, jeśli nic nie idzie tak, jak by się tego chciało. I tak, czasem przyznanie się do tego ostatniego to nic złego. To normalne, że nie wychodzi (mimo, że “trzymanie reputacji w Internecie” każe nam mówić co innego). I to normalne, że czasem wszystko się rozpieprza.

Ale warto.

Warto kumulować w sobie dobre emocje. Marzenia. Nadzieje. I zbierać momenty piękna. Bo po latach najważniejsze są właśnie one – a nie ból, nie zmęczenie. To czasem jest (nie)oczywista cena, którą płaci się za szczęście. Jeśli istnieje coś takiego, jak wszechludzka mądrość – to polega na optymistycznym patrzeniu na świat. Przekonuję się o tym za każdym razem, kiedy spotykam starych, uśmiechniętych ludzi, z bruzdami mimicznymi wokół ust, które wyginają się do góry. I z iskierkami życia w oczach. Najczęściej nie wiem, kim byli i co robili przez całe swoje życie… mam jednak pewność, że przeżyli je dobrze. Że nie mają poczucia zmarnowanego czasu. I że w odpowiednich momentach potrafili trzymać się mocno za ręce z kimś bliskim – bo to czasem potrzebne, żeby przetrwać grudzień. Nie tylko grudzień.

Znowu macie wpis bez morału.

Gosia Fraser