(Golgota) Picnic niezgody

Rycina przedstawiająca Teatr Globe z czasów Szekspira

Nie lubię teatru współczesnego. Nie znoszę, nie cierpię. I przypominam sobie o tym jeszcze bardziej w ostatnich kilku dniach, kiedy większość tematów kulturalnych w mediach ogniskuje się wokół dyskusji o spektaklu Golgota Picnic, anulowanym z programu poznańskiego festiwalu Malta. Wielokrotnie z tego powodu zarzuca mi się impertynencję, brak wykształcenia i prymitywizm (nie kłócę się, samej siebie nie będę oceniać). Czytaj dalej

Podróże w historię z misiami (II)

Mój pierwszy miś

Jest koniec roku 1956, może 1957. Dostałam misia z Nicei. Misia Francuza – tak go nazwałam. Mruczał, miał cudowne nylonowe, jasne, kudłate futerko i filcowe łapki. I był tak bardzo inny od twardych, żółtych lub brunatnych misiów, jakie dotychczas widziałam. Ale czy lepszy?
Nicejski misio ląduje w objęciach małej dziewczynki w Mielcu. Działa tam sektor lotniczy socjalistycznego kraju i jego narodu. Rodzinny Poznań mojego ojca liże rany po wypadkach czerwcowych, a Warszawa – już po marcu i po przemówieniu Gomułki w październiku 1956.
Świat tej dziewczynki to socrealistyczne bloki małego miasta i kapitalistyczny misio. (Obecnie ma zoperowane, pocerowaniem łapki, bo mole je poraniły). Czytaj dalej

Nie potrzebujesz przewodnika, by zwiedzić miasto

Co to znaczy zwiedzać, poznawać miasto? Czy to tylko przebieżka przez najważniejsze place, ulice, parki, jak chciałaby dzisiejsza superszybka turystyka? A może wrzucenie kilku (nastu, dziesięciu) zdjęć różnych miejsc na Instagram czy na Facebooka, bezrefleksyjne całkiem, takie zwiedzanie, pochłanianie przestrzeni? Obu tym rodzajom „zwiedzania” nieodłącznie towarzyszy przewodnik, trzymany w ręce turysty. Nie, nie po to, żeby go czytać. Nie po to, żeby sprawdzić, przed jakim obiektem aktualnie się właściciel książki znajduje. Przewodniki to swego rodzaju emblemat. Znak rozpoznawczy turystów. Ogólnoświatowy i uniwersalny. I chyba dlatego właśnie tak bardzo ich nie używam, gdy jestem w drodze. Czytaj dalej

Historię spotyka się przypadkiem

Kilka dni temu idziemy gdańską ulicą Pończoszników, zapada zmierzch, co w czerwcu zdarza się raczej późno. Opowiadam o fascynacji kamienicami, których oficyny tworzą wąską uliczkę, niemal niezauważaną przez płynących równoległym Długim Pobrzeżem turystów. To specyficzne miejsce; wyciszone, nostalgiczne, a ja uległam mu już w 2008 roku, kiedy po raz pierwszy przeprowadziłam się do Gdańska. Czytaj dalej


Parse error: syntax error, unexpected T_ENDIF in /home/outskywa/okruchykultury/wp-content/themes/vineandlace/content-image.php on line 67