Varia, Życie

Sentymentalne podróże z misiami. Epilog

Witajcie wszyscy, którzy darzycie sentymentem misie.
Miło mi przedstawić kolejne misie zamieszkujące zakamarki domu. Otóż w świecie moich misiów zapanowała typowa dla lat 80-tych stagnacja. Kartek na misie wprawdzie nie było, ale i o misie było trudno, przy czym nie misie dorosły człowiek miał wówczas na głowie. Cały ten skomplikowany stan zaowocował mimo owych trudnych czasów i narodziła się Osoba najważniejsza, kolejna misiów przyjaciółka. Tak, Małgosia, zanim polubiła koty, przyjaźniła się w swym młodym życiu z misiami, które odpłacały jej cierpliwością, bo w tamtych czasach nie zawsze urodą. Można było na nie liczyć.

Jej pierwszy misio

Jak na misia dla maleńkiego dziecka przystało – lekki, miękki, nic do połknięcia. Cały do prania. Tani – z Kreuzbergu roku 1989. Wreszcie miałam paszport w domu, mogłam wyjechać kiedy chciałam. Wybory czerwcowe dały wiele obietnic, obudziły wiele marzeń i nadziei. Zaczynaliśmy żyć, jak wówczas myśleliśmy, pełną piersią. Ale misio ten, umisiowienie tamtych czasów, gdzieś się zapodział. Nie ma jego zdjęcia. Wiem, że nie zginął, jest, znajdzie się kiedyś, ale teraz tkwi gdzieś w zapomnieniu jak liczne marzenia, plany i obietnice z tamtego okresu. Wówczas jednak spełnił swoją rolę.

Misie polskie, spółdzielni pracy, solidne, ale trochę jakby passe

Babcie, rodzice, dorośli, głodni za dawnych czasów zabawek, rozpoczęli łowy. Posypało się misiów. I tych ze spółdzielni zabawkarskich jeszcze, i tych już chińskich. Misie dwóch światów i czas przeobrażeń – Polska stolikowa. Nie sposób każdego opisać. Niech więc zdjęcie opowie o dużym brązowym Ananasie, który pluszowym jest, a łapki ma aksamitne w kratkę i z dobrego spółdzielczego domu pochodzi, o Adzie, która może nieco zwichrzone futerko i chytre oczęta posiada, ale wspaniale beżowa i doskonałej średniej wielkości (w sam raz do wózka drewnianego) solidne świadectwo swemu domowi – Spółdzielni Inwalidów wystawia. O deficycie materiałów świadczy piękny różowo-czerwony misio. Chyba nie miał imienia innego niż przydomek – Czerwony. Dodam jeszcze, że Ananas, choć także zrobiony jeszcze w PRL (solidny i z atestami), był pierwszym misiem nie anonimowym. Swoisty znak czasu – dopuszczono indywidualizm.

Polskie misie początek lat 90

Komu, komu – bo idę do domu?

Lata 90-te to rozwijający się rodzimy biznes. A rodzimy biznes to handel, to handel, to handel. I tylko handel – no lepiej brzmi import – eksport. Przepraszam, jeszcze lepiej export. Prawda? No i VAT – także. Tylko ten VAT to już nie tak dobrze. Więc korzystając ze stawek maskotki stają się zabawkami dla dzieci. A kto by tam o jakieś atesty pytał. Ważne, że z niższą stawką VAT. W tym wszystkim dzieci i ich zabawki – maskotki. Trzeba było uważać co się kupuje i gdzie. Ale przetrwały do dziś takie duże okazałe miśki, które już nie doczekały się imion, mimo, że nie tylko mruczały ale i mówiły , i to nawet po polsku. Mało dzisiaj w piwnicy nie zemdlałam jak chwyciłam wypchany worek foliowy, a stamtąd wydobyło się – kocham cię. Nie dziwię się, że córka ich nie nazwała. To zbyt ostentacyjne by było.

Misie polskie połowa lat 90

Upływu czasu nie zauważamy, tylko nasze dziecko takie dorosłe

I mamy misie sławne, znane z literatury i filmu. Tak. Misie są gwiazdami. Moja córka „załapała się” jeszcze na Kubusia Puchatka z McDonalda. Książka Milne’a się jej raczej dość umiarkowanie podobała, ale ten misio pluszowy to już jest antybohater. Oceńcie proszę, bo żal pisać. Za to mnie się poszczęściło. Misio Uszatek, ukochany przez nas obie bohater książek Czesława Janczarskiego, gwiazdor wytwórni SEMAFOR stał się moim misiem już w XXI wieku ! Szczęście to spotkało mnie w Muzeum Kinematografii w Łodzi, gdzie zwyczajnie czekał. Po tym znaczącym wydarzeniu dołączyły jeszcze dalsze misie – celebryci: Paddington (w różnych rozmiarach i postaciach, by łatwiej mu było podróżować), misio marki Russ czy szwarc charakter – misio Dark Dudes lub biżuteryjny beads – Apartu. Przy nich misie pracujące, te wykorzystywane w reklamie wypadają bardziej blado – w myśl zasady: jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

Epilog

Podróż w czasie dobiega końca. Misie są zapewne nieco kiczowate i troszkę niemodne, ale ciepłe i kojące w odbiorze – nie tylko dziecięcym. Są też świadectwem czasu i miejsca. Mruczą swoje opowieści. I żal, że tego symbolu bessy nie chcą w Warszawie, ba nie chcą tam nawet symbolu hossy. To trudno pojąć nie tylko małym rozumkiem misia.

10534268_314630822030476_2136336866_n

 

Na pożegnanie z misiami – te porcelanowe Łomonosowa i niedźwiedź z brązu. A dla poprawy humoru i refleksji proponuję uśmiech do misia – tego na miarę naszych możliwości, którego przybliżył nam Stanisław Bareja.

Figurki Łomonosow - misie

 

Standard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *