Moja Praga i Czesi na 25-lecie wolności

Po Pradze od dawna już poruszam się na pamięć, bez mapy i przewodników. Z zamkniętymi oczami trafiam do ważnych dla mnie miejsc, poukrywanych w wąskich, zapomnianych przez turystów uliczkach. Wilgoć, odpadający tynk, wieczorne, złote światło latarni, dzięki którym błyszczy kilkusetletni bruk.

Są miejsca, które rozpoznaję po zapachu serwowanej w nich kawy i po smaku tradycyjnych, czeskich ciasteczek, które stopniowo wypiera masowy, europejski przemysł turystyczny. Inne miejsca – po barwie piwa i obecności charakterystycznych paróweczek w occie, które towarzyszą niekończącym się rozmowom starszych panów o polityce i całej reszcie rzeczywistości.
Są też i takie, które omijam szerokim łukiem – sformatowane pod konsumentów z Rosji, Ameryki czy Japonii sklepy jubilerskie oferujące złote i srebrne blaszki z ułomkami drogocennych krwawników czy też knajpy, w których najbardziej czeską i zarazem popularną pozycją w karcie jest wołowy burger.

Praga od setek lat definiowana jest przez mieszające się w niej wpływy dwóch wielkich, europejskich kultur i tradycji; niemieckiej oraz czeskiej. Nie jest czeska w całości, nie jest też bardziej niemiecka, niż Wrocław, który dopiero poznaję.

***

Dzień 17. listopada w Pradze to święto narodowe; w tym roku Czesi świętują 25 lat wolności, 25 lat od upadku komunizmu, najbardziej zbrodniczego spośród systemów totalitarnych. Stołeczna ulica jest radosna nawet wtedy, kiedy wyklina obecnie urzędującego prezydenta, a nad głowami powiewają symboliczne, czerwone kartki. Wolność uzyskana po dekomunizacji objawia się również WOLNOŚCIĄ DO protestu. Do wyraźnego powiedzenia, czego ma się dość (a nawet do rzucenia jajkiem, pomidorem, do obśmiania i nazwania urzędu prezydenta „praską kawiarnią”). Nie do pomyślenia – od kiedy demokracja polega na krzykach…? Przecież, trawestując, zgoda buduje, a niezgoda rujnuje.

Ta możność wyrażenia się od zawsze była widoczna w czeskiej kulturze, która buduje się na charakterze, na tym, co unikalne. Przedłużeniem czeskiej wolności jest uwielbienie i duma w stosunku do własnej historii, do tradycji – czyż nie to najbardziej podziwiamy zwiedzając starą Europę…? Tak, to. To samo, co na co dzień wyśmiewamy, flagę zastępując narysowaną markerem sprężynką. Nowe logo – nowa tradycja. Dziwne, że w Pradze wciąż górują dumne orły i lwy.

Gosia Fraser