O naiwności

Pamiętam, jak dokładnie jedenaście lat temu, każdego ranka w sobotę wychodziłam z domu, otulając się wysokim kołnierzem podartego, skórzanego, trochę esesmańskiego w kroju płaszcza i biegłam na zajęcia z matematyki i fizyki. Jazda autobusem, zawsze stojąc (bo przecież w każdej chwili może wejść ktoś, kto będzie potrzebował miejsca siedzącego bardziej, niż ja). Makaronik (specyficzne, twarde, poznańskie ciastko z masy migdałowej i orzechów), wówczas kosztujący jeszcze tylko 1,80 zł. Kościół. Modlitwa, promienie słońca w końcu lutego przebijające przez przybrudzone nawarstwiającym się czasem okna. I ludzie. Czytaj dalej

Zapiski z podróży: Świt nad Złotym Miastem

– Jeśli mi zerwie połączenie, to znaczy, że już przejechałam granicę. Dziękuję Ci.
– Za co dziękujesz…?

***

Bohumin, wąski peron, na torach po obu stronach podstawione są pociągi jadące w przeciwnych kierunkach. Fosforyczne światło, krótkie wagony pełne śpiących ludzi, którzy pachną zmęczeniem i drogą. Wsiadam, przesuwam się pomiędzy znieruchomiałymi ciałami, znajduję pusty przedział. Zapadam w letarg, w którym – jak w filmie – przesuwają mi się przed oczami ostatnie dni, pełne cudownych sprzeczności zmaksymalizowanych końcem lata. Czytaj dalej