Jutra nie będzie

Gdybym powiedziała Ci, że jutra nie będzie – w którą stronę byś się zwrócił…?
Do kogo wpierw byś zadzwonił, z kim się spotkał…?
Czy nie zaprzątną Ci głowy niezapłacone rachunki, zaległości w pracy, książki pożyczone z biblioteki, za które już nieistniejący człowiek będzie płacił naliczaną po własnej śmierci karę…? Dwadzieścia groszy za dzień nieistnienia.

***

Jak bardzo przywiązany jesteś do życia? Ile się nażyłeś i czego tak naprawdę w życiu doznałeś, czego doświadczyłeś…? Za czym będziesz tęsknił…?
Niekończące się remonty domu (znów trzeba odmalować piętro, ledwie skończyliśmy parter, i tak dodatnio w wieczność).
Kredyty, leasingi, nowe technologie wyrzucane co rusz na śmietnik, bo to jest rytm nadążania za doczesnym światem.
Nowe auto, raty na telewizor, mieszkanie, kurs franka.
Żona (złoto na obrączce wyciera się wciąż zbyt powoli jak na nasze ludzkie standardy), dzieci (chciane czy niechciane, są i przypominają Ci o pierwszych zmarszczkach wyżłobionych w czole i wiesz, że żadne z nich nie rozumie dyskietek 3.5).
Zdjęcia z przeszłego życia (te na szczęście łatwo dziś się dezintegrują, wystarczy “Format C:”).
Schemat codzienności, bezpieczeństwo, Twoja mała stabilizacja.

***

To Twoje życie. Który raz w tym roku obchodzisz urodziny…? Do dyspozycji mamy średnio pięćdziesiąt dwa lata na samodzielność, własne decyzje i realizację marzeń. Kiedy ostatnio marzyłeś o czymkolwiek…?
Kiedy zrobiłeś coś dla siebie (a nie dlatego, że “tak wypada”)?
Kiedy żyłeś własnym życiem, a nie takim, jakie dla Ciebie zaprojektowali inni ludzie…?

Jak będzie wyglądał moment, kiedy zdasz sobie sprawę, że jutra nie będzie, a Ty tak naprawdę nigdy jeszcze nie żyłeś, a jedynie istniałeś…?

***

Boisz się ubóstwa i trudu, wiem.
Boisz się nocy i wysokiego, mrocznego nieba.
Lasu, zimna, samotności.

Ale widzisz, prawda jest taka, że człowiekowi, który nic nie ma nie można nic zabrać.
Tak samo jak temu, który wszystko w swoim życiu przeżył. Wszystko na wieki należy do niego. Wszystko w nim się stapia. Bogactwem, jakiego nie zmierzy niczyja definicja “statusu” i “szczęścia”.

Gosia Rybakowska
  • Pequeninha Doçura

    Strasznie lubię się zastanawiać nad takimi pytaniami.

    Luter powiedział: „Gdybym wiedział, że jutro umrę, dziś zasadziłbym drzewo.” Oczywiście, trochę inne założenie, ale myślę, że jego odpowiedź nie zmieniłaby się, gdyby jutra nie było.

    Chyba w Psałterzu napisane jest: „Naucz nas liczyć dni nasze”. Ostatnio nawet to zrobiłam, zakładając całkiem optymistyczną opcję osiemdziesiątki. I tak wyszło trochę mało. Zważywszy, że sporo odpada na czynności okołożyciowe i ogólną eksploatację.

    Myślę, że odpowiedzią na takie pytania jest twórczość. Sporo decyzji w moim życiu podjęłam kierując się ideą tworzenia nowej jakości. Chociaż obiektywnie rzecz biorąc, pragmatycznie powinnam wiele zrewidować. Ale nie chcę, bo myślę, że ucierpiałby na tym mój, jak piszesz, stop. Stałabym się kimś innym, na dodatek bardzo rozdwojonym. Kimś, przeciw komu walczę. Nie warto, nawet jeśli faktycznie żyłoby mi się „łatwiej” (co to w ogóle oznacza??).

  • Guest

    To jest tak szalenie intymne pytanie, że nigdy chyba nie odważę się na nie szczerze odpowiedzieć publicznie. Ale z drugiej też strony – uwielbiam się nad tym zastanawiać.

  • W góry. Poszłabym w góry.

  • @assertowski

    Codziennie mam taki dzień, Ty zresztą też i Jarek też, a może nie, może to tylko egzystencjalny przymus istnienia ?

  • Ary Adler

    Z nikim bym się nie kontaktowała (najwyżej krótki telefon do siostry), tylko usiadła do pisania i pisała do końca, bez przerwy.

  • Paweł

    Trzymasz zdjęcia na C? Wstyd.

  • Przeraziłbym się tym wszystkim czego nie dokończyłem albo nawet nie zacząłem. Brakiem czasu, nad którym jak zawsze nie panuję.
    Z drugiej jednak strony to nie miałoby już najmniejszego znaczenia, tak jak obawy czy strach. Liczyłby się tylko spokój i odrobina czasu na powiedzenie wszystkiego co miało się do powiedzenia od dawna. Pozostałby tylko pewien żal, że trzeba było końca świata, aby móc pokonać barierę lęku.