Historię spotyka się przypadkiem

Kilka dni temu idziemy gdańską ulicą Pończoszników, zapada zmierzch, co w czerwcu zdarza się raczej późno. Opowiadam o fascynacji kamienicami, których oficyny tworzą wąską uliczkę, niemal niezauważaną przez płynących równoległym Długim Pobrzeżem turystów. To specyficzne miejsce; wyciszone, nostalgiczne, a ja uległam mu już w 2008 roku, kiedy po raz pierwszy przeprowadziłam się do Gdańska.

Jak magnes działała zawsze wąska, ozdobiona nadbudową z pruskiego muru kamienica, do której oficynowe wejście stanowiły drzwi będące pięknym przykładem gdańskiej snycerki. Bogato rzeźbione, ozdobione piękną, żeliwną kratą musiały mieć bogatą historię, podobnie jak tajemnicza główka zwieńczająca portal – skromny, pozornie niepasujący do całości wizerunek człowieka w beretce i rogowych, mocnych okularach, wyrzeźbiony nad wejściem. Nie wiem, kim jest ten człowiek. Ale wiesz przecież, jak bogatą historię mają te domy – mówię, kiedy kierujemy się ku Zielonej Bramie.

Jak mogę państwu pomóc? Co byście chcieli wiedzieć? – ulicę wypełnia ciepły, stary głos człowieka w beretce i okularach, zmierzającego w stronę wejścia do kamienicy. Jak ulał, rysy twarzy pasują do tych, jakie wyrzeźbiono na wizerunku nad drzwiami. Pytam jednak: kim jest ten człowiek?  – i patrzę na pana, który uśmiechając się odpowiada: A kto to jest? To jestem ja!

Gdańsk, ul. Pończoszników kamienica detal

Zaniemówiłam, gdy okazało się, że takim właśnie przypadkiem spotkaliśmy architekta odbudowy Gdańska Głównego z gruzów po II wojnie światowej. Stanisław Michel, bo o nim tu mowa, przywrócił blask nie tylko kamienicom Długiego Pobrzeża, ale też ulicy Mariackiej i Długiej (projektował między innymi słynny Dom Uphagena). Rozmawialiśmy jedynie kilka minut, w ciągu których opowiedział nam, jak Gdańsk dźwigał się z kolan. Z niesamowitym ciepłem wyrażał się o mieście, które oczarowało mnie tak bardzo, że kilka lat temu zrozumiałam, że warto zrobić wszystko, by móc w nim zamieszkać. Najbardziej miłość architekta Gdańska do swojego miasta zobaczyłam w chwili, kiedy opowiadał, skąd zdobył owe pięknie rzeźbione drzwi, z których jedno skrzydło prowadzi do oficyny, drugie zaś – do bursztynniczego sklepu córki pana Michela. Zbrojownia na 3 Maja wytrzymała przecież najdłużej, ceglana i masywna – i to właśnie tam znalazł wysadzone z ram, dwuskrzydłowe drzwi, o które poprosił ówczesne władze miasta, by pozwolono mu zaadaptować je na własne potrzeby.

Tak się składa, że najwięcej o miastach, jakie zamieszkuję, dowiaduję się z przypadkowych rozmów i spotkań. W ten sposób poznałam historię Gdyni i jej legendy, w ten sposób od wielu lat uczę się Gdańska. I tak po prostu – czasem warto chodzić na spacery i przyglądać się światu. Informacje w Internecie, przewodniki, bedekery – to naprawdę nie wszystko.

Gosia Fraser